Katharsis | Aktualności | Katharsis
20189
blog,ajax_fade,page_not_loaded,boxed,,wpb-js-composer js-comp-ver-4.3.4,vc_responsive

Katharsis

Nabór do grupy na Dziennym Oddziale Psychiatrycznym

Informujemy, że trwa nabór na kolejny turnus Dziennego Oddziału Psychiatrycznego, który rozpocznie się we wrześniu.

Z terapii grupowej w ramach Oddziału Dziennego mogą skorzystać:

  • osoby z diagnozą zaburzeń: nerwicowych, osobowości i zachowania, odżywiania, nastroju (depresja) oraz osoby, które:
  • doświadczają trudności w relacjach rodzinnych, zawodowych i towarzyskich;
  • mają problemy w komunikowaniu się z innymi ludźmi (są wycofane, nieśmiałe);
  • są samotne, bezradne, doświadczają poczucia winy lub poczucia utraty sensu życia;
  • mają trudności w rozwiązywaniu kryzysów życiowych;
  • mają trudności z radzeniem sobie ze stratą (np. bliskich osób, utratą pracy);
  • zgłaszają bolesne doświadczenia z okresu dzieciństwa i dorastania (uzależnienia, przemoc w rodzinie);
  • zmagają się z problemem zachowań autodestrukcyjnych;
  • odbyły hospitalizację i mają trudności w powrocie do codziennego funkcjonowania.
Jak zgłosić się na Oddział?
  1. Pacjent ustala w Rejestracji Poradni termin konsultacji z psychologiem. Może to zrobić osobiście lub telefonicznie:
    Poznań, ul. Kórnicka 24, (1 piętro, pokój 105)
    numer telefonu 61 875 24 59 / 881 551 771
  2. Na konsultację pacjent udaje się z aktualnym skierowaniem do psychologa.
  3. Po odbyciu pierwszej konsultacji psycholog informuje pacjenta w jakim terminie zostanie przekazana mu informacja o dacie kolejnej konsultacji psychologicznej (jeśli wstępnie pacjent kwalifikuje się do terapii na Oddziale).
  4. W drugiej konsultacji uczestniczy dwóch psychologów. Podczas rozmowy pacjent może lepiej zrozumieć na czym polega terapia grupowa; omawiane są wątpliwości i obawy pacjenta.
  5. Podczas drugiej konsultacji zostaje podany termin, w jakim zostanie pacjentowi przekazana informacja o zakwalifikowaniu na Oddział.
  6. Między pierwszą a drugą konsultacją pacjent odbywa także wizytę psychiatryczną.

Zajęcia w ramach Oddziału odbywają się codziennie, od poniedziałku do piątku, w godzinach od 13:30 do 18:30.

Czas trwania turnusu terapeutycznego wynosi 12 tygodni.

 

Wszystkich zainteresowanych tą formą pomocy zachęcamy do kontaktu z Rejestracją.

Refleksje po kolejnym tygodniu

Aleksandra

Czuję, że nie skorzystałam w pełni z poprzedniego tygodnia, bo opuściłam większość zajęć. Było to spowodowane egzaminami na uczelni i niezależne ode mnie – moje złe samopoczucie było nie powodem nieobecności, a ich skutkiem.

W grupie czuję się dobrze, chcę tu przychodzić, daje mi to poczucie, iż robię dla siebie coś dobrego. Cieszę się, że koleżanka z grupy, która miała myśli rezygnacyjne, nadal na nią uczęszcza, jestem zasmucona, bo jedna z uczestniczek przekroczyła liczbę możliwych nieobecności i tym samym została wykluczona z grupy. Jest mi przykro, bo czuję, jakby straciła jakąś szansę dla siebie, a przez to także ja jestem stratna.

*

Bella

Tydzień, który minął, był dla mnie przełomowy. Przeszłam kryzys, spowodowany reakcją grupy na moją osobę – ogromna przykrość, która przyniosła swoje owoce. Najpierw były one przepełnione goryczą, ale w miarę dojrzewania pozostawiły słodki smak.

Na dojrzałe, pełne smaku owoce potrzebne są m.in. woda, czas i słońce. Ja najpierw zalałam się łzami, a w miarę upływu czasu zobaczyłam promyk słońca, dający nadzieję na lepszą przyszłość.

PS Dopiero po tych przeżyciach poczułam, ku swojemu zaskoczeniu, integrację z grupą.

*

BLACK

nie udało mi się dzisiaj przybić macki. :C

*

-ja-

Po trzecim tygodniu terapii czuję duże zmęczenie i fizyczne, i psychiczne. Nie wiem dlaczego.

*

Maryś

Po długiej przegranej walce z lękiem, bólem i brakiem akceptacji. Obwiniam siebie za złe myśli. Postanowiłem to zaakceptować. Teraz widzę jasno, jaśniej niż kiedykolwiek. Widzę siebie, istotę pustą w środku, która pozwoliła się zamienić w to, czego najbardziej nienawidzi, w bezradny kłębek nerwów czekający na wsparcie i miłość, która jest nieosiągalna i zawsze ucieka. Miłość jest szaleństwem.

I ja, jestem szalony.

*

Janina

Jest dobrze. I chyba to wszystko, co mogę powiedzieć jako podsumowanie ubiegłego tygodnia. I naprawdę w to wierzę. Będzie to trwać tak długo jak zechcę. Wszystko to bowiem zależy tylko ode mnie. Umacnia mnie wiara w samego siebie. Przepełniają mnie też uczucia do członków grupy. Jestem z nich dumny i napędzają mnie oni do tego, aby tutaj przychodzić i jak najbardziej się angażować.

