Katharsis | Aktualności | Katharsis
20780
page,page-id-20780,page-child,parent-pageid-20189,page-template,page-template-blog-large-image-whole-post,page-template-blog-large-image-whole-post-php,ajax_fade,page_not_loaded,boxed,,wpb-js-composer js-comp-ver-4.3.4,vc_responsive

Aktualności

Nowa grupa terapeutyczna dla osób identyfikujących się z syndromem Dorosłych Dzieci z Rodzin Dysfunkcyjncych – DDD (w tym DDA)

Z radością informujemy, że w tym roku nasza oferta leczenia uzależnień zostanie poszerzona o usługi komercyjne.

Już we wrześniu pracę rozpocznie pierwsza grupa terapeutyczna dla osób identyfikujących się z syndromem Dorosłych Dzieci z Rodzin Dysfunkcyjncych – DDD (w tym DDA). Osoby zainteresowane tym rodzajem pomocy już teraz mogą zapisywać się na konsultacje u terapeutek prowadzących grupę. 

W ramach usług komercyjnych można również skorzystać z terapii indywidualnej u naszych specjalistów uzależnień.

 DDD plakat

Nowe terminy rozpoczęcia warsztatów „Uwolnij swoje ciało”

Informujemy, że uległ zmianie termin rozpoczęcia warsztatów „Uwolnij swoje ciało”.

Aktualnie istnieje możliwość zapisania się do jednej z dwóch grup, które rozpoczną 8-tygodniowy cykl zajęć w terminach 26.07.2018 r. i 27.09.2018 r. Zajęcia będą odbywać się w w czwartki w godzinach 19:00-21:00. 

Serdecznie zapraszamy wszystkie osoby poszukujące odprężenia i harmonii w ciele, chcące lepiej radzić sobie ze stresem i poszerzyć świadomość swojego ciała.

 uwolnij swoje ciało plakat zielony bez dat

Odczucia Uczestników po drugim tygodniu Turnusu

holodno

Drugi tydzień był wspaniały.
 Czułam się częścią grupy i może nawet kimś, kto wywiera czasem pozytywny wpływ na innych.
W piątek pojawił się okołoweekendowy niepokój, a dziś zostało mi przypomniane, że nie mamy całego czasu świata na tym oddziale i dlatego powinnam się szybko otworzyć i upewnić się, jakie są moje cele.
Jak widać, nie jest kolorowo, nie zawsze.
Pogoda nie jest sprzymierzeńcem osób uwięzionych w pokoju 107.
*
Wielkie Gały
Pogubiłam się ile czasu minęło, ale nie przeszkadza mi to specjalnie. Nie jestem pewna, co czuję, co wiem, a czego nie. W mojej głowie panuje sztorm. Z jednej strony terapia uświadamia mnie, ile mam w sobie rzeczy to poprawy i jak bardzo boli mnie ciało i dusza – co ważniejsze, nadal chcę tu być. Mój sens ocieka mi niesiony przez wiatr, ale na tę chwilę biegnę i staram się go złapać, jeszcze. 
Mam wrażenie, że jeśli się zatrzymam to spadnę w jakąś nieokreśloną przepaść. Może trochę stawiam na jedną kartę, ale już nie wiem, co innego mogę zrobić. Jestem strasznie zmęczona i mam wrażenie, że w środku się palę, mam nadzieję to zatrzymać, ale nie wiem.
Żyję w świecie „Nie wiem”.
*
Ariadna
Zmierzam w dobrym kierunku:
– lata milczenia, teraz jak się rozgadam, to nikt i nic mnie już nie zatrzyma ;-)
To ważne, aby mówić (o sobie i od siebie), aby być usłyszanym i usłyszeć innych. To osadza, daje stabilność i porządek w głowie.
Jeszcze potrzebuję zrobić miejsce na emocje, aby móc je wyważać i przeżywać, i nie być ocenianą, i nie oceniać, gdy emocje wyrażają inne osoby.

*
Foxy Noxy

„Mam taki zamek pośród chmur
I kiedy zasnę mieszkam w nim.
Tam już nie muszę podłóg myć,
Nie w moim zamku pośród chmur…

Jest tam zabawek cała moc,
Dziewcząt i chłopców wiele jest,
Nikt nie używa brzydkich słów,
Nie w moim zamku pośród chmur…

Jest biała dama – Pani Chmur,
Co lubi śpiewać mi do snu,
Jest piękna i zawsze tuli mnie,
A mówi tak: Cosette, ja kocham cię.

