Katharsis | Aktualności | Katharsis
20189
blog,ajax_fade,page_not_loaded,boxed,,wpb-js-composer js-comp-ver-4.3.4,vc_responsive

Katharsis

Podsumowanie połowy turnusu terapeutycznego

Margo

Podobno dziś mija połowa terapii?! Nie wiem, dlaczego tego nie czuję, a co w ogóle czuję? No właśnie, to problem, bo niektórzy tu tak pięknie wyrażają swoje uczucia, a ja nie potrafię :( Gdy kiełkują w mojej głowie wydają mi się ważne, ale jak się nimi dzielę z grupą, to brzmią jakoś pusto!!! Więc może powiem tylko, że końcówka ostatniego tygodnia była burzliwa, po burzy wychodzi słońce i dla mnie też ono zaświeciło, jeszcze bardziej zbliżając mnie do grupy i tym samym zmieniając ciutkę mój „nieakceptowany” punkt widzenia… i niektóre poglądy, a czas pokaże, czy ta zmiana będzie trwała!!

*

 

Orti

Nie umiem napisać jednego zdania lub dwóch jak niektórzy tutaj. Czuję, że albo mogę pisać w nieskończoność albo zostawić pustą kartkę. Zawsze, gdy mam coś tu napisać towarzyszą mi zniechęcenie i bezsilność. Próbuję sobie przypomnieć jakie uczucia towarzyszyły mi po czwartku, ale chyba już wyparłem większość z nich. Na pewno w piątek i po psychoterapii w czwartek czułem, że już nie czuję się tu bezpiecznie, ale dzisiaj to uczucie całkiem zniknęło. Czułem też wtedy, że nie powinienem się tutaj już więcej odzywać z powodów, które teraz zapomniałem albo wyparłem ale to uczucie też całkiem zniknęło, może dlatego, że nie pamiętam powodów dlaczego nie miałbym się odzywać. W tą niedzielę mam też egzamin z biologii i jeszcze się do niego nie uczyłem i nie wiem czy będę się uczył, boję się go.

*

 

M.

Sześć tygodni, ponoć tyle czasu jest potrzebne, żeby utrwalić zmianę. Czy coś się zmieniło? Mąż mówi, że mnie nie poznaje. Znajomi, że „kwitnę”. Ja: nie wiem. Na pewno wolniej żyję, mniej planuję. Mniej robię, więcej jestem. Mam tu komfort bycia. I póki co chcę, żeby się nie kończyło.

*

 

Freiheit

Chyba przywiązałam się do grupy. Martwi mnie to. Nie potrafię wyobrazić sobie momentu, w którym ludzie, z którymi siedzę tyle godzin po 5 razy w tygodniu znikną z mojego życia. Coraz większym trudem jest dla mnie moment budzenia się ze snu. Bez mojej woli jestem wtrącana w rzeczywistość. Wywołuje to we mnie ogromne poczucie lęku i panikę nie do wytrzymania. Tym uczuciom towarzyszą myśli samobójcze i chęć okaleczania się – wszystko, byleby nie obcować z rzeczywistością, jakoś mnie od niej oderwać. Nacięcia byłyby zminimalizowaniem mojego bólu, a zarazem usprawiedliwieniem się przed samą sobą, kiedy nie mam siły wstać i w końcu nie wstaję. Wykańcza mnie poczucie bezsilności.

*

 

TUMI

Uufffff…tydzień minął. Było jak w życiu. Emocje od -50 do +80. To wyczerpało mnie totalnie energetycznie, ale ustabilizowało emocjonalnie.

*

 

Rozamunda

W nicości ducha

wszystko wybucha,

Kończy się dobre i zaczyna ciążyć

Myśl

Niczym pieruny

Niczym szpila maleńka

zawsze prędzej czy później

coś pęka i w sercu ciągła udręka.

Miliony oczu na Ciebie patrzą

W milionach giną i moje, płaczę

przerywa milczenie, w powietrze patrzę,

zaciska mnie świat,

znikam i ja.

*

 

P.

Po raz pierwszy nie chce mi się nic pisać. Mam blokadę i wydaje mi się, że będzie mi trudno opowiedzieć o wielu rzeczach, z którymi tutaj przyszedłem.