Siedząc na zajęciach, ułożyłem krótki plan na każdy dzień:

„Wstać rano, robić niesamowite rzeczy, iść spać”

:)

*

raskova

Wiele się o sobie dowiedziałam. To ciekawe, że mogę się przyjrzeć sobie, trochę jakby stojąc obok i odsuwając emocje.

Czuję się ostatnio bardzo samotna mimo tak wielu ludzi wokół. Potrafię zasnąć prawie wszędzie, tym od dawna reguluję nadmiar emocji. Na przekór zmęczeniu staram się robić wiele, nie tylko o tym rozmyślać. Dzięki kilku tarciom w grupie dość brutalnie zderzyłam się ze swoimi lękami. Rozmawiam więcej z ludźmi, przepraszam tych, których mogłam skrzywdzić i ciążyło mi to na sumieniu. Spotykam się z osobami, które przypominają mi kogoś z grupy, aby móc ich obraz skonfrontować z tymi, których widzę na oddziale, dostrzec różnice, osłabić projekcje. Boję się wszystkiego wkoło, ale walczę z tym jak tylko mogę. Uważam to za duży sukces.

Wiecznie gniewna, często rzewna, nieokrzesana, egzaltowana Natasia.

*

Temet nosce

Trzeci tydzień minął dla mnie pod znakiem zapytania: czym jest dla mnie grupa i jakie jest moje w niej miejsce. Specjalnie się nad tym nie zastanawiałem. Obserwowałem tak jakby z boku jak myśli same się kotłują i dyskutują ze sobą. W czwartek wieczorem wszystko samo się poustawiało na swoje miejsca. Rozumiem grupę jako instytucję, częściowo formalną, a w przeważającej części – nieformalną. Formalną, bo zorganizowaną przez placówkę NFZ i ma kilka zasad, na które świadomie musiałem się zgodzić: poufność, trzeźwość i frekwencja. W pozostałym zakresie nasza grupa nie jest instytucją o jasnej i wyraźnej formie. Mam wrażenie, że ile osób w naszej grupie, tyle grup. Czyli każdy z nas ma jakieś ukryte założenia, oczekiwania… A nawet nakazy i zakazy.

I tu powstaje ważne dla mnie pytanie: czy mam domyślać się, jakie ukryte regulaminy ma każdy z członków grupy, czy nie? Czy w momencie, kiedy już wiem jakie są oczekiwania innych wobec grupy, mam się do nich dostosowywać?

Na dzień dzisiejszy mam następujące odpowiedzi: Dla mnie grupa nie istnieje, poza oczywiście jej formalnym wymiarem. Nie zgadzam się na spełnianie czyichś oczekiwań, zarówno tych już wypowiedzianych, a tym bardziej tych ukrytych. Najważniejsza sprawa dla mnie – pozostawać sobą w relacji do poszczególnych osób z naszej wspólnej terapii. Nie zasłaniać się wyimaginowaną opinią grupy, nie poświęcać się jej.

BYĆ SOBĄ TERAZ W TRAKCIE INTERAKCJI Z DRUGIM CZŁOWIEKIEM!

*

Voucher

Trzeci tydzień.

Nachodziły mnie myśli – po co ja tu jestem?

Jak Oni mogą mi pomóc? Te myśli znikały jednak, gdy dwa dni kiedy byłem poddenerwowany nie były w sumie takimi stresowymi na myśl, że znów będę w tej grupie. Co więcej – odważyłem się nawet pierwszy raz sam przyjechać. Był to także tydzień, kiedy naszło mnie OGROMNE w****ienie… Byłem blisko wybuchu. Po dwóch dniach przeszło mi ono, czułem zarazem ulgę, że tego nie zrobiłem. Ten tydzień kończę z takim jednym zdaniem – pozdrowienia dla kolegi T.

Piąteczka!

PS Jedziemy z tym dalej!

Tydzień drugi

BLACK

Drugi tydzień trochę gorszy od poprzedniego… ciągłe przemęczenie, bezsenność, która nie pozwala mi na odpoczynek, rozdrażnienie, problemy dnia codziennego, które muszę rozwiązywać sama, bo nie mam nikogo, kto mógłby mnie jakoś wyręczyć. Mimo mojego osłabionego ciała, mimo zawrotów głowy i słabości organizmu, która zmuszała mnie do opierania się o ściany… starałam się codziennie być na terapii. Mogę to uznać za mój mały sukces, że nie poddałam się, zrobiłam wszystko co do mnie należało. Mam nadzieję, że nadchodzący tydzień również zakończy się sukcesem.

Moje odczucia co do samej grupy nie zmieniły się, gdyż nadal bardzo lubię tych ludzi i z chęcią spędzam z nimi czas.

*

-ja-

Minęły dwa tygodnie pobytu na oddziale i wreszcie zrozumiałam, czego oczekuję:

– znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego czuję się źle

– określić, kiedy moje życie będzie miało ciepłe kolory

– jak wyrażać swoje potrzeby, aby rozumieli je moi bliscy i osoby, z którymi na co dzień współpracuję.

*

Janina

Kolejny tydzień przyniósł ze sobą nowe przemyślenie. Mam też postanowienie, by całkowicie zaangażować się w terapię, a co za tym idzie nie opuścić ani dnia. Ups! W piątek mi się to nie udało, ale niech to będzie pierwszy i ostatni raz. Czuję się pozytywnie naładowany. Wcześniejsza pustka została zasypana. Nie wiem, czy to moja zasługa. Myślę jednak, że wpływ grupy. Dobrze mi z tym, że tutaj jestem. Nie gdybam, nie fantazjuję na temat innych możliwych ewentualności. Liczy się tylko każdy kolejny dzień i ta mozolna wspinaczka po drabinie psychoterapii. Wracając do domu czekam na nowy dzień. To przyjemne wrażenie, mieć cele i powoli do niego dążyć. Nie zakładam, co będzie później i dokąd mnie to zaprowadzi. Jestem spokojny. Pierwszy raz od bardzo bardzo dawna. Nauczyłem się też wiele, po prostu słuchając innych. Tak naprawdę wszyscy mierzymy się z podobnymi trudnościami.

