Katharsis | Aktualności | Katharsis
20189
blog,ajax_fade,page_not_loaded,boxed,,wpb-js-composer js-comp-ver-4.3.4,vc_responsive

Katharsis

Piąty tydzień

– Y –

Zacząłem się otwierać. Czuję akceptację grupy. Bóle głowy i koszmary ustąpiły. Wydaje mi się, że wszystkie dolegliwości które pojawiły się na terapii były efektem tłumienia emocji. Więc może lepiej ich nie zwalczać i zacząć być sobą.?…

Ps. Dostałem czekoladę, CD i mnóstwo przytulasów  😉

*

– Kitty –

Zaczynam godzić się ze stratą, doceniać osoby, które przy mnie zostały wtedy, kiedy najbardziej potrzebowałam wsparcia. Dociera do mnie, że nie muszę udawać kogoś innego niż jestem by kogoś przy sobie zatrzymać. Jeśli komuś będzie na nie zależeć, to będzie przy mnie nawet wtedy kiedy będę miała ochotę akurat pomilczeć. Zdarzają się dni, kiedy przeraża mnie moje szczęście, bo nie przyzwyczaiłam się do takiej ilości pozytywnych emocji. Nie czuje się wtedy do końca sobą, choć dążę do tego by przywyknąć do tego szczęścia bo czuję się w tedy silniejsza. Niestety po taki „wzlocie” upadek boli jeszcze bardziej. Czarne myśli jeszcze bardziej dołują, strach paraliżuje mocniej. Ale wiem, że jak będę się im sprzeciwiać to z czasem moje myślenie będzie je automatycznie zwalczać. Przynajmniej mam taką nadzieję…. W minionym tygodniu były dni, kiedy nie miałam siły wstać z łóżka i pozwoliłam sobie na płacz. Pozwoliłam sobie również na złość, z czym nie do końca dobrze się czuję, ale musze się z nią na pewno oswoić. Czytam coraz więcej książek, co pozwala mi pracować z wyobraźnią, może przez to mam sny, które mam wrażenie, że nigdy się nie kończą. Jestem coraz bardziej ciekawa siebie, ludzi, świata i to zdobywanie wiedzy sprawia, że czuję się coraz bogatsza i coraz spokojniejsza.

*

– A –

Minęło 5 tygodni. W grupie czuję się lepiej, chociaż nie mam nic do powiedzenia. Nie ma to pewnie związku z terapią, tylko z tym że po prostu przestałam się starać i to na każdym froncie. Dodatkowo wróciły problemy, które myślałam że mam już za sobą. Problemy, przez które jeszcze bardziej czuję się samotna.

*

– A-

Jestem spokojniejsza.. uczę się stawiać granicę, wyrażać złość jest to coś nowego… Obserwuje reakcje innych na moje zachowanie i o dziwo jestem zrozumiana i akceptowana.

*

– L –

W tym tygodniu, zresztą również  w poprzednich, pojawiło się na grupie bardzo wiele emocji. Niektóre osoby się otworzyły, ale doszło również do poważnej kłótni. Dla mnie ten tydzień był bardzo ciężki. Miałam obniżony nastrój i wiele złych myśli, co przeniosło się również na grupę.  Na początku tygodnia z goryczą się wycofałam, ale później nastąpił przełom. Zdałam sobie sprawę ze swojego mechanizmu obronnego i mimo że było to trudne, zmieniłam wtedy spojrzenie na swoje problemy. Bardzo wiele dała mi też filmoterapia, po której terapeutka zwróciła naszą uwagę na to że nasze zaburzenia powstają w jakimś celu i na pewnym etapie są potrzebne, by przetrwać. Dało mi to do myślenia i tydzień skończyłam z nadal obniżonym nastrojem, ale też z nadzieją…

Aha i o zupach… Nadal są dobre

*

– R –

Jestem bardzo zaniepokojony dzisiejszą nieobecnością pewnej osoby, której nie było przez cztery dni w zeszłym tygodniu. W prawdzie była w piątek i wyglądała na wypoczętą , chociaż mówiła że jest trochę zmęczona. W chwili obecnej wystarczy jedna nieobecność, by wypadła z grupy. Z trudem znosiłem jej brak w zeszły tygodniu i perspektywa jej braku przez być może większość mojej terapii wydaje się nie do zniesienia dla mnie. Grupa bez tej osoby popada w defetyzm. Brakuje pozytywnej energii tej osoby, jej spontanicznej reakcji, jej empatii. Grupa jest bez niej jak ptak z podciętymi skrzydłami. To byłaby ogromna strata dla grupy, której nie da się niczym zrekompensować.