Nikt się nie może zgubić tam
I nikt się tam nie musi bać.
Nikt nie wie co to płacz i ból,
Nie w moim zamku pośród chmur…”

Dziś trudno mi było tu
wrócić.
Nie pomagała myśl,
że moja nieobecność
zostałaby niezauważona.

Siedzę tutaj,
bo to ja jestem
swoim tyranem.
Najgorszym krytykiem.
*
Finch
Po dwóch tygodniach turnusu napięcie zelżało. Skończyły się koszmary, które uniemożliwiały sen. Właściwie to, paradoksalnie, śpi mi się najlepiej w trakcie tygodnia, po zajęciach, gdyż dostarczają mi one odpowiedniej ilości wrażeń. Spać nie mogę za to w weekendy. Z drugiej strony, pojawia się jeszcze pokusa, by zrezygnować z turnusu. Doktor powiedział mi w czasie wizyty, bym umówił się na specjalny, przyspieszony termin, gdybym powziąć taką decyzję. Nie wiem, czy już wykorzystać tę możliwość, czy też jeszcze poczekać.

Refleksje po I tygodniu terapii

holodno

Jest dziwnie, ambiwalentnie, nie wiadomo, jak to powinno działać.

Na początku była euforia, teraz jest niepewnść i odrobina apatii, całkiem przewidywalnie.

Czuję znajomy opór. Być z innymi to jakby wciskać kwadratowy przedmiot w okrągły otwór. Tym razem powinno mnie to cieszyć, bo wreszcie mam środki, by sobie ze sobą poradzić.

*

Wielkie Gały

Minął tydzień i co czuję? Właściwie to nadal nie wiem dokładnie.

Był dużo stresu, ale też śmiechu, płacz i złość. Jednak trzymam się zdania, że przyjście na oddział to jedna z lepszych decyzji, jakie podjęłam. Nadal dziwi mnie, jak obcy ludzie tak szybko mogą zacząć coś dla mnie znaczyć. Czuję się tutaj komfortowo, mimo całego stresu i lęku, to zasługa grupy. Ciągle boję się, że nie będę potrafiła czegoś dla siebie stąd zabrać, że to zbyt ulotne. Generalnie, jeszcze dużo pracy.

*

Foxy Noxy

Po tygodniu uczęszczania na terapie oraz warsztaty, co stało się już moją codziennością, nadal towarzyszą mi mieszane emocje.

Każdego dnia wracam do bezpiecznych czterech kątów zarówno negatywnie rozchwiana jak i z pozytywnym przeświadczeniem, że może nie jestem w tym wszystkim sama – że ktoś mnie może zrozumie. Na co dzień jest przy mnie mężczyzna, który nie rozumie mnie, ale za to wspiera jak tylko potrafi i akceptuje mimo wszystko.

Zastanawiam się, co mi pomoże otworzyć się na terapii… Dużo łatwiej przychodzi mi pisanie niż mówienie, więc może to jest mój klucz.

Czuję się coraz bardziej zagubiona we własnej nadprodukcji myśli i w natłoku emocji.

W dusznej, ciasnej sali błyszczy cytat Mary Anne Radmacher:
„Odwaga nie zawsze jest głośna.
Czasem to cichy głos na koniec dnia:
Spróbuję jeszcze raz jutro.”

Całym serduszkiem dziękuję temu, kto go tutaj umieścił.

To chyba dla niego (po części) tu wracam.

*

Finch

W zeszły czwartek pod koniec zajęć z psychoterapii padł temat moich planów możliwej rezygnacji z uczestwictwa w grupie terapeutycznej. Nastąpiło to dosłownie w ostatnich minutach psychoterapii, więc temat miał być kontytuowany w poniedziałek. Faktycznie nosiłem się z takim zamiarem, następnego więc dnia – to jest w piątek – postanowiłem nie przyjść na zajęcia. Miałem cały weekend na odpoczynek i zastanowienie się nad decyzją. Miałem obawy przed kontynuacją w trakcie nadchodzącego tygodnia zadań, a właściwie zabaw, polegających na zmienianiu miejsca siedzącego, różnych zagadkach i kalamburach. Były one bowiem dla mnie bardzo stresujące.
Dodatkowo bałem się, że temat moich wahań co do uczestwictwa w grupie będzie dopiero rozstrząsany i spotkam się z pretensjami uczestników. Myślałem, że mogli się poczuć urażeni. W czasie dzisiejszych zajęć, czyli w poniedziałek, dostałem jednak duże wsparcie od grupy, dotyczące między innymi możliwości rezygnacji przeze mnie, nie z samej grupy terapeutycznej, ale z owych zabaw o charakterze zagadek/kalamburów, na wypadek gdyby powtórzyć się one miały w przyszłości. Dodatkowo otrzymałem informację zwrotną od prowadzącego, dotyczącą mojego postępowania w takich sytuacjach. Informacja ta była dla mnie bardzo ważna. Uświadomiłem sobie, że funkcjonuję w takich kontekstach (tj. np. grup) jak dziecko dając się wtrącić w formę, a nie dając sobie prawa do pokierowania sobą i wolnego rozporządzania, czy chcę, czy też nie chcę w czymś uczestniczyć. Trochę skojarzyło mi się to z Gombrowiczem i „Ferdydurke”, choć czytałem tylko „Bryka” zamiast książki :)
Ogólnie jestem dobrej myśli (po raz pierwszy tutaj), zamierzam uczestniczyć w turnusie, choć obawiam się środy.

