Katharsis | Aktualności | Katharsis
285
archive,category,category-aktualnosci,category-285,ajax_fade,page_not_loaded,boxed,,wpb-js-composer js-comp-ver-4.3.4,vc_responsive

Aktualności

Ostatnie wpisy – podsumowanie XXIII turnusu terapeutycznego

Aleksandra

Ostatni tydzień terapii… Z każdą chwilą jesteśmy coraz bliżej końca, który budzi we mnie odrobinę niepokoju, smutku i podekscytowania zarazem.

Czuję, że te trzy miesiące dużo wniosły w moje życie – przede wszystkim świadomość siebie. Bywały dni, kiedy wyłączałam się z rozmowy i zatapiałam w swoim świecie wyobrażeń niezwiązanych z grupą, bywały dni, kiedy prowadziłam ożywione dyskusje bywały dni gdy mi się chciało i takie, gdzie prawie zasypiałam. Wszystkie jednak uznaję za wartościowe.

Jeżeli czytając tego bloga, stoisz przed wyborem – zgłosić się czy nie – zrób to. Możesz tylko zyskać. :) (bądź stracić zafałszowany obraz siebie i świata).

*

BLACK

ostatni tydzień, ostatni wpis na blogu. zamiast różowego długopisu, mam klasyczny, czarny. cały weekend zastanawiałam się, co zawrzeć w dzisiejszym wpisie. spisywałam myśli, analizowałam całe 3 miesiące mojej pracy, denerwowałam się, gubiłam wątki, stresowałam się, dochodziłam do dziwnych wniosków… i nadal nie wiem co napisać, by miało to ręce i nogi.

czego się nauczyłam? tego, że lepiej jest nigdy nie zaznać prawdziwego szczęścia, niż poznać jego cudowny, słodki smak, by potem zalać go goryczą tej obrzydliwej, czarnej rzeczywistości i tkwić w tej beznadziei, czując ogromną stratę w sercu.

wciąż czuję ogromny strach. tak jak bałam się ludzi, tak nadal się ich boję. tak jak bałam się przyszłości, tak nadal się jej boję. boję się wszystkiego. ciągle czuję ogromny niepokój, ciągłą niepewność. czuję się jak mała, bezbronna, zlękniona dziewczynka, siedząca w rogu ciemnego pokoju, chowająca głowę w swoich kolanach. sama mam ochotę się schować. zamknąć się w pokoju, wleźć do wyra, zakryć się kołdrą z kotem i powetować tak dni, tygodnie… tam nikt mnie nie skrzywdzi, tam nikt mnie nie znajdzie, tam nikt nie zwróci na mnie uwagi.

w trakcie terapii zatraciłam jeszcze bardziej grunt pod nogami, nie wiem gdzie jestem, co mm robić, na co było to wszystko… miałam nadzieję, że przez te prawie 3 miesiące, choć trochę uporządkuję sobie głowę, coś stanie się dla mnie bardziej jasne, zrozumiałe. ale zastaję tam jeszcze większy bałagan niż przed terapią.

odtworzyły się moje doświadczenia z przeszłości. bardzo bolesne. i znowu nie potrafię sobie poradzić z tą sytuacją. nie potrafię się z tym wszystkim pogodzić, nie potrafię znaleźć rozwiązania, mm tak ogromne wrażenie, że wszystkie problemy leżą w mojej osobie. że to ja muszę się zmienić, by móc funkcjonować z innymi. muszę zmienić siebie, moje myślenie, moje postrzeganie świata. moje skrajności zmienić w coś bardziej wypośrodkowanego. muszę nauczyć się akceptować innych takimi, jakimi są.

udało mi się odkryć to, co sprawi, że będę szczęśliwa. mimo, że zawsze upierałam się przy tym, że życie samemu jest spoko, że nie potrzebuję nikogo, że wszystko zniosę sama, że sama sobie ze wszystkim poradzę… dowiedziałam się, że do bycia szczęśliwą potrzebuję bliskości drugiej osoby. poczucia bezpieczeństwa, przytulenia, spokoju…

myślę, że wcześniej nie zaznawałam szczęścia dlatego, że żyłam samotnie, odgrodzona wielkim murem od ludzi. bez miłości.

zostały nam tylko 4 dni. dzisiaj nie mam jeszcze prawa wszystkiego przekreślać. czasem wystarczy tylko chwila, aby wszystko się odmieniło. nadzieja, nadzieja, nadzieja. jeszcze wszystko może się ułożyć, jeszcze wszystko może być dobrze, prawda? nie mogę się poddać. muszę być silna, tak?

„Człowiek, tak jak nie może sam siebie stworzyć, 

tak nie może sam siebie uszczęśliwić.”

~ św. Augustyn

*

–  ja –

Dziś ostatni wpis i krótkie podsumowanie. Dla mnie były to trzy miesiące ciężkiej pracy, która pomału zaczyna przynosić efekty. Pierwszego dnia terapii nie wiedziałam właściwie, po co się na nią zgłosiłam. Może dlatego, że nie miałam siły oddychać, jeść, nie mogłam spać i wszystko mnie przerażało? Dziś usłyszałam od swojego psychiatry: „świecą się pani oczy”. Jestem teraz pewna, że po to właśnie przyszłam, aby znowu oczy były pełne blasku. Optymistycznie patrzę w przyszłość, snuję plany (skrojone na własne siły), uśmiecham się do siebie i ludzi wokół.

Zajęcia terapeutyczne czasami przypominały poligon, a czasami spokojną, słoneczną i zieloną łąkę. Ani razu nie przyszło mi jednak na myśl, aby z nich zrezygnować. Oczywiście mam obawy, jak teraz potoczą się moje losy i czy sobie poradzę z trudnościami, które niewątpliwie przyjdą. Mój główny wniosek z odbytej terapii: czasami mam prawo się zatrzymać, aby móc pójść dalej. Polecam – terapia działa!

*

MATI

Przed terapią:

Od kiedy pamięta, zawsze siedział w cieniu

On to osoba wyklęta, nie wiedział czemu

Tonął w sentymentach, tracił przedział tlenu

Ludzie to zwierzęta, na ból szukał serum

Po terapii:

Inny człowiek, zmieniony wewnętrznie.

*

TEMET NOSCE

Jak rozpoczynałem terapię, trzy miesiące wydawały się być dosyć krótkim okresem. Teraz, gdy się już prawie kończy, widzę jak bardzo się myliłem. 3 miesiące – to roczny kwartał! Pięć dni w tygodniu po pięć godzin. Czas spędzony tu – był dla mnie bardzo ważny przede wszystkim dlatego, że był dla mnie. Codziennie miałem dla siebie co najmniej pięć godzin. Jak spędziłem ten czas? Dokładnie tak jak chciałem. Czy terapia zadziałała na mnie? Nie miała szans. To ja działam: analizuję, weryfikuję, powtórnie analizuję… Aż przychodzą do głowy małe odkrycia. Czy terapia się skończy dla mnie w tym tygodniu? No nie, dalej będę analizować, weryfikować i podejmować decyzje…

Bycie wśród ludzi w grupie terapeutycznej pokazało mi, że ja – ze swoimi poglądami i sposobem bycia – jestem w zdecydowanej mniejszości. We wcześniejszym moim życiu często tak się czułem i było mi bardzo źle. Teraz w pełni świadomie akceptuję moją odmienność i inność. Zrozumiałem co miał na myśli Mark Twain mówiąc:

„Jeśli zauważasz, że znajdujesz się po stronie większości, 

czas byś się zatrzymał i zastanowił nad sobą.”