*

 

MOTYL

Bardzo owocny tydzień – sporo emocji (tych negatywnych). Spięcie, poczucie winy, stres…ale również spojrzenie terapeutki warte więcej niż tysiąc słów, za co jestem ogromnie wdzięczna. Dowiedziałam się znów czegoś o sobie i chyba o to tu chodzi. Inspirujące zajęcia plastyczne i ruchowe – przełamywanie lodów. Wróciłam do malowania w weekend, co mnie relaksuje. Staram się cieszyć drobiazgami, ale w środku nadal wieczna zmarzlina. Czekam na wiosnę.

 

Refleksje po kolejnym tygodniu

Freiheit

Zauważyłam u siebie coraz większą potrzebę izolacji  – szkodliwego, niezdrowego osamotnienia. Na ten moment grupa jest jedynym bodźcem, który wykopuje mnie z łóżka i każe wyjść z domu. Jednakże mówienie o sobie sprawia mi problem – pojawia się we mnie wewnętrzny opór, pewien rodzaj paraliżu powstrzymujący mnie przed wylaniem swoich myśli. Powrócił też dystans emocjonalny – znany mi już dobrze mechanizm obronny. Nie potrafię zaangażować swych uczuć w historie opowiadane przez członków turnusu, nie stać mnie nawet na próbę empatyzacji. Zaczęłam postrzegać siebie jako osobę chłodną, czasami okrutną. Jednakże wiem, że to tylko nałożony przeze mnie filtr, odbiegający od rzeczywistości.

*

 

Margo

Mija 5-ty tydzień terapii. W grupie czuję się tak bezpiecznie, że odnajduję w sobie czasem trochę luzu, a wśród ludzi u mnie to „rzadkość” – no więc jest to chyba jakiś progres. Nadal jednak nie jestem tu do końca sobą, czyli nadal siebie nie akceptuję!

Podsumowując: lubię grupę,l ubię terapeutów, nie lubię siebie – a więc przede mną nadal ciężka praca  i „wnerw”, że to prawie półmetek, a ja dalej w szczerym polu…a przed nami 3 dni na odpoczynek, a może pracę nad sobą?

*

 

TUMI

Nie zawsze łatwe jest bycie walcem drogowym.

*

 

Mamuśka

Ten rok był jednym z najtrudniejszych w moim życiu. Cieszę się, że się kończy. Mimo kryzysu teraz powoli zaczynam postrzegać go jako dar. Darem jest kryzys. Darem jest grupa. I ten czas. Dzisiaj czuję wdzięczność. Nie wiem, co będzie, ale jestem tu i mam nadzieję.

*

 

Motyl

Koktajl emocji. Pustka w głowie. Rozsadza mnie od środka jakaś dziwna, nieujarzmiona energia. Jakby różne skrajne emocje zmiksowane w papkę wlano do mojego brzucha.Jest mi tu fajnie, lubię tu przychodzić, ale jednocześnie jakbym czuła panikę i chciała uciekać. Zmęczenie. Gula w gardle. Nic już nie wiem.Wszystko jest trochę takie, trochę siakie, trochę srakie. Czy mój umysł kiedyś odpocznie? Czy można pojechać na wakacje od własnej głowy?

*

 

Rozamunda

Życie jest piękne

Życie jest okrutne

wszystkie myśli

są, jak ja obłudne.

Ludzie są, a potem ich nie ma

wszystko się w życiu szybko zmienia.

Jak bumerang wracają wspomnienia paniczne

i wszystko staje się mniej apetyczne.

Panika owładnęła wszystkie moje myśli

Nie dostrzegam doznań o charakterze bliskim,

uciekam gdzieś daleko w świat fantastyki,

a tu blisko są ludzie, którym zależy na mej pomyślności

ale nie umiem ich wpuścić w swoje miękkie kości.

Rozum z sercem się spiera,

życie jest pomerdane jak cholera!

Znów jak bumerang wracam do lodu wiecznego.

*

 

P.

Chciałbym, aby zaczął się czas na poświęcenie się terapii. Nie będę rozkojarzony pracą i obowiązkami, które się z tym wiążą. Chciałbym, aby odbiło się to pozytywnie na mnie. Nie odetnę się całkowicie od świata, mam za to nadzieję, że pokój jaki osiągnę będzie mi pomocny i uda mi się skoncentrować na grupie.

Ostatni tydzień, mimo, że nie było mnie na kilku zajęciach oceniam jako pozytywny. Żałuję, że nie uczestniczyłem w nich. Wiem, że grupa skorzystała w tym czasie jak mnie nie było. Zauważyłem, że na prawie półmetku terapii zaczynam obsadzać uczestników terapii w pewnych rolach, i są to: maskotka, obrońca, milczek, przywódca, jest grupa zniechęconych lub nie do końca potrafiących odnaleźć sens swej obecności na terapii.