*

Maryś

Spokój, niepokój, tak czuję się ja.

Ludzie obok i gdzieś w tym ja.

Medytacja, natura, przemyślenia, wciąż szukam dawnego ja.

Tak oto mija mój drugi tydzień. Prawdziwa walka toczy się wewnątrz i tylko od nas zależy czy to wygramy, czy też pozwolimy się zniszczyć.

*

MATI

Od czasu rozpoczęcia terapii nie pojawiło się nic, co by przyćmiło dotychczasową istotę emocjonalnego myślenia w mojej ocenie. Jednakże moje obecne przemyślenia znacznie wykraczają poza gamę wcześniejszych obserwacji. Samopoczucie zaskakuje czasami moją niestabilnością. Każda myśl, każde słowo ma większą wartość aniżeli złożoność wszechświata. Oceniam terapię jako narzędzie do podboju zmieniającego się życia. Jestem nadmiernie oczarowany różnorodnością własnych uczuć. Na czarnym tle jest pochodnia, rozświetlająca myślenie małego szarego człowieka, dążącego do normalności. Innymi słowy: Doktor wciąga pacjentów mackami. Lepiej uciekaj, bo mój długopis już na Ciebie czeka.

*

raskova

Ten tydzień przyniósł wiele zmian. Udało mi się pochylić nad swoimi problemami, przełamać wstyd i barierę lęku. Z dnia na dzień dokonuję nowych odkryć o sobie i ludziach wkoło, nabieram sprawczości i przekonania, że nie jest tak źle, a nawet jeśli jednak jest (bywa), to dam sobie radę. Tęsknię za Mamą.

Odkryłam tak mało i tak wiele jednocześnie, czuję się bardziej rzeczywista, bliższa realnego stanu rzeczy i choć wiele z moich misternie uplecionych mechanizmów poddaję w wątpliwość, nie czuję niepewności lub rozchwiania aż tak często, jak się tego obawiałam. Nadal kompulsywnie jem, trochę wciąż mijam się z tym, co chcę osiągnąć, ale ten tydzień dał mi poczucie, że mam prawo do porażek i że przemiana to proces, cud ciężkiej pracy. Piękne chwile. Polowanie w tym.

*

Temet nosce

W trakcie drugiego tygodnia zastanawiałem się, czym dla mnie jest terapia grupowa. Przyszło mi na myśl, że jest to trochę jak „Big Brother”, czy inne reality show. Najpierw jest selekcja uczestników. Casting zakłada cztery spotkania. Po zakwalifikowaniu nikt specjalnie nie ingeruje w to, jak mamy się zachowywać. Ale wszystko odbywa się pod czujnym okiem „wielkiego oka” – czyli NFZ, na które się składa pięciu terapeutów oraz psychiatra, do którego przychodzi się „po godzinach”.

Zastanawia mnie główna nagroda.. Czy jest NIĄ uzdrowienie? Nawet jeżeli i tak, to nie jestem w stanie sobie wyobrazić, czym takie uzdrowienie jest. Może taką nagrodą jest większa świadomość samego siebie? To już jest łatwiejsze do wyobrażenia…

Czasami zastanawiam się, jakimi kryteriami się kierowała grupa specjalistów „rekruterów”. W czwartek nawet pomyślałem sobie, że w pewnych aspektach jesteśmy bardzo do siebie podobni. W innych aspektach bardzo różni.

Cały czas przewija się pojęcie „relacja z innymi uczestnikami grupy”. Na dzień dzisiejszy relacjami się nie przejmuję. Staram się dbać o to, aby przez cały czas być sobą. Takim, jakim chcę być ja. Nie realizować wizji innych.

Zobaczymy co będzie dalej :-)

*

Voucher

Tydzień drugi…

Wyciszyłem się, Tak jak narzuciłem tempo gadania w pierwszym, tak w drugim spuściłem z tonu. Niech inni się wypowiedzą, bo ja sam nie będę miał o czym gadać. Tego tygodnia przyszło mi też pierwsze wkurwienie, które krótko mówiąc brzmi: nie lubię, jak mi się przerywa. Mógłbym też dalej ponarzekać, gdyż zupki nie urywały d***, ale nie jestem tu przecież po to, by żreć. Dosyć ciekawa okazała się środa – nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak bolała mnie szczęka od śmiechu.

Dzień późniejszy przyniósł jednak zmienny nastrój – wszystko przez filmoterapię i ekranizację, która jest mi bardzo bliska. Całość zmagań kończę z jedną nieobecnością. Dlaczego? Ano dlatego, że w piątek robiłem sobie dylu dylu u cioci i wujka na ślubie.

Zdarzyło mi się w weekend pierwszy raz coś, co nie myślałem, że tak szybko nastąpi – śniła mi się Nasza grupa. Ok! Tyle w temacie, bo ręka mnie boli od pisania ;P

Piąteczka!

Nowy początek

Aleksandra

Początek terapii łączył się z ekscytacją i niepokojem, a podczas spotkań uczucia te mieszały się ze sobą, rosły i opadały.

Zaskoczeniem dla mnie była forma, w jakiej „prowadzona” jest psychoterapia -> cudzysłów dlatego, że właściwie nie jest ona prowadzona przez panie terapeutki, podkreślają one istotność niektórych kwestii, poruszanych przez nas uczestników, zachęcają do zastanawiania się nad naszymi uczuciami, ich pochodzeniem, nad naszym zachowaniem. Są responsywne, ale to właśnie my prowadzimy te spotkania, decydujemy o czym mówimy, co wnosimy od siebie do grupy. Wyobrażałam sobie, że psychoterapia będzie prowadzona dyrektywnie, w stylu „dziś mówimy o tym i o tym…”‚

Zaskoczyłam się, ale zdecydowanie było to zaskoczenie na plus.