Początek nowego turnusu terapeutycznego

holodno
Zastanawiam się, czy trzy miesiące to dużo, czy mało czasu, by opowiedzieć o różnych rzeczach, które mnie tutaj przywiodły. Nie mogę dojść ze sobą do porozumienia. W jednej chwili czuję przerażenie, że mogę zgodnie z prawdą i bez przesady poinformować ludzi, że do sierpnia popołudniami nie ma mnie dla nikogo, a w kolejnej przypominam sobie o moim umyśle, w którym nie ustaje nadprodukcja myśli. I nie wiem już, czy zdążę podzielić się tymi najważniejszymi oraz czy je w ogóle rozpoznam.
Cieszy mnie ta narzucona, krótkotrwała regularność trybu życia. Nie miałam jej od liceum i chyba tęsknię.
Mam nadzieję, że uda mi się uspokoić wewnętrznie i skupić tylko na tym, co się właśnie dzieje. To ważne, bo myślę, że jestem w najwłaściwszym dla siebie teraz miejscu.

*

Dot.

1 dzień.
Szłam tutaj pełna nadziei, uśmiechnięta, oczekując czegoś, co być może nie jest mi potrzebne albo wręcz przeciwnie.
Po rozpoczęciu przypomniało mi to trochę warsztaty rozwoju osobistego, na które chodziłam dwa lata temu. Tylko, że tutaj atmosfera była bardziej stresująca, mała sala, ciemna i przybijająca, co negatywnie wpływało na mnie podczas całej sesji. Pomimo tego, iż uśmiechałam się, bolała mnie głowa, a stres uczestników z każdą minutą był dla mnie bardziej widoczny, aż w końcu sama zaczęłam go odczuwać. Nie umiem panować nad stresem, więc to odczucie towarzyszyło mi prawie do końca. Prawie, ponieważ pod koniec byłam tak zmęczona, że chciałam już tylko iść do domu, położyć się do łóżka, przykryć kołdrą i zasnąć. Czekała mnie jeszcze podróż tramwajem, która w drodze powrotnej wydawała się dużo krótsza. Następnie autobus i wreszcie byłam w domu. Mając w głowie wizję wyczekiwanego relaksu położyłam się na łóżku nie mogąc zasnąć. W wypoczynku przeszkadzały mi intensywne myśli o dzisiejszym dniu i o tym, co będzie jutro.

A dzisiaj? Dzisiaj czuję jakiś smutek.

*

Duże Gały

Pierwszy dzień na oddziale wiązał się z ogromnym stresem. Kiedy miałam więcej czasu na analizowanie, z jednej strony chciało mi się śmiać – hej! To wszystko jest prawdziwe, jestem tutaj, a wydawało mi się to niemożliwe po tylu latach uciekania. Pierwszy dzień zakończyłam zmęczona, a moje mięśnie przez jeszcze długi czas pozostały spięte. Ucieszyłam się, gdy wróciłam do domu, bo na jeden dzień to była wystarczająca dawka nowości. Ucieszyłam się też z powrotu do domu, bo mogłam wszystko przemyśleć i poza strachem obudziła się we mnie ekscytacja – jak to wszystko będzie wyglądać, co z nadchodzącą psychoterapią, co uda mi się wypracować. Ekscytacja związana z tym, że w końcu coś robię i staram się sobie pomóc. Dużo pozytywnej energii dała mi rola Klucznika – w końcu jestem za coś odpowiedzialna i jestem częścią grupy. Nadal mam problem z otwieraniem się, mam blokadę, chociaż chcę coś powiedzieć, ale się boję.
Zobaczymy, co przyniesie czas. Na tę chwilę pozytywnie.