Cały czas jest mi tu dobrze. Czasami myślę sobie, że tak mogłoby wyglądać moje życie. Praca – terapia – praca – terapia. Albo życie – terapia – życie – terapia. Jednak jest to niemożliwe. To prawie połowa, a już zaczynam się zastanawiać jak będzie za 1,5 miesiąca. Jak sobie będę radził. Czy uda mi się tak łatwo uspokoić i złapać równowagę jaką czuję po wyjściu stąd. Pocieszam się tym, że jeszcze mam trochę czasu, aby zająć się sobą.

Tydzień trzeci

P.

Zaczynam ten tydzień z energią. Nie planuję niczego oprócz tego, że chciałbym być tutaj codziennie.Trudno jest mi sobie wyobrazić dzień bez spotkań, dlatego zadbałem o to, by ostatni weekend zaplanować tak, by nie myśleć o grupie i wypocząć.W ostatnim tygodniu w atmosferę sielanki wkradł się pierwszy konflikt, który postawił nas wszystkich w nowej sytuacji. Po raz pierwszy w grupie zmierzyłem się z uczuciami, które towarzyszą mi na co dzień: brakiem zdecydowania i podążaniem za silniejszym. Poza tym ten trzeci tydzień był wyjątkowo wyczerpujący. Byłem zmęczony praktycznie już od środy do piątku. Nie mogę efektywnie uczestniczyć w terapii gdy jestem tak zmęczony.

*

 

Margo

Minął trzeci tydzień terapii. W grupie zaczynam czuć się bezpiecznie, choć zdecydowanie bardziej wolę słuchać i obserwować niż mówić i czynić. Obie części terapii są dla mnie ważne, jednak zdecydowanie wolę część drugą!!!

Nadal nie wiem, czy to mnie zbliża do celu – czyli zabicia wszechogarniającego mnie bólu egzystencjonalnego!

W podsumowaniu dodam, iż już wiem, że nie chcę być ” kapitanem” i… jestem z tego dumna:-)

*

 

TUMI      

:-( / :-)

*

 

Mamuśka

Trzeci tydzień był trudny, ciężki, rozhuśtany. Po czwartkowo – piątkowej burzy, u mnie spokój. Powoli wpadam w rytm: terapia – zajęcia popołudniowe. Powoli nie chcę mieć inaczej. Coraz bardziej lubię tu być. Lubię Ich:) Mam azyl.

*

 

MOTYL

Sporo emocji w ostatnim tygodniu. Zauważam w sobie większą akceptację dla różnych, nieraz nieprzyjemnych uczuć. Dużo „pary” zeszło ze mnie w weekend i czuję niespodziewany przypływ energii. Tak jakby terapia pomagała porządkować mojemu umysłowi różne zalegające sprawy.

Jest to coś, czego się naprawdę nie spodziewałam. Nie wierzyłam do końca, że coś się we mnie ruszy, zadzieje. A jednak. Czuję się pozytywnie zaskoczona.

Dwa tygodnie terapii za Uczestnikami

M.

„W życiu każdego z nas przychodzi moment, że trzeba podjąć decyzję o rezygnacji z raju”.  Tłuką się po mnie: bezwarunkowa akceptacja, szczęśliwa miłość, bezproblemowe relacje, idealna praca… i inne raje niedoczekane, nieistniejące. A ja chcę do Raju, windą do nieba! Chcę i wiem, że nie mogę chcieć.

*

 

P.

Drugi tydzień za nami. Co dobrego: nie ma już wśród nas osób, które pozostają bierne i nie odzywają się. Zaczyna powstawać więź między nami, bezkonfliktowa i pełna zrozumienia atmosfera. Cały czas mam wrażenie, że terapia jest czymś w rodzaju odpoczynku. Co złego: jeśli ktoś będzie chciał łączyć pracę z terapią, to odradzam stanowczo. Codziennie wracam zmęczony do domu i nie chcę angażować się już w żadne aktywności, chcę tylko spać. Cały czas mam wrażenie, że terapeuci oczekują od nas wygenerowania sytuacji konfliktowej i zmierzenia się z uczuciami negatywnymi.