*

BLACK

Już tydzień za nami. Pamiętam pierwszy dzień. Pełen strachu i obaw: jak ja się odnajdę w gronie tylu nieznanych mi ludzi? Jak przeżyję swój lęk przed nieznajomymi osobami? Jak się przedstawię? Jak powinny brzmieć moje pierwsze słowa, by nie wyjść na idiotkę? Czy zdarzy się taki cud, że otworzę się przed grupą?

Minął tydzień. Ja wciąż milczę, wciąż nie mogę pokonać blokad, które znajdują się we mnie, w środku mej zagubionej duszy. Pocieszam się faktem, że mimo wszystko to dopiero początek. Jeszcze może być dobrze. Znajduję się w cudownej grupie, gdzie większość osób jest radosna. Śmiejemy się, panuje luźna atmosfera. Nie chcę tego psuć. Nie chcę wpuszczać do grupy mojego czarnego serca, moich czarnych myśli, mojego pesymizmu. Piękny jest uśmiech innych ludzi.

Na konsultacjach usłyszałam od pani psycholog, że zyskam tyle, ile od siebie dam. W związku z tym, że naprawdę chcę coś zyskać, wierzę w to, że przyjdzie taki dzień, że poluzuję swoje więzy i pozwolę na to, że wszystko to, co gromadziło się we mnie przez lata, wyjdzie na wierzch, że mimo tego, iż jestem złym człowiekiem, uzyskam pomoc i wsparcie od mojej grupy.

Najlepszą częścią naszych zajęć jest chodzenie na stołówkę i szamanie darmowych zupek. Chociaż że brakuje mi mojego ukochanego mienska, to cieszę się z tego co jest, bom ja jest biedny, bezrobotny student.

*

~Brukoli~

Uczucia towarzyszące pierwszemu tygodniowi terapii uważam za pozytywne. Poznałam grupę ludzi, którzy są otwarci i chętni do pomocy. Mobilizuje mnie to do uczęszczania na terapię i dalszego poznawania ludzi.

*

Janina

Na początku bałem się, siedząc na korytarzu i wpatrując się w drzwi.

Walczyłem z chęcią, by uciec. Jednak nie chciałem czuć okropnego smaku porażki i może jeszcze gorszego poczucia złości na samego siebie. W końcu stało się, wszedłem i wpadłem w wir zajęć. Owszem bywało, że się bałem, ale czuję się z siebie dumny. Ani razu nie uciekłem. Są dni, kiedy czuję się świetnie i takie chwile, kiedy mam dość życia. Po raz pierwszy jestem w grupie, w której mam ochotę uczestniczyć, a jeśli nawet przez moment poczuję się odrzucony, to będę się zmuszał do uczestnictwa. To dopiero pierwszy tydzień.

*

MATI

Jestem na oddziale pierwszy tydzień. Póki co poruszyłem kilka ważnych dla mnie tematów. Wolałem je poruszyć na początku, aby nie obudzić się z ręką w nocniku ze swoim życiem. Ważne są dla mnie także problemy innych. Staram się zrozumieć ich sytuację, mimo tego, że być może nie widać tego po mnie. Jeśli chodzi o samopoczucie, to cudów nie ma. Jest podobnie przez ostatnie kilka lat. Natomiast przebywanie w grupie daje mi wiele pod kątem zrozumienia tego, z czym przyszedłem. Pomimo moich obaw z dnia na dzień dostrzegam swój potencjał oraz to, co straciłem i co mógłbym i mogę zyskać. Najważniejsze jest dla mnie rozwiązanie problemów. Widzę miłe zmiany w moim sposobie myślenia. Moje problemy głównie tyczą się relacji międzyludzkich.

*

Maryś

„I’m a man with a plan. A plan is to push as hard as I can.”

Jestem facetem z planem na przyszłość. Moje dążenie do celu zostało zatrzymane. Teraz szukam na nowo swoich sił do realizacji celów i przezwyciężenia lęków, które mnie sparaliżowały.

*

raskova

To dopiero początek, a już pełen intensywnych przeżyć. Czuję się odmieniona, pełna sprzecznych uczuć i przede wszystkim nimi targana. Myśląc o przyjściu tutaj, byłam pełna nadziei, wzniosłych fantazji na temat psychologii i przekonana o tym, że ta terapia będzie jak dieta cud: wezmę moje zabawne małe tabletki na ogromne smutki, a lęk i wstyd już nigdy mnie nie dosięgną. Chciałam być wolna i stabilna, życie jak amerykański film i beztroska sielanka dożywotnie. Tymczasem bycie tu to raczej kino klasy Z, połączenie nienawiści do samej siebie i zderzenia z rzeczywistością, szarą jak papierosowy dym.

Kiedy tu jestem, mimo wszystko czuję się O-KEJ. Nie spodziewałam się takiej dozy empatii i szczerości, a przy tym czuję też, że ten jeden tydzień (!) pozwolił mi spojrzeć na swoje życie jakby trochę bardziej z boku. Jestem ja, są inni, tworzymy coś razem i to mnie satysfakcjonuje. Wiem, że mimo swoich dziwactw i własnej słabości nie jestem sama.

Boję się. Często budzę się z myślą, że palący wstyd doprowadzi mnie do jakiejś krzywdy. Wstyd za życie, za swoje postępowanie i za własną złość. Szukam jakiejś jednej dobrej rzeczy, której mogę się uczepić, sensu, boga, idei lub choćby relacji. Nie chcę tu przychodzić, chcę uciec, zapaść się pod ziemię, żeby tylko nikt nie widział, jakim jestem żałosnym świrem. Boję się, ale jednak przychodzę.