*

– Lusia Frusia –

Początek tygodnia zaczęłam mało optymistycznie nie czując zbytnio postępu terapii. Kilka osób również mówiło, że czuję się podobnie. Ja czułam się zła na terapeutów i na siebie. Na terapeutów za to, że pozwalają utkwić terapii w martwym punkcie i nie robią nic, co mogłabym nazwać skuteczną pomocą. W połowie tygodnia jednak odczułam przełom. Po zwierzeniach pewnej osoby otwarły mi  się oczy. Dosłownie było to dla mnie jak grom z jasnego nieba, jakieś olśnienie, w końcu jakieś obiecujące światło na tej drodze. Zastanowiłam się nad sobą i zrozumiałam, jak bardzo zepsuty mam obraz samej siebie i jak złe mam o sobie zdanie, przez co źle rozumiem rzeczywistość i źle interpretuje zamiary innych ludzi wobec mnie.  Zrozumiałam w końcu, jak bardzo się co do siebie mylę. Przez konflikt jaki wyniknął pod koniec tygodnia zauważyłam, że pewne osoby z grupy również mają problem w postrzeganiu rzeczywistości i jak skrajnie różny jest odbiór tej samej sytuacji. Pojawiły się łzy, krew, krzyki, agresja, panika, a nawet groźby. Teraz już rozumiem, co oznacza pojęcie dynamicznej terapii i może między innymi, że są osoby w grupie które jak dynamit potrafią wybuchnąć i obrócić wszystko w popiół. Były chwile kiedy się bałam, ale też chwile kiedy było mi przykro  czułam się niezrozumiana, ale też chwile w których byłam wściekła. Cieszy mnie trochę fakt, że nie tylko ja mam problem z cięciem się w grupie. Chyba w pewnym sensie  dodało mi to otuchy i poczułam się mniejszym dziwolągiem. Są chwile, kiedy przez to, o czymś ktoś opowiada czuję z tą osobą jakąś większą więź i mam ochotę dosłownie przytulić ja i opowiedzieć jej jak bardzo dobrze ja rozumiem to z czym się zmaga bo ja też tak mam.  Bardzo podobał mi się piątek , przypomniały mi się trochę  stare dobre czasy, beztroskie, czułam się dzieckiem, który po prostu cieszy się, że pobawi się ze znajomymi w podchody. Czuję że coraz bardziej zżywam się z grupą i często łapie się na tym że myślę o wszystkich w czasie wolnym od terapii.

*

– Eczevery –

Dni przynoszą nowe historie i konflikty, jak zawsze także i tu dopadło mnie poczucie zmęczenia, życiem, terapią, wszystkim. Być może tak naprawdę to zawód, konfrontacja powstałej w mojej głowie projekcji z rzeczywistością, jednak odczuwam ją jako zmęczenie, i chcę odpocząć. Szczęśliwie (lub wręcz odwrotnie) dosięgła mnie choroba, zwykłe przeziębienie tak popularne o tej porze roku. Pobyt w domu pozwolił mi nabrać odrobiny dystansu w domu, przemyślałem moją aktywność na grupie, wyciągnąłem wnioski z wszystkiego, czego się tu o sobie dowiedziałem. Niestety mimo to nie poczułem się lepiej. Nie wiem kim jestem, czuje się zagubiony i rozbity to poczucie narasta we mnie od początku terapii i zaczynam mieć go już serdecznie dosyć.

Podsumowanie pierwszego miesiąca terapii

– KITTY –

Przez ostatni miesiąc nauczyłam się bardzo dużo o sobie. Dostrzegam w końcu światełko w tunelu, który myślałam, że nigdy się nie skończy. Jednak ostatni tydzień dosyć mocno dał mi się we znaki i doszłam do konstruktywnego wniosku, że w pomaganiu innym nie można także zapominać o sobie. Pomoc innym daje mi siłę, ale jednocześnie powoduje niekiedy zaniedbanie swoich potrzeb i emocji. Dlatego cieszę się, że mam jeszcze prawie dwa miesiące na znalezienie złotego środka harmonii, by żyć nie tylko dla innych, ale przede wszystkim dla siebie.