*

Voucher

„To już jest koniec, nie ma już nic…” w taki oto sposób można by zacytować ten ostatni, kończący tydzień. Jest jednak małe „ale” – słowa „nie ma już nic” zastąpmy czymś pozytywnym, bo to początek ku lepszemu. Czego się tu nauczyłem? Trudno tak jednoznacznie określić. Na pewno tego, by bardziej przejmować się sobą i nie zapominać o własnym dobru. Nauczyłem się też chyba w miarę wyciszać w stresujących chwilach oraz spoglądać na to, co wywołuje u mnie negatywne emocje. Ale co z lękiem? Siedzi gdzieś tam z tyłu głowy, ale staram się stawiać go w centrum uwagi. Będzie brakowało tych wspólnie spędzonych chwil i „litrów” zjedzonych zupek, ale jedno się kończy, a zaczyna drugie – LEPSZE, SPOKOJNIEJSZE ŻYCIE!!! Kod-recepta na wrota do tego świata? T-M-N-A-P-O-J-M-K-B.

Bracie, mamo, tato, dziadkowie, rodzino, znajomi, a przede wszystkim stary, pogodny, bez żadnych obaw Marcinie – I’M COMING HOME!!!

Nabór do otwartej grupy terapeutycznej

Informujemy, że trwa nabór do otwartej grupy terapeutycznej.

Udział w grupie pomaga:

  • w rozpoznawaniu źródeł przeżywanych trudności
  • w rozumieniu wpływu na siebie, swoje zdrowie I życie
  • w świadomym budowaniu I utrzymywaniu relacji z innymi ludźmi
  • w świadomym podejmowaniu wyborów I decyzji życiowych
  • w wypracowywaniu sposobów dobrego radzenia sobie z różnymi dolegliwościami
  • uzyskać wsparcie w zmaganiach z trudnościami życia codziennego, które nie podlegają zmianie.

Grupa ma charakter otwarty (slow open), liczy maksymalnie 12 osób. Minimalny czas udziału w grupie to 6 miesięcy. Prowadzona jest przez certyfikowane psychoterapeutki: Romanę Błauciak i Annę Wantułę. Sesje terapeutyczne odbywają się raz w tygodniu.

Do udziału w grupie zapraszamy osoby, które wcześniej korzystały już z różnych form pomocy psychologicznej i są zainteresowane pogłębianiem pracy nad sobą i dalszym rozwojem.

Udział w grupie poprzedzony jest indywidualnymi konsultacjami z psychoterapeutkami prowadzącymi grupę.

Miesięczny koszt uczestnictwa w grupie wynosi 400 zł.

Wszystkie zainteresowane osoby zachęcamy do kontaktu:

rejestracja@katharsis.poznan.pl

tel. 881 551 771

NABÓR DO GRUPY NA DZIENNYM ODDZIALE PSYCHIATRYCZNYM

Informujemy, że trwa nabór na kolejny turnus Dziennego Oddziału Psychiatrycznego, który rozpocznie się we wrześniu.

Z terapii grupowej w ramach Oddziału Dziennego mogą skorzystać:

  • osoby z diagnozą zaburzeń: nerwicowych, osobowości i zachowania, odżywiania, nastroju (depresja) oraz osoby, które:
  • doświadczają trudności w relacjach rodzinnych, zawodowych i towarzyskich;
  • mają problemy w komunikowaniu się z innymi ludźmi (są wycofane, nieśmiałe);
  • są samotne, bezradne, doświadczają poczucia winy lub poczucia utraty sensu życia;
  • mają trudności w rozwiązywaniu kryzysów życiowych;
  • mają trudności z radzeniem sobie ze stratą (np. bliskich osób, utratą pracy);
  • zgłaszają bolesne doświadczenia z okresu dzieciństwa i dorastania (uzależnienia, przemoc w rodzinie);
  • zmagają się z problemem zachowań autodestrukcyjnych;
  • odbyły hospitalizację i mają trudności w powrocie do codziennego funkcjonowania.
Jak zgłosić się na Oddział?
  1. Pacjent ustala w Rejestracji Poradni termin konsultacji z psychologiem. Może to zrobić osobiście lub telefonicznie:
    Poznań, ul. Kórnicka 24, (1 piętro, pokój 105)
    numer telefonu 61 875 24 59 / 881 551 771
  2. Na konsultację pacjent udaje się z aktualnym skierowaniem do psychologa.
  3. Po odbyciu pierwszej konsultacji psycholog informuje pacjenta w jakim terminie zostanie przekazana mu informacja o dacie kolejnej konsultacji psychologicznej (jeśli wstępnie pacjent kwalifikuje się do terapii na Oddziale).
  4. W drugiej konsultacji uczestniczy dwóch psychologów. Podczas rozmowy pacjent może lepiej zrozumieć na czym polega terapia grupowa; omawiane są wątpliwości i obawy pacjenta.
  5. Podczas drugiej konsultacji zostaje podany termin, w jakim zostanie pacjentowi przekazana informacja o zakwalifikowaniu na Oddział.
  6. Między pierwszą a drugą konsultacją pacjent odbywa także wizytę psychiatryczną.

Zajęcia w ramach oddziału odbywają się od poniedziałku do piątku w godzinach od 13:00 do 20:00. Czas trwania turnusu terapeutycznego wynosi 12 tygodni.

Terapia finansowana jest w ramach kontraktu z NFZ.

W ramach oddziału pacjenci codziennie uczestniczą w dwugodzinnej terapii grupowej, a także w różnych zajęciach: filmoterapii, choreoterapii, warsztatach z psychologiem, nauce relaksacji i nordic walkingu. Mają także możliwość tworzenia własnego bloga. Każdego dnia zapewniony jest również obiad o godzinie 15:30.

Wszystkich zainteresowanych tą formą pomocy zachęcamy do kontaktu z Rejestracją.