*

Foxy Noxy
Trafiłam na oddział po długich walkach wewnętrznych, pełna obaw, z mętlikiem w głowie oraz naprzemiennymi myślami w stylu „taaaaaak, w końcu będę normalna!”, „to ostatnia deska ratunku, więc oby się udało…” oraz „właściwie, po co ja tu idę?”.

Mija drugi dzień, a ja czuję się już nieco pewniej.
Pierwszego dnia wypowiedziałam jakieś 30 słów, z czego około 10 było z własnej, nieprzymuszonej woli.
Gdy nie potrafię znaleźć słów i nazwać emocji, cytuję mądrzejszych od siebie, więc polecę banałami z „Małego Księcia” – potrzebuję czasu, jak lis, by dać się oswoić i stać się mniej nieufna wobec ludzi. Być może dlatego, podświadomie, kupiłam sobie rudą bluzę z uszami lisa.
Z resztą, parafrazując Murakamiego: „Ja lubię *wariatów*, Raczej trudno zaufać komuś, kto na takim świecie umie zwyczajnie wyglądać i normalnie żyć.”.
Może jestem wśród swoich.

*

Finch

Pierwszy dzień terapii był bardzo trudny.
Kiedy przychodziła moja kolej, zastanawiałem się, czy nie poprosić o pominięcie mnie. Miałem wrażenie, że ćwiczenia są trochę za bardzo zmuszające do przełamania się. Odniosłem wrażenie, że na siłę chciano nas wrzucić na głęboką wodę. Najbardziej pomogło mi ćwiczenie ruchowe z pozdrowieniem się. Dziś jest już łatwiej, ale miałem duże obawy przed odczytywaniem odpowiedzi, bo to jest dla mnie jak wystąpienie publiczne, z którym mam największe kłopoty. Ponadto nie lubię jak uwaga jest na mnie skupiona przez dłuższy czas. Mam wtedy ochotę poprosić o możliwość wyjścia na chwilę z sali.

Zmiana terminu warsztatów odżywiania

Informujemy, że uległ zmianie termin rozpoczęcia warsztatów żywieniowych „Powrót do równowagi”.

Aktualnie istnieje możliwość zapisania się do jednej z dwóch grup, które rozpoczną cykl 6-tygodniowych zajęć 22.06.2018 i 14.09.2018. Zajęcia będą odbywać się w godzinach 16:00-18:00. Zachęcamy do zapoznania się ze szczegółami oferty warsztatów i do wzięcia udziału w zajęciach. Serdecznie zapraszamy!

 

powrót do równowagi plakat bez dat szare logo

Podsumowanie turnusu terapeutycznego

Finis coronat opus – koniec wieńczy dzieło!

Ostatni tydzień zajęć, zastanawiam się kiedy to minęło.

Należy wyjąć wagę i położyć na szale plusy i minusy taerpii. Zdecydowanie jest więcej plusów, chociażby to, że poznałam bardzo wrażliwe i wartościowe osoby. Tego nie da się tak prędko zapomnieć, chyba nigdy.

Nie ukrywam, że nie raz było ciężko, ale skoro wytrwałam do końca, to znaczy, że się dało.

Terapia grupowa to wspaniała sprawa.

*

JW.

Już na samym początku zrezygnowałam z pisania bloga. Wydawało mi się to zbyt merkantylne. Takie sprzedawanie siebie i swoich emocji. A one są moje. Dzielę się sobą na grupie i to już jest dla mnie spory wysiłek. Nie chcę rzucać siebie w nieznane, nie chcę też nikogo zachęcać do udziału w terapii. To decyzja, którą każdy musi podjąć samodzielnie, w chwili gdy będzie gotowy.

Jestem zadowolona, że 3 miesiące temu ją podjęłam.

*

BARFLY

Otwieram oczy, ogłusza mnie ciemność. Podnoszę się i po omacku próbuję rozpoznać teren. Dotykam przestrzeni, różne tekstury pod palcami, obijam się i potykam. Przez gęstwinę suchej masy powietrza dociera do mnie strumień lodowatego wiatru. Rozpaczliwie rzucam się w kierunku życia. Upadam, czołgam się, bolą mnie mięśnie i paznokcie. Jestem przy dziurze zabitej deskami, w nieznanym świetle dostrzegam blizny i dłonie oblepione kurzem i krwią, we włosach pajęczyny. Czuję świat bijący za ścianą. Odchylam listwy, stawiają opór, promienie słoneczne palą twarz. 

Łykam opary nowego świata, nie wiem jak zejdę z dachu.