*

Temet nosce

Grupa zaskoczyła mnie pozytywnie już na drugi dzień. Nie, nie jesteśmy kółkiem wzajemnej adoracji. Mówisz co chcesz jeżeli chcesz. Nawet trudne dla kogoś słowa. Tego też oczekuję od innych w grupie.

Niestety nie wiem jeszcze czego oczekuję od terapii grupowej. Tak samo, jak i z moim podejściem do życia… Tymczasem zakładam, że uda mi się wytrwać do końca, choć 12 tygodni przychodzenia dzień w dzień jest dla mnie naprawdę dużym wyzwaniem.

Denerwuje mnie tylko, że w trakcie terapii trzeba chodzić dodatkowo do psychiatry (aż 4 razy). Powiedziano o tym dopiero na pierwszym spotkaniu i było wielkim zaskoczeniem. Dla mnie to kolejny stracony czas, a dla NFZ stracone pieniądze.

*

Voucher

Kiedy pytają mnie: „Jak jest na terapii?”, odpowiadam: „Fajnie!”. A tak na serio… Pierwsze moje odczucia już w trakcie trwania zajęć brzmiały: „K***a, co ja tu robię”. Przewijały mi się różne myśli przez głowę: „Po co ja tu jestem?”, „Dlaczego sam nie mogę sobie poradzić?”, „Dlaczego ja?:, „Co to k***a za ludzie?”. Tak jak zwaliło mi się tyle myśli na łeb dnia pierwszego, tak wszystko rozwiał dzień drugi. Już po przerwie na nasz kulminacyjny punkt zajęć – ZUPKĘ – wiedziałem, że to miejsce dla mnie. Każdy następny dzień otwierał mnie przed grupą coraz bardziej, aż (jak to ja) doszedłem do momentu, że jadaczka mi się nie zamyka. Otwarcie nie miałem problemu mówić o swoich kłopotach – w końcu po to tu jestem. Przez większość tego czasu czułem bardziej pozytywne niż negatywne emocje. Zdarzyły się momenty, że zacząłem się zastanawiać: „Czy zabieram komuś miejsce?”. Zawsze jednak po chwili przychodziła odpowiedź: „Nie! Masz swój problem i po to tu jesteś”. Jak mogę podsumować swój pierwszy tydzień? Może tak – czekam na kolejny. W razie gdy coś mnie najdzie, dopowiem za tydzień.

Nabór do otwartej grupy terapeutycznej

Informujemy, że trwa nabór do otwartej grupy terapeutycznej.

Udział w grupie pomaga:

  • w rozpoznawaniu źródeł przeżywanych trudności
  • w rozumieniu wpływu na siebie, swoje zdrowie I życie
  • w świadomym budowaniu I utrzymywaniu relacji z innymi ludźmi
  • w świadomym podejmowaniu wyborów I decyzji życiowych
  • w wypracowywaniu sposobów dobrego radzenia sobie z różnymi dolegliwościami
  • uzyskać wsparcie w zmaganiach z trudnościami życia codziennego, które nie podlegają zmianie.

Grupa ma charakter otwarty (slow open), liczy maksymalnie 12 osób. Minimalny czas udziału w grupie to 6 miesięcy. Prowadzona jest przez certyfikowane psychoterapeutki: Romanę Błauciak i Annę Wantułę. Sesje terapeutyczne odbywają się raz w tygodniu.

Do udziału w grupie zapraszamy osoby, które wcześniej korzystały już z różnych form pomocy psychologicznej i są zainteresowane pogłębianiem pracy nad sobą i dalszym rozwojem.

Udział w grupie poprzedzony jest indywidualnymi konsultacjami z psychoterapeutkami prowadzącymi grupę.

Miesięczny koszt uczestnictwa w grupie wynosi 400 zł.

Wszystkie zainteresowane osoby zachęcamy do kontaktu:

rejestracja@katharsis.poznan.pl

tel. 881 551 771

Ostatni tydzień turnusu – wrażenia uczestników

**FAKE

Absolutnie nie wiem, co napisać. Myślę, że powinno to być długie wypracowanie, aby oddało to, co czuję i myślę na koniec terapii. No właśnie, znowu to „powinno”. Nie zniknęło.

Zaczynałam terapię roztrzaskana na kawałki, ale z nadzieją.

Kończę z posklejanymi kilkoma kawałkami siebie (klej jeszcze nie związał). Zamgloną wizją tego, jak posklejać resztę i ze strachem. Cholernie wielkim strachem, który przesłania nadzieję.

Krzyczy na mnie, że nie wiem jak skleić resztę kawałków. Straszy, że te, które już skleiłam, na pewno się rozpadną.

Zostaję z jedną raną na ręce, z której już tworzy się blizna. Niech to będzie tatuaż na całe życie który będzie przypominał, o terapii i chronił przed błędami.

Na koniec – najpiękniejsze co ze mną zostanie, czyli Wy i Terapeuci. Całe wsparcie i ciepło, które dostałam. Uwagę i pełną akceptację. Warzę dobro, które sprawiło, że tak bardzo się przywiązałam.

Życzę każdej z Was spokoju w sercu, takiego który zagości na stałe. Nie zapomnijcie, jak piękne są Wasze serca i dusze.

Terapeutom, lekarzom i cudownie cierpliwym Paniom z rejestracji bardzo dziękuję. Życzę głębokiej satysfakcji z tego, co robicie, bo wykonujecie bardzo ciężką i dobrą pracę.

Oddział i terapia zostaną w moim sercu do końca życia.