*

 

Orti

Kolejny wpis na bloga, kolejny raz pustka w głowie a jednocześnie burza myśli. Nie było mnie cały poprzedni tydzień, nie jestem pewien czy z mojej winy. W piątek po kijkach byłem umówiony ze znajomymi na piwo w naszym ulubionym klubie. Dobrze się tam z nimi bawiłem, wypiłem 4 albo 5 piw i około 23:00 trzeba było wracać do domu. Na dworze było zimno, ale ja byłem ciepło ubrany. Nie chciałem czekać na tramwaj jakieś 30 minut, więc stwierdziłem, że wrócę do domu na piechotę. Robiłem tak już wiele razy i nigdy się to źle nie skończyło. Stamtąd do domu mam około godziny drogi na nogach. Wróciłem do domu, normalnie bez przeszkód ale najwyraźniej przeziębiłem się trochę i zachorowałem, co od dawna mi się nie zdarzało.

*

 

Motyl

Po raz kolejny bardzo odczułam brak zajęć w weekend. Terapia powoli zaczyna działać uzależniająco na mnie i czuję, że jest mi potrzebna. Zaczynam wchodzić w kontakt ze sobą i swoimi nietajnymi uczuciami, które na co dzień zagłuszam czym się da… Dwudniowa przerwa od zajęć wywołała falę napięcia, złości, frustracji – niechcianych uczuć. Pojawia się lęk – co będzie, kiedy turnus się skończy? Ale również niepokój o to, jak grupa mnie odbiera? Czy mnie nie odrzuci kiedy pokażę, ile mam w sobie słabości? I w ogóle – do czego to wszystko prowadzi? Co mi to niby daje? Może to jakiś idiotyzm, cała ta terapia? Dużo niepewności, dużo znaków zapytania…

*

 

Margo

Kolejny drugi już tydzień terapii. Ciekawość i oczekiwanie na efekty nie zmalały. Ogólnie jestem przytłoczona ludzkimi dramatami. Wiele z opowiadanych rzeczy nadal nie mieści mi się w głowie i trudno się w tym wszystkim odnaleźć. Czasem czuję, ze moje problemy to „pikuś” i co ja w ogóle robię… ale czuję, że przychodzę tu z przyjemnością, bo bardzo dobrze się czuję wśród tych już bardzo mi bliskich współczłonków grupy terapeutycznej.

*

 

Jestem totalnie wyczerpany energetycznie. W  minionym tygodniu otwierały się w mojej głowie te wszystkie szuflady, ze wspomnieniami i przeżyciami, o których myślałem, że w tych szufladach zamknięte są na zawsze, a  klucze wyrzucone. Jednak te szuflady były co najwyżej zamknięte, ale nie zatrzaśnięte. Sam nie wiem, może te wspomnienia nie miały miejsca, tylko ja tak pamiętam. Może to wszystko, terapia i przeżycia tylko mi się śnią i za chwilę się obudzę, może po prostu zwariowałem i jestem we właściwym miejscu. Mam też pewne odkrycie, oprócz marketingu, rachunkowości, zarządzania, logistyki i towaroznawstwa- są inne kierunki studiów – historia sztuki, kulturoznawstwo.

Wrażenia po pierwszym tygodniu terapii

Freiheit

Moje podejście do terapii grupowej od początku jest neutralne w stronę negatywnego i na razie pod tym względem nic się nie zmienia. Myślę, że muszę dać sobie jeszcze trochę czasu – w końcu minął zaledwie tydzień. Od momentu rozpoczęcia terapii pojawia się we mnie blokada emocjonalna – nic nie jestem w stanie z siebie wyrzucić. Jednocześnie zauważyłam poprawę nastroju. Wynika ona chyba z tego, że oddział dzienny traktuję jako swego rodzaju azyl – jest to dla mnie miejsce odpoczynku od obowiązków i wymagań. Grupa daje mi poczucie bezpieczeństwa, spokoju. Mam nadzieję, że tego nie zniszczę.

*

 

MOTYL

Cieszę się, że weekend się skończył i mogę tu być. Męczy mnie przebywanie w domu i kontakt z wiecznie zmartwioną Mamą. Miałam się wyprowadzać w tym tygodniu jednak się nie udało – właścicielka mieszkania nie potwierdziła podpisania umowy… Jest mi przykro, ale z drugiej strony po tym tygodniu spędzonym na oddziale widzę, że przeprowadzka mogłaby wiązać się ze zbyt dużym obciążeniem. Terapia to duży wysiłek. Dużo większy niż sobie to wyobrażałam. Gdy wracam do domu nie pozostaje mi zbyt wiele energii na inne sprawy. Na dodatkową pracę chyba też nie będzie siły… Zaczynam się przyzwyczajać, że wyobrażenia nijak się mają do zastanej rzeczywistości. Przestaję planować. Co ma być to będzie:)

