Katharsis | Podsumowanie piątego tygodnia terapii | Katharsis
22398
single,single-post,postid-22398,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,boxed,,wpb-js-composer js-comp-ver-4.3.4,vc_responsive

Podsumowanie piątego tygodnia terapii

Podsumowanie piątego tygodnia terapii

Aleksandra

Zgodnie z zamiarem z poprzedniego tygodnia, przez pięć ostatnich sesji byłam skupiona na „tu i teraz”. Środowa sesja była całkowicie poświęcona mi, wyraziłam bowiem wątpliwość, czy ta terapia pomoże mi przezwyciężyć mój problem z lękiem, prawie z pewnością myśląc, że nie pomoże. Opowiadając swoją historię, wypowiadając na głos to, co siedzi we mnie od bardzo dawna, czułam i wyrzucałam z siebie morze emocji. Uczestnicy i terapeutki odnosili się do tego co mówię, przekazywali swoje pomysły na walkę z przeszkadzającym mi lękiem, uważnie mnie słuchali. A ja po raz pierwszy od rozpoczęcia naszego turnusu przyjrzałam się moim uczuciom do członków grupy i łączącym nas relacjom. Tamta sesja była dla mnie bardzo emocjonująca i ciężka, ale utwierdziła mnie w tym, że warto tu przychodzić.

*

BLACK

spać mi się kce, spać mi się kce, spać mi się kce… jest mi tak słabo, że ledwo przyjeżdżam na zajęcia. najchętniej zamknęłabym się w swoim pokoju, nie wychodząc z niego przez tydzień… dwa… miesiąc… schowałabym się pod kołdrą i przespała cały ten czas. jestem zmęczona, blada jak trup, jest coraz gorzej, tracę nadzieję, poddaję się, nie widzę żadnego sensu w tym, że jednak znajduję się w tym miejscu. jestem sama. sama jak palec na tym marnym świecie. nawet lekarze mnie olewają. jedyna osoba, która jeszcze próbuje mnie ratować to mój brat. ale co on, biedak, ma począć, gdy sam nie ma kolorowego życia i musi radzić sobie z własnymi problemami.

im bardziej nie chcę być problemem, tym bardziej nim jestem.

*

-ja-

Kolejny tydzień za nami, Grupa coraz bardziej aktywna i zżyta. Dobrze mi tutaj. Cieszę się, że mam ochotę i odwagę wyrażać swoje uczucia i odczucia względem ludzi, którzy mnie otaczają. Wreszcie zauważam swoje potrzeby i zaczynam je głośno wypowiadać. O dziwo – czuję się z tym bardzo dobrze. Dałam sobie prawo do wyjścia z roli „cierpiętnicy”.. Chcę, aby moje życie (czyli obowiązki, troski, radości) były skrojone na moją miarę. Wokół siebie widzę tylu ludzi, którzy mogą mi w tym pomóc. Czas z tego skorzystać – możliwości są tylko dwie: pomogą albo nie. Ważne, że spróbuję.

*

Janina

Widzę zmiany. Jedną z nich jest to, że nie zacznę tego wpisu od banalnego „Minął kolejny tydzień”. Wydaje mi się teraz czymś smutnym, skupiać się na upływie czasu. Może chodzi też o fakt, że zaczynam tęsknić za członkami grupy podczas wolnych weekendów. Wolę więc nie wybiegać w przód do września…

W ogóle smutek jako taki stał mi się obcy i kiedy pojawia się jako niezapowiedziany gość podczas psychoterapii, mam wielką ochotę udawać, że wcale się nie znamy. Kolejną zmianą, widoczną gołym okiem jest dama długość tego wpisu, to już kolejne zdanie więcej niż poprzednio!

Całość terapii kojarzy mi się ze skakaniem po trampolinie. Póki co jeszcze nie spadłem. Oby tak dalej. Łatwiej jest mi uwierzyć w sens, w sens czegokolwiek. Ciekawe czy możliwe jest już tak zawsze odbijać się i odbijać bez przykrych konsekwencji.

*

MATI

Po niedługim czasie zastanowień uznaję, że tym razem nie będę pisał niczego. Jest to podsumowanie moich odczuć z poprzedniego tygodnia.