 

**Akropka

To już koniec, ciężko tak się żegnać. Jestem zmęczona, chciałabym gdzieś wyjechać – najlepiej w ciepłe kraje. Hm… ale z drugiej strony może byłaby to ucieczka od pożegnania się. Chciałabym tu jeszcze zostać. Choć czuję, że stanęłam na nogi – w podświadomości czuję lęk, strach co to będzie dalej, czuję przygnębienie i smutek. Jak poukładać swoje życie na nowo. W sumie to nie spodziewałam się tak trudnego pożegnania, bo już od tygodnia mam złe samopoczucie. Najgorsze to ściskanie w gardle.

Żegnam się z Wami Kochane moje, me serce bardzo płacze, dziękuję Wam za te wspaniałe 3 miesiące. To był dla mnie zaszczyt poznać Was wszystkie. Był to dla mnie bardzo wartościowy czas. Kurcze, żeby takie relacje w życiu tworzyć z innymi, myślę, że to byłby SENS ŻYCIA. DZIĘKUJĘ.

Wasza na zawsze Akropka.

 

** blogerka_oddziałowa

Turnus dobiegł końca… No w zasadzie jeszcze 4 dni, ale dziś ostatni poniedziałek – kiedy piszemy bloga…

Z czym zostaję po tym czasie? Co stąd wynoszę?

Na pewno większy spokój i umiejętność radzenia sobie z trudnościami. Mam nadzieję, że relacje, które udało mi się nawiązać podczas 3-miesięcznego pobytu – przetrwają na dłużej. Niezmiernie ważne jest mieć za sobą osoby, które Nas rozumieją, potrafią wesprzeć i wysłuchać, powiedzieć ciepłe słowo, a przede wszystkim nie oceniać.

W sumie to brakuje mi dziś trochę weny do pisania…

Cieszę się, bo na pożegnanie organizujemy wieczorne wyjście. Myślę, że fajnie będzie spotkać się na innym gruncie i po prostu porozmawiać. Mimo tego, że wydaje mi się, że terapia dużo mnie nauczyła, to czuję jakiś lekki niedosyt, ale w zasadzie nie wiem do końca z czym związany.

Niby… Już jakoś w połowie turnusu miałam poczucie, że przepracowałam większość tego, co chciałam… A tu jednak, po weekendzie mieszane uczucia… Z czym związane? Nie wiem… Może z tym, jak to powiedziałam dziś na psychoterapii – co z tego, że ja przepracowałam niektóre kwestie, jak ludzie dookoła są niekumani?! W tym znaczeniu, że nie potrafią zrozumieć niektórych stanów, przeżyć, emocji. Tego, że każdy ma prawo nie tylko do radości dobrego nastroju, ale także do smutku, płaczu i PRZEŻYWANIA.

Chciałabym, żeby wszystko było dobrze i skończyły się moje depresyjne i złe stany, ale jak będzie? Czas pokaże…

Dziękuję na pewno wszystkim tu obecnym – wspaniałym osobom z grupy, jak i terapeutom, którzy na pewno wkładają dużo wysiłku w swoją pracę. Powodzenia! ☺

 

** anonimowa

Dziwne uczucie… aż się nie chce wierzyć, że minęło już 11 tygodni i terapia dobiega końca…

To był trudny i wyczerpujący czas, pełen skrajnych emocji, huśtawki nastrojów, kotłujących się myśli…

Radość z pierwszych osiągnięć przeplatała się na zmianę ze strachem, co dalej i zwątpieniem w sens terapii w gorszych momentach. Pojawiła się też myśl o rezygnacji z terapii, której jednocześnie towarzyszyły wyrzuty sumienia wobec takiego zamiaru. Całe mnóstwo lęków – nad którymi tak trudno zapanować. I to uczucie totalnego rozbicia…

Grupa osób – obcych, ale jednocześnie bliskich, niby różnych, a w zasadzie bardzo podobnych. To bardzo zbliża… Ciężko podsumować czas spędzony w tzw. Bezpiecznym schronieniu, z jednocześnie silnie towarzyszącym uczuciem utraty tego bezpieczeństwa.

Czy było warto? Myślę, że tak. Przede mną nowe wyzwanie, dalsza praca nad sobą. Wiem, że nie będzie to łatwe i być może tak szybkie, jakbym chciała, ale na pewno możliwe do osiągnięcia. I to dodaje mi nadziei…

Dziękuję grupie i paniom terapeutkom za cierpliwość i wyrozumiałość…

Zmierzając ku końcowi

FAKE

Bardzo się zdenerwowałam. Poczułam zaczynając drugą część zajęć, że coś jest nie tak u mojej Przyjaciółki. Nie mogłam wytrzymać, napisałam. Na początku odpisała, że ok. Potem przyznała, że coś się dzieje. Zawsze to wyczuwam. Na odległość. Martwię się.

Końcówka terapii. Ostatnie dwa tygodnie to dla mnie najbardziej intensywne doświadczenia. Czuję się nieswojo. Lęk przed życiem znów zaczyna się rozpychać w mojej duszy. Z drugiej strony Nienazwana Zmiana we mnie coś szepcze cicho o tym, że będzie inaczej. Ale nie wiem, czy dobrze słyszę.

 

AKROPKA

Jestem zmęczona to przychodzi mi łatwo do głowy, zostały 2 tygodnie terapii i później sama nie wiem, co się wydarzy. Przede mną sesja egzaminacyjna i na tym chcę się skupić. Czasami mam za dużo myśli w głowie, bo nie wiem, od czego zacząć. Studia są fajne, dają dużo wiedzy, sprawiają frajdę, dają poczucie spełnienia, ale jest też druga strona medalu, to jest: stres, frustracja, zmęczenie, poświęcenie czasu i wysiłek. TAK sukces to nie tylko radość, ale ogrom energii, siły, cierpliwości. Nie ma stałej recepty na szczęście, bo szczęście to pojęcie abstrakcyjne. Liczy się ta chwila tu i teraz.