*

 

Margo

Pierwszy tydzień terapii za mną… Grupa – super! Odczucia – niejednoznaczne: raz mega spokój, innym razem niebotyczny lęk. Jedno czego jestem pewna to to, że chcę wytrwać do końca, bo pierwotnie nie byłam tego taka pewna! Cały czas czekam aż coś się we mnie „zadzieje”, bo na razie to chyba proces adaptacyjny, który wbrew oczekiwaniom odbieram nader (jak na mnie) pozytywnie. Na razie sceptycyzm, co do efektów terapii nie mija…!

*

 

P.

Zaczynam ten tydzień ze zmęczeniem nie tyle fizycznym, co wynikającym z codziennych spraw i obowiązków. Nakręcam się co rano, aby wskoczyć na obroty, które pozwolą mi przebrnąć przez te 5 h pracy i  5 h terapii. Jeszcze chciałbym zająć się czymś, coś zrobić dla siebie lub innych i czuję, że nie mam czasu i sił. W grupie czuję się dobrze. Czas spędzony na terapii odnajduję jako chwile relaksu. Lubię słuchać i odnajdywać w słowach innych własne doświadczenia i przeżycia. To zaskakujące za każdym razem, ile wspólnego mogą mieć ze sobą przypadkowi ludzie. Brakuje mi natomiast kontaktu z osobami, które nie wyrażają jeszcze gotowości do zabierania głosu. Najprzyjemniej słuchało mi się dzisiaj jednej z koleżanek. Znowu okazało się, że moje wyobrażenie na temat drugiego człowieka jest mylne. Nie spodziewałem się, że jej historia tak mocno mnie poruszy i odnajdę w niej tyle pokrewnych wątków.

*

 

YOPAL

Jestem… tu czasami obecny, kiedy indziej zamyślony i zupełnie odcięty. Spoglądam na swoje dotychczasowe życie przez pryzmat problemów całej grupy ludzi, których ledwo co znam… Czy przynosi mi to ulgę? Po chwili namysłu szczerze wątpię. Początkowy, co prawda słaby entuzjazm i nadzieje związane z terapią trochę zaczynają się rozjeżdżać i stopniowo słabnąć. Ale mam nadzieję, że nie odejdę stąd pod byle pretekstem, jak to śpiewa A.Ostrowski.

*

 

Mamuśka

Mam wrażenie, że schodzę wgłąb wspomnień, w korytarze zapomnienia. Spotykam małą dziewczynkę, samotną i coraz bardziej hardą. Nastoletnią dziewczynę zagubioną, silną i nadwrażliwą… Kolaż z życia… filmowe sceny wybranych zdarzeń. Powtarzają się słowa: relacje, zależność, dorosłość, rodzice, opuszczenie… A tak poza tym, to jestem na turnusie.Oglądam filmy, oddycham, jem zupę, chodzę z kijkami… I nie wiem czy mam przerwę od życia czy przerwę na życie.

*

 

TUMI

W tym tygodniu oszczędzam pracy naszej blogerce.

 

Pierwsze refleksje po rozpoczęciu nowego turnusu terapeutycznego

Mamuśka

„KULA ZIEMSKA JEST JEDNAK OKRĄGŁA”

Siedząc naprzeciwko sympatycznej Pani Doktor czułam niedowierzanie i drwiłam sama z siebie. Pani Psychiatra właśnie wypisywała mi skierowanie na dzienny oddział pomocy psychiatrycznej. To był punkt, w którym naprawdę nie chciałam się znaleźć. Całe życie biegłam w przeciwnym kierunku niż moja matka. Matka wariatka. Ona trafiła do szpitala mając 33 lata, ja mam 39. Dałam radę o 6 lat dłużej… Ziemia jest okrągła, jak idziesz w przeciwnym kierunku i tak dojdziesz do punktu, od którego uciekasz.

I tak oto tu jestem. Mając w życiu wszystko czego chcę, czego chciałam, dokonując niezależnych, samodzielnych, zbuntowanych wyborów dotarłam tu, gdzie ona.

Nie daję rady, mam dość, straciłam energię, siłę, zapał do życia, kolory, natchnienie, emocje…

Może się zatrzymam, może przestanę uciekać… od siebie.

*

 

Rozamunda

Z lekka mi ulżyło, bo o ile normalni jesteśmy wszyscy, o tyle wiem, że tylko w takiej grupie jeden drugiego rozumie.