Podsumowanie piątego tygodnia terapii

Aleksandra

Zgodnie z zamiarem z poprzedniego tygodnia, przez pięć ostatnich sesji byłam skupiona na „tu i teraz”. Środowa sesja była całkowicie poświęcona mi, wyraziłam bowiem wątpliwość, czy ta terapia pomoże mi przezwyciężyć mój problem z lękiem, prawie z pewnością myśląc, że nie pomoże. Opowiadając swoją historię, wypowiadając na głos to, co siedzi we mnie od bardzo dawna, czułam i wyrzucałam z siebie morze emocji. Uczestnicy i terapeutki odnosili się do tego co mówię, przekazywali swoje pomysły na walkę z przeszkadzającym mi lękiem, uważnie mnie słuchali. A ja po raz pierwszy od rozpoczęcia naszego turnusu przyjrzałam się moim uczuciom do członków grupy i łączącym nas relacjom. Tamta sesja była dla mnie bardzo emocjonująca i ciężka, ale utwierdziła mnie w tym, że warto tu przychodzić.

*

BLACK

spać mi się kce, spać mi się kce, spać mi się kce… jest mi tak słabo, że ledwo przyjeżdżam na zajęcia. najchętniej zamknęłabym się w swoim pokoju, nie wychodząc z niego przez tydzień… dwa… miesiąc… schowałabym się pod kołdrą i przespała cały ten czas. jestem zmęczona, blada jak trup, jest coraz gorzej, tracę nadzieję, poddaję się, nie widzę żadnego sensu w tym, że jednak znajduję się w tym miejscu. jestem sama. sama jak palec na tym marnym świecie. nawet lekarze mnie olewają. jedyna osoba, która jeszcze próbuje mnie ratować to mój brat. ale co on, biedak, ma począć, gdy sam nie ma kolorowego życia i musi radzić sobie z własnymi problemami.

im bardziej nie chcę być problemem, tym bardziej nim jestem.

*

-ja-

Kolejny tydzień za nami, Grupa coraz bardziej aktywna i zżyta. Dobrze mi tutaj. Cieszę się, że mam ochotę i odwagę wyrażać swoje uczucia i odczucia względem ludzi, którzy mnie otaczają. Wreszcie zauważam swoje potrzeby i zaczynam je głośno wypowiadać. O dziwo – czuję się z tym bardzo dobrze. Dałam sobie prawo do wyjścia z roli „cierpiętnicy”.. Chcę, aby moje życie (czyli obowiązki, troski, radości) były skrojone na moją miarę. Wokół siebie widzę tylu ludzi, którzy mogą mi w tym pomóc. Czas z tego skorzystać – możliwości są tylko dwie: pomogą albo nie. Ważne, że spróbuję.

*

Janina

Widzę zmiany. Jedną z nich jest to, że nie zacznę tego wpisu od banalnego „Minął kolejny tydzień”. Wydaje mi się teraz czymś smutnym, skupiać się na upływie czasu. Może chodzi też o fakt, że zaczynam tęsknić za członkami grupy podczas wolnych weekendów. Wolę więc nie wybiegać w przód do września…

W ogóle smutek jako taki stał mi się obcy i kiedy pojawia się jako niezapowiedziany gość podczas psychoterapii, mam wielką ochotę udawać, że wcale się nie znamy. Kolejną zmianą, widoczną gołym okiem jest dama długość tego wpisu, to już kolejne zdanie więcej niż poprzednio!

Całość terapii kojarzy mi się ze skakaniem po trampolinie. Póki co jeszcze nie spadłem. Oby tak dalej. Łatwiej jest mi uwierzyć w sens, w sens czegokolwiek. Ciekawe czy możliwe jest już tak zawsze odbijać się i odbijać bez przykrych konsekwencji.

*

MATI

Po niedługim czasie zastanowień uznaję, że tym razem nie będę pisał niczego. Jest to podsumowanie moich odczuć z poprzedniego tygodnia.

*

raskova

Właściwie co tydzień mogłabym napisać to samo: nowe odkrycia, trudne spotkania z wiedzą o samej sobie i wiele inspiracji do zmian.

Dziś – po piątkowym preludium – ośmieszyłam się totalnie. Jest mi z tym dobrze jak nigdy. Nawet jeśli bywam w czymś kiepska, przestraszona lub nieszczera, to mam do tego prawo, bo JESTEM CZŁOWIEKIEM, aż i tylko.

Coraz lepiej rozumiem mamę, tatę, brata, właściwie całą rodzinę. Dzięki otwartości w terapii również poza nią łatwiej mi się komunikować. Dostaję tak wiele wsparcia i miłości od rodziny, współlokatorów, przyjaciół i znajomych. Moje serce wyrywa się z piersi na myśl o tym, że bliscy mi otaczają mnie taką troską!

Także i tu, na terapii, czuję większą bliskość między nami. Jestem ważna, potrzebna i zauważalna. Znaczę coś dla innych i nie potrzebuję cierpieć lub smucić się, by być zauważoną. Jestem, tylko i aż.

Z każdymi zajęciami nabywam większej świadomości mojego ciała, sensu życia, celu i przekonania, że dam sobie radę, taka jaką jestem teraz. Daję sobie prawo do posiadania wad, poszukiwania, upadków i powstawania z nich. Dzięki temu łatwiej mi pozwolić ludziom wokół mnie na bycie nieidealnymi. Biorę odpowiedzialność za swoje życie.

Brakuje mi tu B. i M. .

*

TEMET NOSCE

V tydz. minął. Mam większą świadomość, że budowanie relacji z innymi zaczyna się od budowania relacji ze sobą samym. Np. uśmiechając się częściej do siebie – częściej uśmiecham się do innych. Gdy akceptuję siebie i nie mam wielkich oczekiwań wobec siebie – odpada potrzeba porównywania się z innymi. Wtedy też nikogo nie oceniam, nikogo się nie boję, żyję z sekundy na sekundę.

Jest jednak jedna rzecz, z którą nie mogę się łatwo godzić, ani u siebie ani u innych. Jest to niezauważanie życia poprzez permanentne tkwienie w przeszłości oraz snucie nieustannych planów na przyszłość. Zgadzam się z Johnem Lennonem: „Zycie to jest coś, co nam mija, kiedy robimy plany na przyszłość”

*

Voucher (ten autor)

Tydzień nr 5 …

Najgorszy jak do tej pory. Niby nic nie zwiastowało tego, a jednak. Poniedziałek jak to poniedziałek – zaczął się normalnie, dopóki koleżanka N. mnie nie poirytowała. Wtorek jak to wtorek – było jak co tydzień. Nadszedł jednak kolejny dzień – środa. Nic nie zapowiadało złego samopoczucia u mnie, a jednak – walka ze swoim lękiem, dolegliwościami i obfita nerwówka. Być może udzielił mi się też trochę nastrój koleżanki K., czego koniec końców reasumując nie wytrzymałem i spierdoliłem do domu po pierwszej części zajęć. Oczywiście bez urazy koleżanko K. – to wszystkie czynniki się na to złożyły, nie tylko Twoja poruszająca historia. Wtedy wróciły znowu myśli: „A co jak po prostu… umrę?”. Kolejnego dnia nie miałem najmniejszej ochoty tu być – zostałem w swych czterech ścianach i byłem praktycznie sam ze sobą. Wracając na grupę w piątek wiedziałem, że sucha nitka na mnie nie pozostanie. Było mi najciężej jak nigdy dotąd przez poprzednie cztery tygodnie. Koniec końców druga część zajęć dała mi znów optymizm, jak i nastawienie grupy do mnie.