 

BLOGERKA_ODDZIAŁOWA

Weekend znów był do bani. Nadmiar rzeczy, obowiązków i przesilenie psychiczne. Od niedzieli rana coś mnie męczyło, aż w końcu popołudniu pękłam – ciężko było zapanować nad płaczem… Ale to chyba przemęczenie. Wieczór był już lepszy. Miałam wrażenie, jakby wraz ze łzami wypłynęły zmartwienia.

Poniedziałek – przedpołudnie znów ciężkie i trudne… Ale mimo wszystko czuję się dobrze.

Jeśli chodzi o terapię – została nas siódemka. 7 wspaniałych, dzielnych, silnych i walczących o siebie – swoje prawa i poczucie własnej wartości – kobiet. Każda z Nas jest inna, a zarazem podobna. Trudno może nieraz uwierzyć, że wspólne problemy, trudności potrafią tak zbliżyć.

Na podsumowania przyjdzie jeszcze czas… Ale cieszę się, że tu jestem, byłam i przeżyłam już te 10 tygodni.

 

ANONIMOWA

Czuję się strasznie zagubiona…

Nie bardzo wiem, co robić z tym wszystkim, co poznaję i odkrywam. Łatwiej iść utartą ścieżką, ale wiem, że nie tędy droga. A jaka jest moja droga? Czego ja chcę, dokąd zmierzam? Czuję przerażenie, bo nie znam odpowiedzi…

Ale jest też we mnie nadzieja, bo czuję, że te wszystkie pytania i wątpliwości pojawiły się we mnie dzięki terapii i zapoczątkowują jednak proces zmian.

Osiem tygodni pracy za uczestnikami turnusu

FAKE

Nie wiem, co napisać. Zeszły tydzień był najcięższy, ale im jest ciężej, tym bardziej wierzę, że coś się we mnie zmienia.

Kolejne osoby odeszły. 3 tygodnie do końca, a na pokładzie została siódemka. Czy ta cyfra przyniesie nam szczęście?

 

BLOGERKA _ODDZIAŁOWA

Hym… W zasadzie nie wiem, co dzisiaj pisać… Czuję nieraz dużą amplitudę wahań nastroju. Po ciężkim i emocjonującym zeszłotygodniowym poniedziałku – znów czuję optymizm.

Weekend był mega udany. 3-dniowy wypad nad morze z pozytywnie zakręconymi osobami – to było to, czego mi było trzeba. Zmiana otoczenia, klimatu… Pełen luz, relaks i spacery. Z dala od szarej rzeczywistości dnia codziennego. Zmęczenie fizyczne wzięło chyba w końcu górę nad zmęczeniem psychicznym… Ale to dobrze. Przeciera się wiara i optymizm na lepsze jutro…

Zostały 3 tygodnie do końca. To dobry czas, żeby poukładać sobie resztę niejasności i uporządkować do końca bałagan w swojej głowie.

Wnioski z pobytu:

  • jaśniej określone cele i dążenia;
  • odnalezienie wcześniej zagubionych wartości;
  • naprawienie relacji z przyjaciółmi;
  • nowa chęć do życia.

Aaa… Wracając jeszcze do zeszłego czwartku… Oglądaliśmy film pt. „Dzika droga”. Choć wywołał on ogromne poruszenie i refleksje w grupie, dla mnie tak naprawdę zakończenie było optymistyczne…

A mianowicie – że po wszystkich trudach i przeszkodach, które nas spotykają – istnieje nadzieja na lepsze jutro. I choć nieraz odnalezienie siebie wcale nie jest proste i mamy ochotę poddać się , rozłożyć ręce, to cierpliwość, upór i zdeterminowanie może zdziałać cuda.

Tyle na dziś. :)

 

ANONIMOWA

Miniony tydzień równie ciężki, jak poprzedni, ale chyba jakby trochę drgnęło coś do przodu…

Początek tygodnia burzliwy, pełen złości i wewnętrznego buntu.

W środę po pierwszej części zajęć – kryzys… Od czwartku, chyba wraz z poprawą pogody nastąpiła poprawa samopoczucia.

Kolejny tydzień po odstawieniu leków, może stąd chwiejny nastrój…

Zastanawiam się w jakim miejscu (chodzi o terapię) jestem, ile mam za sobą, a ile jeszcze przed.

Coraz częściej myślę też o zmianie zawodu. Jestem pełna obaw, ale i też pełna nadziei i chyba zadowolona… (trochę dziwne to uczucie, bo dawno go nie było, ale fajne) :)

Refleksje po kolejnym tygodniu

FAKE

Jestem rozłożona po dzisiejszej sesji. Nie było o mnie, ale to była dla mnie najtrudniejsza sesja. Już chyba trzeci/ czwarty tydzień czuję przestój. NIE WIEM GDZIE I NIE WIEM JAK IŚĆ. I że niby mam się nie przejmować, bo jeszcze miesiąc terapii ?! Nie uspakaja mnie to.