*

raskova

Właściwie co tydzień mogłabym napisać to samo: nowe odkrycia, trudne spotkania z wiedzą o samej sobie i wiele inspiracji do zmian.

Dziś – po piątkowym preludium – ośmieszyłam się totalnie. Jest mi z tym dobrze jak nigdy. Nawet jeśli bywam w czymś kiepska, przestraszona lub nieszczera, to mam do tego prawo, bo JESTEM CZŁOWIEKIEM, aż i tylko.

Coraz lepiej rozumiem mamę, tatę, brata, właściwie całą rodzinę. Dzięki otwartości w terapii również poza nią łatwiej mi się komunikować. Dostaję tak wiele wsparcia i miłości od rodziny, współlokatorów, przyjaciół i znajomych. Moje serce wyrywa się z piersi na myśl o tym, że bliscy mi otaczają mnie taką troską!

Także i tu, na terapii, czuję większą bliskość między nami. Jestem ważna, potrzebna i zauważalna. Znaczę coś dla innych i nie potrzebuję cierpieć lub smucić się, by być zauważoną. Jestem, tylko i aż.

Z każdymi zajęciami nabywam większej świadomości mojego ciała, sensu życia, celu i przekonania, że dam sobie radę, taka jaką jestem teraz. Daję sobie prawo do posiadania wad, poszukiwania, upadków i powstawania z nich. Dzięki temu łatwiej mi pozwolić ludziom wokół mnie na bycie nieidealnymi. Biorę odpowiedzialność za swoje życie.

Brakuje mi tu B. i M. .

*

TEMET NOSCE

V tydz. minął. Mam większą świadomość, że budowanie relacji z innymi zaczyna się od budowania relacji ze sobą samym. Np. uśmiechając się częściej do siebie – częściej uśmiecham się do innych. Gdy akceptuję siebie i nie mam wielkich oczekiwań wobec siebie – odpada potrzeba porównywania się z innymi. Wtedy też nikogo nie oceniam, nikogo się nie boję, żyję z sekundy na sekundę.

Jest jednak jedna rzecz, z którą nie mogę się łatwo godzić, ani u siebie ani u innych. Jest to niezauważanie życia poprzez permanentne tkwienie w przeszłości oraz snucie nieustannych planów na przyszłość. Zgadzam się z Johnem Lennonem: „Zycie to jest coś, co nam mija, kiedy robimy plany na przyszłość”

*

Voucher (ten autor)

Tydzień nr 5 …

Najgorszy jak do tej pory. Niby nic nie zwiastowało tego, a jednak. Poniedziałek jak to poniedziałek – zaczął się normalnie, dopóki koleżanka N. mnie nie poirytowała. Wtorek jak to wtorek – było jak co tydzień. Nadszedł jednak kolejny dzień – środa. Nic nie zapowiadało złego samopoczucia u mnie, a jednak – walka ze swoim lękiem, dolegliwościami i obfita nerwówka. Być może udzielił mi się też trochę nastrój koleżanki K., czego koniec końców reasumując nie wytrzymałem i spierdoliłem do domu po pierwszej części zajęć. Oczywiście bez urazy koleżanko K. – to wszystkie czynniki się na to złożyły, nie tylko Twoja poruszająca historia. Wtedy wróciły znowu myśli: „A co jak po prostu… umrę?”. Kolejnego dnia nie miałem najmniejszej ochoty tu być – zostałem w swych czterech ścianach i byłem praktycznie sam ze sobą. Wracając na grupę w piątek wiedziałem, że sucha nitka na mnie nie pozostanie. Było mi najciężej jak nigdy dotąd przez poprzednie cztery tygodnie. Koniec końców druga część zajęć dała mi znów optymizm, jak i nastawienie grupy do mnie.

Tydzień kończę z myślą: „Człowieku! Nie pozwól by lęk wygrał! Wierzę w Ciebie…”

PIąteczka!

PS

Gdy M. rapuje, cała grupa podskakuje

Swym flow daje show, cała grupa robi „wow”

Patrzy w kafelki, chyba nad czymś kontempluje

Uważaj człowieku – zaraz swoim rymem zaatakuje! 😉

Whoop Whoop ;P

Brak komentarzy

Dodaj komentarz