Tydzień kończę z myślą: „Człowieku! Nie pozwól by lęk wygrał! Wierzę w Ciebie…”

PIąteczka!

PS

Gdy M. rapuje, cała grupa podskakuje

Swym flow daje show, cała grupa robi „wow”

Patrzy w kafelki, chyba nad czymś kontempluje

Uważaj człowieku – zaraz swoim rymem zaatakuje! 😉

Whoop Whoop ;P

Wrażenia Uczestników po pierwszym miesiącu terapii

Aleksandra

Czwarty tydzień nie zapisał się w mojej pamięci. Nie pamiętam szczegółów, nie pamiętam sesji i zajęć – pamiętam tylko, że w piątek dużo się śmiałam.

Ten śmiech był mi potrzebny, tylko skąd ta niepamięć..? Może wynikła ona ze zmęczenia, roztargnienia… Bo mimo braku pracy, uczelni czy ważniejszych obowiązków poza terapią, czuję się właśnie coraz bardziej zmęczona, psychicznie i fizycznie.

W nowy tydzień wchodzę z postanowieniem, że nie pozwolę myślom odpływać z sali 107, tak jak to było w minionym tygodniu, nawet jeśli zniechęcenie nie minie.

*

BLACK

Ostatni tydzień wywołał we mnie dużo skrajnych emocji. Zranienie, smutek, odrzucenie, bezsens… radość, głośny śmiech, ulga, poczucie, że nie jestem pozostawiona sama sobie. Powrót myślami do przeszłości uświadomił mi, że sprawy zapomniane nie są rozwiązane. Dało mi to do zrozumienia, że ukrywanie wszystkiego gdzieś w najgłębszych skrawkach mojej duszy jest dobrym rozwiązaniem, ale krótkotrwałym.

Chciałabym pewnego dnia zdobyć się na odwagę i powiedzieć o swoich tajemnicach, sprawach, które chciałam zamknąć w sercu na zawsze. O sytuacjach dla mnie bolesnych, które sprawiły, że znalazłam się na tym miejscu.

Jednak ciągle się boję, czuję lęk przed niezrozumieniem, nieakceptacją, przed tym, że zostanę znielubiona… zauważyłam, że od czasu gdy zżyłam się z grupą, znowu mam tendencję do udawania, by tylko nie wyszło na jaw jak beznadziejnym człowiekiem jestem.

Znowu wpadłam w błędne koło.

*

Janina

Minął czwarty tydzień. Wydaje się, że jestem bliżej swojego wnętrza, chociaż jeszcze długa droga wgłąb. Jestem też skupiony na osiągnięciu celu jak nigdy przedtem. Czasami mam wrażenie, jakby każdy kolejny dzień był taki sam, ale zaciskam zęby i wierzę w sens tego co robię.

Czas pędzi jak oszalały. Jestem ciekaw, czy po następnym tygodniu zacznę zauważać pierwsze oznaki zmiany. Póki co wierzę i trwam.

*

Maryś

Dobro, Zło, Światłość i Ciemność.

Wszystko istnieje po coś, chociaż nikt nie wie jaki był początek i jak to możliwe. Każdy ma własną rolę, nikt nie jest zły czy dobry. Każdy balansuje między tymi dwoma aspektami. Droga jest indywidualna dla każdego. Najważniejsze, by pamiętać o tym, że na wielu ludzi nie mamy wpływu. Ale jest jedna osoba, na którą zawsze mamy.

To my sami.

*

MATI

Moje samopoczucie jest praktycznie niezmienne, czyli lekko zaniżone. Jest ono dla mnie ważne, ponieważ od samopoczucia w głównej części zależy działanie w moim życiu. Jeśli chodzi o relacje grupowe, to sprawiają, że jestem bardziej świadomy, ponieważ zdaję sobie sprawę z własnych myśli i reakcji. Wiem jak mogę być odbierany, czego mogę się spodziewać i co wypadałoby zmienić. Terapię traktuję jako drogę i zmierzam w kierunku normalnej, akceptowalnej dla mnie codzienności.

Innymi słowy:

Witaj w mojej głowie na planecie Matiego,

To wybuchowa baza mego myślenia osobistego, mam tam tyle bólu,

że to zabija mnie całego, mimo tego żalu dalej jestem podejścia pozytywnego.

*

raskova

Było mi całkiem dobrze. Mówiłam szczerze, płakałam i śmiałam się na przemian. Wiele emocji, odkryć w sobie, w ludziach wokół mnie – zarówno o najbliższych, jak i o tych w grupie, coraz dla mnie ważniejszych.  Problemy w relacjach nie są takie olbrzymie, jak mi się wydawało, a wyobrażenia o tym, co inni czują lub myślą, konfrontowane z rzeczywistością, okazują się często dalekie od prawdy. Skupiam się coraz częściej na tym, co jest tu i teraz, żyję chwilą i doceniam ludzi wokół mnie. Cieszę się, że trafiam na osoby, które wskazują mi różne punkty widzenia i inspirują do zmiany. Pozdrawiam tu nawet kolegę M., który bardzo chciał być w tym tygodniu blogerem, a został krzesełkowym.

Cieszę się, że tu jestem.

*

Temet nosce

Czwarty tydzień minął dla mnie pod znakiem „EMOCJI”. Od pewnego czasu obserwowałem swoje emocje wyłącznie w ciele. Coraz częściej udawało mi się nie dopuścić emocji do umysłu. Nawet nie musiałem ich nazywać. Po rozmowach z terapeutami i członkami grupy terapeutycznej w tym tygodniu postanowiłem pobawić się w nazywanie różnych stanów psychicznych, jakie we mnie powstają. Podszedłem do sprawy zgodnie z zaleceniami mojego doktora psychiatrii i wygooglowałem jakie emocje występują u ludzi. Jakież było moje zdziwienie, że do emocji zaliczane są też „pogoda ducha” i „akceptacja”. W tych stanach jest największe wyzwalania hormonów tzw. szczęścia i duża redukcja hormonów stresu.

Dzięki tym rozmyślaniom uświadomiłem sobie, że mimo występowania u mnie nieprzyjemnych emocji, próbuję jednocześnie wzbudzić emocje przyjemne – takie jak „pogoda ducha” i „akceptacja”. W tym tygodniu dosyć często uwaga zarówno członków grupy, jak i terapeutów skupiała się na mnie. Nie zawsze opinie innych były zgodne z moimi. Czułem w ciele spięcie i dużo się nad tym zastanawiałem. Dlaczego tak często mam inne opinie aniżeli większość. Czy to jakaś moja potrzeba stawania w opozycji do większości? Kontestowania wszystkiego? Dzisiaj jednak zdałem sobie sprawę, że zachowuję się tak nie dlatego, że chcę być inny niż większość. Zachowuję się tak BO JESTEM INNY.