 

ANONIMOWA

Miniony tydzień był dla mnie bardzo trudny. Dużo skrajnych emocji, morze wylanych łez, zwątpienie w sens terapii grupowej…

Przytłoczył mnie ogrom nowych wydarzeń, szok, niedowierzanie , złość na los… Nie wiadomo nad czym pracować najpierw… Do tego stopniowe odstawianie leków. Poza tym czasami chyba lepiej milczeć, niż mówić co się czuje. Bo  to tylko bardziej boli, gdy się ma świadomość że Oni słyszą, ale nikt do końca nie jest wstanie zrozumieć co przeżywa…

 

AKROPKA

Życie nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać, choć czasami wydaje się być nudne, a tu nagle zaskoczenie. Dziś w nocy doświadczyłam czegoś pierwszy raz i nie wiem czy to lunatykowanie ale chyba tak. Obudziłam się na kanapie w salonie i za cholerę nie wiem jak tam się znalazłam. Dziś cały dzień o tym myślę, zachodzę w głowę jak to się mogło stać. Czuje lęk, obawę, bezradność, jak to będzie dalej czy to jednorazowe czy będzie się powtarzać. Czuję się zmęczona, niedługo sezon na zaliczenia i egzaminy i powrót do pracy i nie wiem jak to zrobić by się to udało. Myślę, myślę i nie mogę nic wymyślić.

 

BLOGERKA – ODDZIAŁOWA

Jest mi dzisiaj smutno i źle. Chce mi się płakać, ale ciężko uronić choćby 1 łzę. Czuję jakąś wewnętrzną złość i niepokój. Nieraz mam wrażenie, że nie rozumiem osób dookoła mnie… Tego, gdy zaczyna mi na kimś zależeć, a nagle okazuję się, że nie do końca działa to w dwie strony… Smutek, żal, niezrozumienie, zdenerwowanie. Czuję, że serce bije mi szybciej, trzęsę się ręce i nie wiem, jak nad tym zapanować. Czemu po raz kolejny muszę przez to przechodzić? Czy tak dużo oczkuję? Po prostu mieć przy sobie osobę, na której będę mogła w każdej chwili polegać? Która będzie ze mną też w tych złych momentach? Pomocy…

To już maj…

** JA TO JA

 

Zawsze lubiłam pisać do poduszki…

Tysiące myśli układało się wtedy chociaż na papierze. Teraz nawet myślenie jest trudne, a pisanie wręcz niemożliwe. Stoję w miejscu jak sparaliżowana, myślowa pustka. Emocjonalny żal, że nic nie potrafię z tym zrobić.

 

** FAKE

 

Chyba nic się nie zmieniło od ostatniego wpisu.

Wciąż nie wiem dokąd iść, a przede wszystkim jak się chodzi.

Wzbiera we mnie złość na siebie. Nie widzę większych zmian, a te które wprowadziłam zdają się być jak fatamorgana.

Zawsze w takich chwilach w życiu, kiedy nie umiem się podnieść, zalewam się morzem obowiązków. A Gdy nie udaje mi się ich zrealizować, mój stan się pogarsza.

Więc już niech się pogorszy do końca, bo chyba mi się w dupie przewraca. Mam całe dni dla siebie i terapii, a ani nie zaczęłam szukać nowej pracy, ani dbać o kondycję fizyczną, nic.

Planów na rano miałam mnóstwo. A wstałam pół godziny przed terapią. O 13.

Wgląd w siebie się nie poszerza, a z tym, w co już miałam wgląd, i tak nie umiem nic zrobić.

Moja maska żyje i ma się dobrze. Jestem nieszczęśliwa.

 

** Akropka

 

Czuję się dziś dziwnie, zaskakująco, inaczej, dzisiejsza terapia też była zaskakująca, była we mnie złość, smutek, strach, lęk, a na początku spokój.

Emocje intensywne, inspirujące do dalszej pracy i też bardzo trudne. Teraz boli mnie głowa, czuję się trochę nieswojo, dziś dużo płakałam i to było zaskakujące, ale też potrzebne by poradzić sobie z tą sytuacją. Poczułam się zaatakowana częściowo przez grupę, poczułam jakby ktoś chciał mi coś zabrać, co jest dla mnie ważne, że trudno jest usłyszeć coś na swój temat, co nie mieści się w ramach swojego umysłu.

Komunikat zwrotny, nie wiem może boję się odrzucenia. To mi przychodzi do głowy. Muszę się zastanowić nad tym, co dziś usłyszałam, poczułam i co za tym siedzi.

 

** blogerka_oddziałowa

 

Zmęczenie… To chyba uczucie, które u mnie dominuje od ostatniego tygodnia. Dodatkowo dolegliwości żołądkowe i ból głowy, które towarzyszyły mi przez całą Majówkę.

Praca, szkoła, a do tego terapia – to duży wysiłek umysłowy i psychiczny…

Ciężko znaleźć wolną chwilę tylko dla siebie.

Pojawiają się różne nastroje, uczucia – od żalu, smutku zaczynając, przez poczucie rezygnacji i nieraz znudzenia terapią, kończąc jednak na tych dobrych chwilach.

Czuję też nie raz niepokój… Związany chyba z tym, żeby zachowywać się tak, jak należy… Tęsknotę – za beztroskim życiem…

Chciałabym móc nie raz po prostu żyć i cieszyć się każdą najmniejszą chwilą – tym, że świeci słońce (tyle, że nie świeci :/), śpiewem ptaków, czy innymi „zwyczajnymi” chwilami…

Móc tak na chwilę się wyluzować, „odciąć” i poczuć taki wewnętrzny spokój i harmonię – to chyba to, czego mi w tej chwili potrzeba.

 

** anonimowa

 

Minęły kolejne 2 tygodnie… o ile ten pierwszy tydzień dawał nadzieję, o tyle drugi – zniszczył prawie całą pracę włożoną w terapię…

Swoją „intensywnością” wrażeń przyćmił radość z efektów już osiągniętych i jednocześnie sprawił, że niewiele z tego pamiętam…

Czuję lęk… Lęk przed rzeczywistością, która okazała się brutalna… I znów sama, bez wsparcia, z bagażem kolejnych ciosów od życia, z nieodłącznymi towarzyszami – lękiem i niepewnością…

Coraz trudniej podnosić się po kolejnych upadkach… Zastanawiam się, czy to ja bardziej nie lubię mojego życia, czy ono mnie?