*

„Droga do domu przyjaciela, którego nie odwiedzasz, szybko zarasta chwastami”

*

Blondyna

Czas podsumowań skrócił mi się do minimum. Nie ma we mnie lęku. Jest żal, że czas, który miał być przeznaczony dla mnie muszę oddać codzienności.

Dużo się zmieniło. Dużo mnie to kosztowało. Nie zaczynam nowego życia. Nie jestem nową osobą. To nadal ja – M., ale do głowy dostały się kolory duszy, która dawno temu została stłamszona przez szarość i smutek świata.

Jest we mnie siła, by się nie poddawać. Będą pojawiać się kłody i kamienie pod nogami. Sztuką jest umieć im sprostać, stawić czoło, a nie chować głowę w piach, jak struś.

Teraz chcę. Nie muszę. W końcu nie muszę.

Mój kolorowy balon pełen marzeń, napędzany optymizmem, w końcu spadł na właściwy poziom wysokości, a jego paliwem stała się realność i wiara we własne możliwości. Dopóki więc mogę iść o własnych siłach, dojdę tam, gdzie zachcę, a gdy upadnę, to sobie poleżę i odpocznę. Nie jestem Jezusem, nie muszę od razu wstawać. Wiem, że sinusoida moich uczuć w końcu osiągnie balans, bo teraz to ja trzymam ster mojego życia. A w miejscu pustki wyrośnie drzewo, którego owocami będą uczucia.

Sentio ergo sum – czuję, więc jestem.

*

Kiwi

Ostatni blog?… nie chcę zdawać sobie z tego sprawy.

Podsumowania, bilans korzyści, strat, zmian – za szybko.

Pożegnanie, rozstania – raczej nie na miejscu.

Na wszystko jest za wcześnie.

Świadomość, rzeczywistość, która o sobie przypomina, głębokie, prawdziwe czucie…

To doprowadza do szaleństwa, niepowstrzymanych łez, braku oddechu.

Nie myślenie, wkradająca się iluzja, kontrola nad wyłączeniem emocji…

Świadczą o punkcie wyjścia, izolują od prawdy, odbierają życie, czynią nikim.

Na wszystko jest za wcześnie.

Brakuje czasu, brakuje 4 osób, brakuje obecności terapeutów,

Brakuje celu, brakuje determinacji, brakuje sił,

Brakuje miejsca we mnie, żeby to pomieścić

Na wszystko za wcześnie.

Świat rozsypuje się w moich rękach

Tracę grunt i nie jestem w stanie iść

Nawet, jeśli wiem, że mam szansę, by kiedyś biec

Na to też jest za wcześnie.

Refleksje przed dwoma ostatnimi tygodniami turnusu

Kiwi

Zagubienie i huśtawka nadal trwa,

A karuzela emocji i wrażeń póki co kręci się, na szczęście.

Mimo chwil pustki, obojętności, czy zmęczenia

Walczę, nadal oddycham.

Czuję wiatr, który koi w skwarze dnia.

Widzę zieleń wiosny,

Słyszę śpiew ptaków za oknem,

Nawet, gdy tak ciężko postawić krok, by wstać z łóżka.

Żyję i chcę doświadczać tych najmniejszych…

Mimo całego jeszcze strachu, który jest do pokonania.

W oczach ludzi widzę przyszłość

To podtrzymuje cichą nadzieję

Głęboki wdech… i wydech, by nie zapomnieć, że wciąż JESTEM

*

Blondyna

Moc myśli sprawia, że zaczyna się w nie silnie wierzyć. Wiara sprawia, że przekłada się to na codzienność. Warto dać sobie chwilę. Warto słuchać siebie. Warto nauczyć się cierpliwości.

Nikt poza mną nie zapewni mi pełnego bezpieczeństwa i nie zadba o mnie. To dobry czas, by w końcu pokochać siebie i nie martwić się na zapas.

*

BARFLY

Wnętrzności podchodzą do gardła, serce wyrywa ku wolności, grunt się zapada, lawina lęku, bólu i zbyt wielu możliwości uderza, przygniata, wciska twarz w ziemię, czuję wilgotny zapach gleby, stęchlizna i gruz, udaje mi się złapać oddech zamiast brzytwy, nie mogę się zatrzymać, brak tlenu i wytchnienia, słyszę dno, odlatuję w kosmos.

*

Aloha!

Przedostatni wpis zwiastuje nadchodzący koniec terapii. Dobrze, że ja się „nie skończyłam”. Choć, żeby cokolwiek zacząć potrzebuję chwili oddechu, aby podsumować spostrzeżenia co do moich emocji i myśli.