*

Voucher

Tydzień (chyba?) czwarty…

Tak naprawdę pierwszy ze 100% obecnością. Tylko co on mi dał? Z pewnością – mogłem porozmawiać o swoim problemie z kolegą B., który miewał podobnie. Był moment, gdy poczułem pewną stratę, ale diametralnie zmieniłem nastawienie po w/w rozmowie. Nie byłbym sobą, gdybym jednak nie napisał o wizycie w podwodnym świecie doktora Octopusa. Dała mi ona kopa do działania i nie przejmowania się jedną z mych chorób. Przy okazji dostałem lekcję języka polskiego. Tydzień podsumować mogę tak – już trochę wiem jak to jest być Janiną :)

Blogerze spróbuj się doczytać i to przepisać! 😀

Piąteczka

Nabór do grupy na Dziennym Oddziale Psychiatrycznym

Informujemy, że trwa nabór na kolejny turnus Dziennego Oddziału Psychiatrycznego, który rozpocznie się we wrześniu.

Z terapii grupowej w ramach Oddziału Dziennego mogą skorzystać:

  • osoby z diagnozą zaburzeń: nerwicowych, osobowości i zachowania, odżywiania, nastroju (depresja) oraz osoby, które:
  • doświadczają trudności w relacjach rodzinnych, zawodowych i towarzyskich;
  • mają problemy w komunikowaniu się z innymi ludźmi (są wycofane, nieśmiałe);
  • są samotne, bezradne, doświadczają poczucia winy lub poczucia utraty sensu życia;
  • mają trudności w rozwiązywaniu kryzysów życiowych;
  • mają trudności z radzeniem sobie ze stratą (np. bliskich osób, utratą pracy);
  • zgłaszają bolesne doświadczenia z okresu dzieciństwa i dorastania (uzależnienia, przemoc w rodzinie);
  • zmagają się z problemem zachowań autodestrukcyjnych;
  • odbyły hospitalizację i mają trudności w powrocie do codziennego funkcjonowania.
Jak zgłosić się na Oddział?
  1. Pacjent ustala w Rejestracji Poradni termin konsultacji z psychologiem. Może to zrobić osobiście lub telefonicznie:
    Poznań, ul. Kórnicka 24, (1 piętro, pokój 105)
    numer telefonu 61 875 24 59 / 881 551 771
  2. Na konsultację pacjent udaje się z aktualnym skierowaniem do psychologa.
  3. Po odbyciu pierwszej konsultacji psycholog informuje pacjenta w jakim terminie zostanie przekazana mu informacja o dacie kolejnej konsultacji psychologicznej (jeśli wstępnie pacjent kwalifikuje się do terapii na Oddziale).
  4. W drugiej konsultacji uczestniczy dwóch psychologów. Podczas rozmowy pacjent może lepiej zrozumieć na czym polega terapia grupowa; omawiane są wątpliwości i obawy pacjenta.
  5. Podczas drugiej konsultacji zostaje podany termin, w jakim zostanie pacjentowi przekazana informacja o zakwalifikowaniu na Oddział.
  6. Między pierwszą a drugą konsultacją pacjent odbywa także wizytę psychiatryczną.

Zajęcia w ramach Oddziału odbywają się codziennie, od poniedziałku do piątku, w godzinach od 13:00 do 20:00.

Czas trwania turnusu terapeutycznego wynosi 12 tygodni.

 

Wszystkich zainteresowanych tą formą pomocy zachęcamy do kontaktu z Rejestracją.

Refleksje po kolejnym tygodniu

Aleksandra

Czuję, że nie skorzystałam w pełni z poprzedniego tygodnia, bo opuściłam większość zajęć. Było to spowodowane egzaminami na uczelni i niezależne ode mnie – moje złe samopoczucie było nie powodem nieobecności, a ich skutkiem.

W grupie czuję się dobrze, chcę tu przychodzić, daje mi to poczucie, iż robię dla siebie coś dobrego. Cieszę się, że koleżanka z grupy, która miała myśli rezygnacyjne, nadal na nią uczęszcza, jestem zasmucona, bo jedna z uczestniczek przekroczyła liczbę możliwych nieobecności i tym samym została wykluczona z grupy. Jest mi przykro, bo czuję, jakby straciła jakąś szansę dla siebie, a przez to także ja jestem stratna.

*

Bella

Tydzień, który minął, był dla mnie przełomowy. Przeszłam kryzys, spowodowany reakcją grupy na moją osobę – ogromna przykrość, która przyniosła swoje owoce. Najpierw były one przepełnione goryczą, ale w miarę dojrzewania pozostawiły słodki smak.

Na dojrzałe, pełne smaku owoce potrzebne są m.in. woda, czas i słońce. Ja najpierw zalałam się łzami, a w miarę upływu czasu zobaczyłam promyk słońca, dający nadzieję na lepszą przyszłość.

PS Dopiero po tych przeżyciach poczułam, ku swojemu zaskoczeniu, integrację z grupą.

*

BLACK

nie udało mi się dzisiaj przybić macki. :C

*

-ja-

Po trzecim tygodniu terapii czuję duże zmęczenie i fizyczne, i psychiczne. Nie wiem dlaczego.

*

Maryś

Po długiej przegranej walce z lękiem, bólem i brakiem akceptacji. Obwiniam siebie za złe myśli. Postanowiłem to zaakceptować. Teraz widzę jasno, jaśniej niż kiedykolwiek. Widzę siebie, istotę pustą w środku, która pozwoliła się zamienić w to, czego najbardziej nienawidzi, w bezradny kłębek nerwów czekający na wsparcie i miłość, która jest nieosiągalna i zawsze ucieka. Miłość jest szaleństwem.

I ja, jestem szalony.

*

Janina

Jest dobrze. I chyba to wszystko, co mogę powiedzieć jako podsumowanie ubiegłego tygodnia. I naprawdę w to wierzę. Będzie to trwać tak długo jak zechcę. Wszystko to bowiem zależy tylko ode mnie. Umacnia mnie wiara w samego siebie. Przepełniają mnie też uczucia do członków grupy. Jestem z nich dumny i napędzają mnie oni do tego, aby tutaj przychodzić i jak najbardziej się angażować.

Siedząc na zajęciach, ułożyłem krótki plan na każdy dzień:

„Wstać rano, robić niesamowite rzeczy, iść spać”

:)

*

raskova

Wiele się o sobie dowiedziałam. To ciekawe, że mogę się przyjrzeć sobie, trochę jakby stojąc obok i odsuwając emocje.