Szkoda, że wszyscy tacy nie są.

*

 

TUMI 

Praktycznie pierwszy dzień za mną. Z terapią łączyłem olbrzymie nadzieje. Wczoraj, wychodząc o 18:30 byłem pewien, że nie przyjdę tutaj już nigdy, że to nie dla mnie. Dzisiaj rano zmobilizowałem wszystkie swoje siły, aby pojawić się na terapii ponownie.

Tyle nowych, obcych ludzi… Jestem przytłoczony…

Kiedy pomyślę, że mam tutaj sięgnąć do najdalszych zakamarków duszy i wyznać to wszystko tutaj, to będzie jak spowiedź życia – jestem przerażony.

Śpię fatalnie – to najlepszy miernik tego jak się czuję.

*

 

P.

Moje zaciekawienie się nie kończy, a raczej zaczyna. Czuję się jak na obozie wypoczynkowym  grupą dobrych znajomych. Nie wiem, czy ten stan przetrwa, kiedy zacznie się właściwa terapia, kiedy zaczniemy pracować. Może będą wtykane pierwsze szpile. Może to uczucie ogólnego zadowolenia pryśnie i zacznę się zastanawiać, czy chcę tu przychodzić. Niemniej jednak czuję się pozytywnie nastawiony i chcę wynieść z tych spotkań jak najwięcej. Chcę naładować, albo raczej podregulować akumulatory na resztę życia. Dostać coś i dać od siebie tyle, ile zdołam. Ale przede wszystkim nastawiony jestem na branie i pracę nad własnymi problemami.

*

 

Margo

Przyszłam na oddział w ogromnym stresie, wystraszona i wyobcowana (jak zawsze),

pełna obaw, jakich ludzi zastanę? Szybko jednak okazało się, że współcierpiący są w porządku, może nie podobni do mnie, ale też nie jakoś „straszni”. Bałam się tych 5 godzin spędzanych na oddziale codziennie, ale jak na razie mijają bardzo szybko, a ja sama znajduję wiele wspólnego w odczuciach wypowiadanych przez współtowarzyszy. Czekam co będzie dalej… z niecierpliwością!

*

 

MOTYL

Zaczyna drugi dzień na oddziale.Czuję się nieprzytomna i rozmyta. Ale jednocześnie pełna nadziei. Mam takie wewnętrzne przekonanie, że to była dobra decyzja. Nawet zaczynam nabierać motywacji do pracy. Pomimo tego, że czuję w środku wypalenie i wyczerpanie, jest jakaś iskierka, jakieś światło w tunelu (który do niedawna był czarny jak smoła).

Ludzie są ok.

Nawet zaczynam nabierać empatii w stosunku do osób z korporacji. A może nawet będę mogła się czegoś od nich nauczyć? Może wyjdę z mojej korpofobii? 😀

*

 

Orti

Wolę napisać cokolwiek niż nie napisać nic, więc jakością tego wpisu postaram się nie przejmować.

Czuję, że uporządkowanie moich myśli trwa zbyt długo na taką formę, ale wolę cokolwiek napisać. Podoba mi się grupa, do której trafiłem. Mam w tej chwili pustkę w głowie, ale jednocześnie niezliczone myśli, które przelatują mi przez umysł zbyt szybko, bym mógł je złapać.

Nie boję się nad sobą pracować, więc chce się uporządkować i „ogarnąć”. Na pewno będę kontynuować terapię, cokolwiek by się stało.

*

 

YOPAL

Dzisiaj drugi dzień grupy, spostrzeżenia całkiem sympatyczne, ciekawi ludzie, różne problemy. Mam nadzieje dla siebie i dla grupy, że wszyscy poradzą sobie chociaż w części z tym, z czym się zmagają.

 

Podsumowanie turnusu terapeutycznego

-Patrycja-

Odczuwam silny niepokój związany z zakończeniem grupy. Zaczęłam odczuwać w końcu złość, ale nie mogę nad nią zapanować. Moje emocje szaleją, raz jestem smutna, chwilę później wesoła. Czuję się gorzej niż przed terapią i boje się zostać z tymi emocjami. Ciężko mi będzie się przyzwyczaić do niespotykania się z grupą.

*

-Y-

To były trzy miesiące ciężkiej pracy. Mam nadzieję, że wykonałem ją dobrze. Jak bardzo się zmieniłem? Jak bardzo zmieniło się moje życie? Wiem jedno, cokolwiek mnie spotka po terapii będę musiał stawić mu czoła. A będą mnie czekały złe i dobre wyzwania. Mam nadzieję że zwyciężę. Muszę żyć i się zmieniać. Muszę walczyć.