Czuję się ostatnio bardzo samotna mimo tak wielu ludzi wokół. Potrafię zasnąć prawie wszędzie, tym od dawna reguluję nadmiar emocji. Na przekór zmęczeniu staram się robić wiele, nie tylko o tym rozmyślać. Dzięki kilku tarciom w grupie dość brutalnie zderzyłam się ze swoimi lękami. Rozmawiam więcej z ludźmi, przepraszam tych, których mogłam skrzywdzić i ciążyło mi to na sumieniu. Spotykam się z osobami, które przypominają mi kogoś z grupy, aby móc ich obraz skonfrontować z tymi, których widzę na oddziale, dostrzec różnice, osłabić projekcje. Boję się wszystkiego wkoło, ale walczę z tym jak tylko mogę. Uważam to za duży sukces.

Wiecznie gniewna, często rzewna, nieokrzesana, egzaltowana Natasia.

*

Temet nosce

Trzeci tydzień minął dla mnie pod znakiem zapytania: czym jest dla mnie grupa i jakie jest moje w niej miejsce. Specjalnie się nad tym nie zastanawiałem. Obserwowałem tak jakby z boku jak myśli same się kotłują i dyskutują ze sobą. W czwartek wieczorem wszystko samo się poustawiało na swoje miejsca. Rozumiem grupę jako instytucję, częściowo formalną, a w przeważającej części – nieformalną. Formalną, bo zorganizowaną przez placówkę NFZ i ma kilka zasad, na które świadomie musiałem się zgodzić: poufność, trzeźwość i frekwencja. W pozostałym zakresie nasza grupa nie jest instytucją o jasnej i wyraźnej formie. Mam wrażenie, że ile osób w naszej grupie, tyle grup. Czyli każdy z nas ma jakieś ukryte założenia, oczekiwania… A nawet nakazy i zakazy.

I tu powstaje ważne dla mnie pytanie: czy mam domyślać się, jakie ukryte regulaminy ma każdy z członków grupy, czy nie? Czy w momencie, kiedy już wiem jakie są oczekiwania innych wobec grupy, mam się do nich dostosowywać?

Na dzień dzisiejszy mam następujące odpowiedzi: Dla mnie grupa nie istnieje, poza oczywiście jej formalnym wymiarem. Nie zgadzam się na spełnianie czyichś oczekiwań, zarówno tych już wypowiedzianych, a tym bardziej tych ukrytych. Najważniejsza sprawa dla mnie – pozostawać sobą w relacji do poszczególnych osób z naszej wspólnej terapii. Nie zasłaniać się wyimaginowaną opinią grupy, nie poświęcać się jej.

BYĆ SOBĄ TERAZ W TRAKCIE INTERAKCJI Z DRUGIM CZŁOWIEKIEM!

*

Voucher

Trzeci tydzień.

Nachodziły mnie myśli – po co ja tu jestem?

Jak Oni mogą mi pomóc? Te myśli znikały jednak, gdy dwa dni kiedy byłem poddenerwowany nie były w sumie takimi stresowymi na myśl, że znów będę w tej grupie. Co więcej – odważyłem się nawet pierwszy raz sam przyjechać. Był to także tydzień, kiedy naszło mnie OGROMNE w****ienie… Byłem blisko wybuchu. Po dwóch dniach przeszło mi ono, czułem zarazem ulgę, że tego nie zrobiłem. Ten tydzień kończę z takim jednym zdaniem – pozdrowienia dla kolegi T.

Piąteczka!

PS Jedziemy z tym dalej!

Tydzień drugi

BLACK

Drugi tydzień trochę gorszy od poprzedniego… ciągłe przemęczenie, bezsenność, która nie pozwala mi na odpoczynek, rozdrażnienie, problemy dnia codziennego, które muszę rozwiązywać sama, bo nie mam nikogo, kto mógłby mnie jakoś wyręczyć. Mimo mojego osłabionego ciała, mimo zawrotów głowy i słabości organizmu, która zmuszała mnie do opierania się o ściany… starałam się codziennie być na terapii. Mogę to uznać za mój mały sukces, że nie poddałam się, zrobiłam wszystko co do mnie należało. Mam nadzieję, że nadchodzący tydzień również zakończy się sukcesem.

Moje odczucia co do samej grupy nie zmieniły się, gdyż nadal bardzo lubię tych ludzi i z chęcią spędzam z nimi czas.

*

-ja-

Minęły dwa tygodnie pobytu na oddziale i wreszcie zrozumiałam, czego oczekuję:

– znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego czuję się źle

– określić, kiedy moje życie będzie miało ciepłe kolory

– jak wyrażać swoje potrzeby, aby rozumieli je moi bliscy i osoby, z którymi na co dzień współpracuję.

*

Janina

Kolejny tydzień przyniósł ze sobą nowe przemyślenie. Mam też postanowienie, by całkowicie zaangażować się w terapię, a co za tym idzie nie opuścić ani dnia. Ups! W piątek mi się to nie udało, ale niech to będzie pierwszy i ostatni raz. Czuję się pozytywnie naładowany. Wcześniejsza pustka została zasypana. Nie wiem, czy to moja zasługa. Myślę jednak, że wpływ grupy. Dobrze mi z tym, że tutaj jestem. Nie gdybam, nie fantazjuję na temat innych możliwych ewentualności. Liczy się tylko każdy kolejny dzień i ta mozolna wspinaczka po drabinie psychoterapii. Wracając do domu czekam na nowy dzień. To przyjemne wrażenie, mieć cele i powoli do niego dążyć. Nie zakładam, co będzie później i dokąd mnie to zaprowadzi. Jestem spokojny. Pierwszy raz od bardzo bardzo dawna. Nauczyłem się też wiele, po prostu słuchając innych. Tak naprawdę wszyscy mierzymy się z podobnymi trudnościami.

*

Maryś

Spokój, niepokój, tak czuję się ja.

Ludzie obok i gdzieś w tym ja.

Medytacja, natura, przemyślenia, wciąż szukam dawnego ja.

Tak oto mija mój drugi tydzień. Prawdziwa walka toczy się wewnątrz i tylko od nas zależy czy to wygramy, czy też pozwolimy się zniszczyć.

*

MATI

Od czasu rozpoczęcia terapii nie pojawiło się nic, co by przyćmiło dotychczasową istotę emocjonalnego myślenia w mojej ocenie. Jednakże moje obecne przemyślenia znacznie wykraczają poza gamę wcześniejszych obserwacji. Samopoczucie zaskakuje czasami moją niestabilnością. Każda myśl, każde słowo ma większą wartość aniżeli złożoność wszechświata. Oceniam terapię jako narzędzie do podboju zmieniającego się życia. Jestem nadmiernie oczarowany różnorodnością własnych uczuć. Na czarnym tle jest pochodnia, rozświetlająca myślenie małego szarego człowieka, dążącego do normalności. Innymi słowy: Doktor wciąga pacjentów mackami. Lepiej uciekaj, bo mój długopis już na Ciebie czeka.

*

raskova

Ten tydzień przyniósł wiele zmian. Udało mi się pochylić nad swoimi problemami, przełamać wstyd i barierę lęku. Z dnia na dzień dokonuję nowych odkryć o sobie i ludziach wkoło, nabieram sprawczości i przekonania, że nie jest tak źle, a nawet jeśli jednak jest (bywa), to dam sobie radę. Tęsknię za Mamą.

Odkryłam tak mało i tak wiele jednocześnie, czuję się bardziej rzeczywista, bliższa realnego stanu rzeczy i choć wiele z moich misternie uplecionych mechanizmów poddaję w wątpliwość, nie czuję niepewności lub rozchwiania aż tak często, jak się tego obawiałam. Nadal kompulsywnie jem, trochę wciąż mijam się z tym, co chcę osiągnąć, ale ten tydzień dał mi poczucie, że mam prawo do porażek i że przemiana to proces, cud ciężkiej pracy. Piękne chwile. Polowanie w tym.

*

Temet nosce

W trakcie drugiego tygodnia zastanawiałem się, czym dla mnie jest terapia grupowa. Przyszło mi na myśl, że jest to trochę jak „Big Brother”, czy inne reality show. Najpierw jest selekcja uczestników. Casting zakłada cztery spotkania. Po zakwalifikowaniu nikt specjalnie nie ingeruje w to, jak mamy się zachowywać. Ale wszystko odbywa się pod czujnym okiem „wielkiego oka” – czyli NFZ, na które się składa pięciu terapeutów oraz psychiatra, do którego przychodzi się „po godzinach”.

Zastanawia mnie główna nagroda.. Czy jest NIĄ uzdrowienie? Nawet jeżeli i tak, to nie jestem w stanie sobie wyobrazić, czym takie uzdrowienie jest. Może taką nagrodą jest większa świadomość samego siebie? To już jest łatwiejsze do wyobrażenia…

Czasami zastanawiam się, jakimi kryteriami się kierowała grupa specjalistów „rekruterów”. W czwartek nawet pomyślałem sobie, że w pewnych aspektach jesteśmy bardzo do siebie podobni. W innych aspektach bardzo różni.

Cały czas przewija się pojęcie „relacja z innymi uczestnikami grupy”. Na dzień dzisiejszy relacjami się nie przejmuję. Staram się dbać o to, aby przez cały czas być sobą. Takim, jakim chcę być ja. Nie realizować wizji innych.

Zobaczymy co będzie dalej :-)

*

Voucher

Tydzień drugi…

Wyciszyłem się, Tak jak narzuciłem tempo gadania w pierwszym, tak w drugim spuściłem z tonu. Niech inni się wypowiedzą, bo ja sam nie będę miał o czym gadać. Tego tygodnia przyszło mi też pierwsze wkurwienie, które krótko mówiąc brzmi: nie lubię, jak mi się przerywa. Mógłbym też dalej ponarzekać, gdyż zupki nie urywały d***, ale nie jestem tu przecież po to, by żreć. Dosyć ciekawa okazała się środa – nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak bolała mnie szczęka od śmiechu.

Dzień późniejszy przyniósł jednak zmienny nastrój – wszystko przez filmoterapię i ekranizację, która jest mi bardzo bliska. Całość zmagań kończę z jedną nieobecnością. Dlaczego? Ano dlatego, że w piątek robiłem sobie dylu dylu u cioci i wujka na ślubie.

Zdarzyło mi się w weekend pierwszy raz coś, co nie myślałem, że tak szybko nastąpi – śniła mi się Nasza grupa. Ok! Tyle w temacie, bo ręka mnie boli od pisania ;P

Piąteczka!

Nowy początek

Aleksandra

Początek terapii łączył się z ekscytacją i niepokojem, a podczas spotkań uczucia te mieszały się ze sobą, rosły i opadały.

Zaskoczeniem dla mnie była forma, w jakiej „prowadzona” jest psychoterapia -> cudzysłów dlatego, że właściwie nie jest ona prowadzona przez panie terapeutki, podkreślają one istotność niektórych kwestii, poruszanych przez nas uczestników, zachęcają do zastanawiania się nad naszymi uczuciami, ich pochodzeniem, nad naszym zachowaniem. Są responsywne, ale to właśnie my prowadzimy te spotkania, decydujemy o czym mówimy, co wnosimy od siebie do grupy. Wyobrażałam sobie, że psychoterapia będzie prowadzona dyrektywnie, w stylu „dziś mówimy o tym i o tym…”‚

Zaskoczyłam się, ale zdecydowanie było to zaskoczenie na plus.

*

BLACK

Już tydzień za nami. Pamiętam pierwszy dzień. Pełen strachu i obaw: jak ja się odnajdę w gronie tylu nieznanych mi ludzi? Jak przeżyję swój lęk przed nieznajomymi osobami? Jak się przedstawię? Jak powinny brzmieć moje pierwsze słowa, by nie wyjść na idiotkę? Czy zdarzy się taki cud, że otworzę się przed grupą?

Minął tydzień. Ja wciąż milczę, wciąż nie mogę pokonać blokad, które znajdują się we mnie, w środku mej zagubionej duszy. Pocieszam się faktem, że mimo wszystko to dopiero początek. Jeszcze może być dobrze. Znajduję się w cudownej grupie, gdzie większość osób jest radosna. Śmiejemy się, panuje luźna atmosfera. Nie chcę tego psuć. Nie chcę wpuszczać do grupy mojego czarnego serca, moich czarnych myśli, mojego pesymizmu. Piękny jest uśmiech innych ludzi.

Na konsultacjach usłyszałam od pani psycholog, że zyskam tyle, ile od siebie dam. W związku z tym, że naprawdę chcę coś zyskać, wierzę w to, że przyjdzie taki dzień, że poluzuję swoje więzy i pozwolę na to, że wszystko to, co gromadziło się we mnie przez lata, wyjdzie na wierzch, że mimo tego, iż jestem złym człowiekiem, uzyskam pomoc i wsparcie od mojej grupy.

Najlepszą częścią naszych zajęć jest chodzenie na stołówkę i szamanie darmowych zupek. Chociaż że brakuje mi mojego ukochanego mienska, to cieszę się z tego co jest, bom ja jest biedny, bezrobotny student.

*

~Brukoli~

Uczucia towarzyszące pierwszemu tygodniowi terapii uważam za pozytywne. Poznałam grupę ludzi, którzy są otwarci i chętni do pomocy. Mobilizuje mnie to do uczęszczania na terapię i dalszego poznawania ludzi.

*

Janina

Na początku bałem się, siedząc na korytarzu i wpatrując się w drzwi.

Walczyłem z chęcią, by uciec. Jednak nie chciałem czuć okropnego smaku porażki i może jeszcze gorszego poczucia złości na samego siebie. W końcu stało się, wszedłem i wpadłem w wir zajęć. Owszem bywało, że się bałem, ale czuję się z siebie dumny. Ani razu nie uciekłem. Są dni, kiedy czuję się świetnie i takie chwile, kiedy mam dość życia. Po raz pierwszy jestem w grupie, w której mam ochotę uczestniczyć, a jeśli nawet przez moment poczuję się odrzucony, to będę się zmuszał do uczestnictwa. To dopiero pierwszy tydzień.