*

-A-

To już jest koniec… Ciężkie pożegnanie, ogromna strata. Jak to przeżyć, aby nie bolało? Ten problem jest jeszcze nie rozwiązany… c.d.n. …

*

Przedostatnie wpisy na blogu

-L-

Nie jest u mnie dobrze. W tym tygodniu na sesjach zdarzało mi się czuć irytację i zniecierpliwienie. Nie miałam zupełnie ochoty mówić, wciąż wydaje mi się, że nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Nawet, gdy grupa mnie wyciągnęła, żebym się wypowiedziała, reakcje terapeutów i grupy sprawiły, że czułam się tylko bardziej zagubiona. Jest mi coraz ciężej. Nie wiem, być może jest to część procesu terapeutycznego. Może wynika to z tego, że uwalniam emocje i przestaję udawać. Ale czasu jest coraz mniej, zbliżamy się do końca, a ja boję się, że zostanę z otwartymi ranami i tym bałaganem w głowie, rzucona na głębię życia, pracy, nauki… W tej chwili jestem tak zlękniona, że nie wyobrażam sobie powrotu do pracy. Boję się i nie wiem co robić, by skorzystać z tych ostatnich tygodni terapii. Mój stan psychiczny nie ułatwia niczego, a przecież koniec terapii już tak blisko…

*

-P-

Do końca zostały dwa tygodnie, w związku z czym odczuwam niepokój. Przez ostatni tydzień nie czułam się najlepiej głównie przez bóle głowy i zły humor. W środę prezentowaliśmy układ taneczny dla O., która się wzruszyła i zrobiło mi się bardzo miło. Często o mojej głowie krążą pytania „co dalej po terapii?” Mimo zapisania na terapię indywidualną odczuwam lęk. Obawiam się, że godzinna terapia raz na dwa tygodnie to za mało i zostanę z problemami sama. Oprócz tego terapia stała się rutyną i ciężko mi będzie żyć inaczej, nie spotkać się z grupą w takim gronie i w tej sali.

*

-Kitty-

Przedostatni tydzień przed nami. Za chwilę oddział się skończy i znowu będę musiała przeżyć stratę. Mam wrażenie, że jestem na to gotowa, choć czasami boję się, że ciężko będzie wrócić do zwykłej codzienności. Wiem jedno – zmieniałam się ja, a nie świat wokół mnie, dlatego mam nadzieję, że spojrzenie na niego z zupełnie innej perspektywy okaże się tą właściwą drogą do być może nie szczęścia, ale chociaż do harmonii, spokoju ducha i samoakceptacji.

*

-Y-

To był tydzień bardzo ciężkiej pracy. Bardzo wiele dowiedziałem się o sobie. Wiem co jest moim problemem – pewność siebie. Wiem, z czym muszę pracować, w końcu.

*

-R-

Powoli zbliżamy się do końca terapii. Nadchodzi czas podsumowań, tworzenia swego rodzaju bilansu. Mój bilans jest dodatni. Jestem z tego powodu bardzo zadowolony i sądzę, że do końca terapii jeszcze bardziej zyskam. Bogaci ciągle zyskują, a biednym zabierają chciałoby się powiedzieć o grupie, ale każdy dostał to co zechciał przyjąć. Jest to, uważam, sprawiedliwe. Nauczyłem się brać  mimo że w pierwszych odczuciach mogło to być nie do przyjęcia, ale właśnie na tym polega terapia. Nie wszystko dostałem, o co prosiłem, ale z tego też mogłem wyciągnąć jakąś naukę. Nauczyłem się też bardziej akceptować siebie, a konkretnie swoje emocje. W przeszłości traktowałem je jako przeszkodę, czasami wręcz wroga. W gruncie rzeczy to wielki sojusznik przez życiową wędrówkę, mało tego, to największy przyjaciel człowieka, który nigdy nie zawodzi. Człowiek przez całe życie nosi skarb, o którym nie wie. To wielka satysfakcja w końcu odkryć ten skarb.