*

MATI

Jestem na oddziale pierwszy tydzień. Póki co poruszyłem kilka ważnych dla mnie tematów. Wolałem je poruszyć na początku, aby nie obudzić się z ręką w nocniku ze swoim życiem. Ważne są dla mnie także problemy innych. Staram się zrozumieć ich sytuację, mimo tego, że być może nie widać tego po mnie. Jeśli chodzi o samopoczucie, to cudów nie ma. Jest podobnie przez ostatnie kilka lat. Natomiast przebywanie w grupie daje mi wiele pod kątem zrozumienia tego, z czym przyszedłem. Pomimo moich obaw z dnia na dzień dostrzegam swój potencjał oraz to, co straciłem i co mógłbym i mogę zyskać. Najważniejsze jest dla mnie rozwiązanie problemów. Widzę miłe zmiany w moim sposobie myślenia. Moje problemy głównie tyczą się relacji międzyludzkich.

*

Maryś

„I’m a man with a plan. A plan is to push as hard as I can.”

Jestem facetem z planem na przyszłość. Moje dążenie do celu zostało zatrzymane. Teraz szukam na nowo swoich sił do realizacji celów i przezwyciężenia lęków, które mnie sparaliżowały.

*

raskova

To dopiero początek, a już pełen intensywnych przeżyć. Czuję się odmieniona, pełna sprzecznych uczuć i przede wszystkim nimi targana. Myśląc o przyjściu tutaj, byłam pełna nadziei, wzniosłych fantazji na temat psychologii i przekonana o tym, że ta terapia będzie jak dieta cud: wezmę moje zabawne małe tabletki na ogromne smutki, a lęk i wstyd już nigdy mnie nie dosięgną. Chciałam być wolna i stabilna, życie jak amerykański film i beztroska sielanka dożywotnie. Tymczasem bycie tu to raczej kino klasy Z, połączenie nienawiści do samej siebie i zderzenia z rzeczywistością, szarą jak papierosowy dym.

Kiedy tu jestem, mimo wszystko czuję się O-KEJ. Nie spodziewałam się takiej dozy empatii i szczerości, a przy tym czuję też, że ten jeden tydzień (!) pozwolił mi spojrzeć na swoje życie jakby trochę bardziej z boku. Jestem ja, są inni, tworzymy coś razem i to mnie satysfakcjonuje. Wiem, że mimo swoich dziwactw i własnej słabości nie jestem sama.

Boję się. Często budzę się z myślą, że palący wstyd doprowadzi mnie do jakiejś krzywdy. Wstyd za życie, za swoje postępowanie i za własną złość. Szukam jakiejś jednej dobrej rzeczy, której mogę się uczepić, sensu, boga, idei lub choćby relacji. Nie chcę tu przychodzić, chcę uciec, zapaść się pod ziemię, żeby tylko nikt nie widział, jakim jestem żałosnym świrem. Boję się, ale jednak przychodzę.

*

Temet nosce

Grupa zaskoczyła mnie pozytywnie już na drugi dzień. Nie, nie jesteśmy kółkiem wzajemnej adoracji. Mówisz co chcesz jeżeli chcesz. Nawet trudne dla kogoś słowa. Tego też oczekuję od innych w grupie.

Niestety nie wiem jeszcze czego oczekuję od terapii grupowej. Tak samo, jak i z moim podejściem do życia… Tymczasem zakładam, że uda mi się wytrwać do końca, choć 12 tygodni przychodzenia dzień w dzień jest dla mnie naprawdę dużym wyzwaniem.

Denerwuje mnie tylko, że w trakcie terapii trzeba chodzić dodatkowo do psychiatry (aż 4 razy). Powiedziano o tym dopiero na pierwszym spotkaniu i było wielkim zaskoczeniem. Dla mnie to kolejny stracony czas, a dla NFZ stracone pieniądze.

*

Voucher

Kiedy pytają mnie: „Jak jest na terapii?”, odpowiadam: „Fajnie!”. A tak na serio… Pierwsze moje odczucia już w trakcie trwania zajęć brzmiały: „K***a, co ja tu robię”. Przewijały mi się różne myśli przez głowę: „Po co ja tu jestem?”, „Dlaczego sam nie mogę sobie poradzić?”, „Dlaczego ja?:, „Co to k***a za ludzie?”. Tak jak zwaliło mi się tyle myśli na łeb dnia pierwszego, tak wszystko rozwiał dzień drugi. Już po przerwie na nasz kulminacyjny punkt zajęć – ZUPKĘ – wiedziałem, że to miejsce dla mnie. Każdy następny dzień otwierał mnie przed grupą coraz bardziej, aż (jak to ja) doszedłem do momentu, że jadaczka mi się nie zamyka. Otwarcie nie miałem problemu mówić o swoich kłopotach – w końcu po to tu jestem. Przez większość tego czasu czułem bardziej pozytywne niż negatywne emocje. Zdarzyły się momenty, że zacząłem się zastanawiać: „Czy zabieram komuś miejsce?”. Zawsze jednak po chwili przychodziła odpowiedź: „Nie! Masz swój problem i po to tu jesteś”. Jak mogę podsumować swój pierwszy tydzień? Może tak – czekam na kolejny. W razie gdy coś mnie najdzie, dopowiem za tydzień.

Nabór do otwartej grupy terapeutycznej

Informujemy, że trwa nabór do otwartej grupy terapeutycznej.

Udział w grupie pomaga:

  • w rozpoznawaniu źródeł przeżywanych trudności
  • w rozumieniu wpływu na siebie, swoje zdrowie I życie
  • w świadomym budowaniu I utrzymywaniu relacji z innymi ludźmi
  • w świadomym podejmowaniu wyborów I decyzji życiowych
  • w wypracowywaniu sposobów dobrego radzenia sobie z różnymi dolegliwościami
  • uzyskać wsparcie w zmaganiach z trudnościami życia codziennego, które nie podlegają zmianie.

Grupa ma charakter otwarty (slow open), liczy maksymalnie 12 osób. Minimalny czas udziału w grupie to 6 miesięcy. Prowadzona jest przez certyfikowane psychoterapeutki: Romanę Błauciak i Annę Wantułę. Sesje terapeutyczne odbywają się raz w tygodniu.

Do udziału w grupie zapraszamy osoby, które wcześniej korzystały już z różnych form pomocy psychologicznej i są zainteresowane pogłębianiem pracy nad sobą i dalszym rozwojem.

Udział w grupie poprzedzony jest indywidualnymi konsultacjami z psychoterapeutkami prowadzącymi grupę.

Miesięczny koszt uczestnictwa w grupie wynosi 400 zł.

Wszystkie zainteresowane osoby zachęcamy do kontaktu:

rejestracja@katharsis.poznan.pl

tel. 881 551 771