*

IX tydzień

-Kitty-

Dawno nie odczuwałam tak wielkiego smutku, bezradności i obojętności. Mam wrażenie, że czuję się gorzej niż przed terapią. Może to naturalny proces terapeutyczny? Z pewnością ma to związek z odejściem kilku członków grupy, w szczególności jednej osoby, która jest mi bardzo bliska. Mimo wszystko, w tym oceanie rozpaczy widzę nadzieję. Przyznałam się przed najbliższą mi osobą, że jestem słaba i dałam sobie szansę na pomoc. Czuję, że to ostatni moment na podjęcie walki lub poddanie się. Myśl o tym, że mogę uwolnić się z tych okowy bólu jest bardzo kusząca. Wiem, że ode mnie zależy czy wybiorę walkę, czy drogę na skróty. Jednak dłużej tak nie wytrzymam. Nie chcę już cierpieć.

*

-Patrycja-

Jak zwykle po dobrym humorze w poniedziałek pojawił się dół. Myśli samobójcze pogłębiły się do tego stopnia, że wpadłam w histerię i musiałam powiedzieć Mamie o moich myślach. Bardzo mi przykro , że A. już nie ma z nami, ale wiem, że będziemy się spotykać na FB- sama to proponowała. Czuję, że leki nie działają, a przynajmniej, że zmniejszyła się ich skuteczność. Dobrze, że w środę było święto, bo nie dałabym rady przyjść na terapię, ani zajęcia. Mam wrażenie że powiedziałam już wszystko, co mogłam na terapii, ale to wciąż za mało, oprócz tego w piątek grupa zatańczyła dla mnie układ taneczny, dzięki któremu zrozumiałam swój obrazek. Moja apatia powinna przerodzić się w złość, której nie odczuwam. Teraz szukam sposobu jak tego dokonać.

*

-Y-

Z terapii odeszła bardzo bliska mi osoba. Jest mi bardzo ciężko. Odczuwam smutek i niepokój. Za dużo się zamartwiam….

*

-A-

Żegnam kolejną osobę… strata, ale również zysk dla mnie… Wybaczenie… niby takie proste, ale jakże trudne!

*

-Liliana-

Kolejna osoba odeszła z terapii, czujemy pustkę i brak… kolejne pożegnanie. Za mną bardzo ciężki tydzień. Mój nastrój był beznadziejny już od końca poprzedniego tygodnia. Było na tyle źle, że terapeuci umówili mnie na indywidualną konsultację i zalecili dodatkową wizytę u Pana doktora. Dzięki temu, jak i dzięki terapii zrozumiałam, że mój stan może wynikać z tego, że zaczynam łączyć się z emocjami, które przez lata odrzucałam i ukrywałam za fasadą poukładanej, uśmiechniętej dziewczyny. Liczyłam, że Pan doktor zmieni mi leki, żebym poczuła się lepiej, ale wg Niego potrzebuję to przeżyć, a nie zakrywać lekami. Myślę, że ma rację, ale jednocześnie jest mi bardzo ciężko i czasami mam tego wszystkiego dosyć. Liczę jednak, że ten zwał emocji który odkrywam na terapii , prowadzi ostatecznie do poprawy i ważnych odkryć na temat życia i mnie samej. Bardzo wiele pozytywnych emocji dały mi popołudniowe zajęcia w piątek, kiedy grałam ważną i trudną rolę w scence odgrywanej dla koleżanki. Czułam, że podołam wyzwaniu zagrania tej roli mimo, że nie czuje się pewna siebie. Koleżance bardzo podobała się scenka, co dało wiele radości.

*

-R-

Ubiegły tydzień był bardzo ciężki dla mnie, głownie z powodu odejścia kolejnej osoby. Zrobiła to w sposób zupełnie niespodziewany. Wzbudziło to we mnie bardzo silne emocje. Trudno mi pogodzić się z tym, że ktoś nie dotrzymuje słowa. Płynie z tego smutne doświadczenie, że lepiej nie ufać ludziom, ponieważ potem jest się wyśmianym, wyszydzonym, potępionym, niezrozumianym. Zaangażowałem się emocjonalnie w tą relację, poświęciłem sporo czasu, aby pomóc, sporo też otrzymałem, ale w tej sytuacji odejścia wiele poszło na marne. Czuję się opuszczony, zlekceważony. Dobrze, że nie zaangażowałem się tak w inne relację w grupie. Po prostu nie warto. Lepiej nie być tu człowiekiem. Po prostu porażka. Dobrze że poza grupą idzie mi coraz lepiej. Mi terapia pomaga, bo jestem zdeterminowany, by jak najwięcej skorzystać z niej. Odnoszę wrażenie, że jestem w tym osamotniony, chociaż część osób z grupy poczyniła pewne postępy.

*