*

– Y –

Ten tydzień był dla mnie bardzo ciężki. Podczas terapii zaczęły pojawiać się we mnie bardzo silne emocje, z którymi nie byłem w stanie sobie poradzić.  Tłumienie nie  pomogło. Muszę zacząć ciężko nad sobą pracować i zacząć się otwierać.

Ps. Dostałem czekoladę;-)

*

– J –

Tydzień minął dość intensywnie. Wiele mam przemyśleń, wiadomo jak to ze zmianami, nie wiem jak za to się zabrać. Jestem ciekawa dalszej terapii.

*

– A –

Złość, jak to wyrazić żeby nie bolało…

*

– Lusia Frusia –

Zeszły tydzień niestety chodziłam w kratkę i dziś odczułam, że nie jestem na bieżąco z tematami w grupie. Jeśli chodzi o mój nastrój to bardzo szybko się zmienia, nadal przeważa smutek. Ten smutek porównałabym do ciemności. Czuję że mnie zalewa, przytłacza i chociaż trwa chwilę to podcina skutecznie skrzydła. Od jakiegoś czasu podejrzewam że coś złego i bardzo dla mnie niepokojącego dzieje się w mojej głowie. Nie mam tu na myśli depresji ani bordenline. Boję się, że to może być coś gorszego niż to co już znam jako diagnozę. Cały czas to czuję, to ogólne rozdygotanie i niepokój. Ten świdrujący tępy ucisk w głowie jakby zatrucie umysłu, ponieważ w środku wszystko zlewa się w całość a ta całość zdecydowanie mnie przerasta. Nie mogę spać w nocy, budzę się po 4 razy i wstaje coś zjeść, później włączam tv, żeby znów jakoś zmulić się do snu. Śpię dużo w ciągu dnia, więc chyba w pewnym sennie odsypiam. Lubię spać, ponieważ to jedyny stan, w którym czuje tak cudowną ulgę od tego męczącego uczucia w głowie. Moje myśli bardzo mnie niepokoją, często sama się ich boję wszystko jest takie nagłe i totalnie wyrwane z kontekstu. Problemy z pamięcią i koncentracją to codzienność, wszystko ucieka mi jakoś przez palce, jest takie ulotne i chwilowe jakby nic nie znaczyło, a przecież znaczy bardzo wiele.  Stresuje się zmianą dawek leków i wprowadzeniem nowych. Znów na jedno pomogą na drugie zaszkodzą, ale chyba już wole fizyczny ból od tego psychicznego. Znów ta świadomość, że chyba już nie potrafię funkcjonować bez nich  i co jeśli mój organizm tak szybko będzie się przyzwyczajał, że w końcu skończą się możliwości. Z optymistycznych rzeczy w środę spędziłam wyjątkowo dobry dzień i postaram się ze wszystkich sił tego nie zapomnieć. Ale ten potwór w głowie zabiera mi wszystko co mnie cieszy. Do tego te sny tak realne i rzeczywiste, że ciężko mi odróżnić co jest snem a co rzeczywistością. Bardzo to męczy i czuje, że przez to moje złe samopoczucie rano. Grupa interpretuje mój uśmiech jako że wszystko jest ok, ale w środku totalnie się rozpadam. Znów paraliżuje mnie lęk i gdyby  nie mój chłopak dotarcie na terapie byłoby chyba niemożliwe. Co do samej terapii nie czuję żeby działała, wciąż jestem w tym samym punkcie co kilka lat wstecz, ale oczy którymi patrzę zgubiły swój blask gdzieś..

*

– L –

W tym tygodniu czułam się znacznie spokojniejsza. Nie wiem czy to kwestia odstawienia jednego z leku, czy po prostu oswajam się z grupą. Cały tydzień czułam się dość dobrze i udało mi się trochę otworzyć. Zaczęłam nie tylko odpowiadać na pytania grupy, ale też mówić sama z siebie i odnosić się do wypowiedzi innych. Z jednej strony czuję że to dobry kierunek, a z drugiej bardzo nie podoba się to mojemu wewnętrznemu krytykowi, który nakazuje mi siedzieć cicho, nie wychodzić przed szereg i nie zajmować przestrzeni. Mimo to czuję, że dzięki większej otwartości jestem na grupie też bardziej uważna, więcej wnoszę z sesji, z wypowiedzi terapeutów i historii innych członków grupy. Nie zmienia to jednak faktu, że część mnie czuje się z tym źle i chce znów się wycofać w bezpieczne milczenie. Naprawdę dobre są te zupy.  Nie mogę  przestać oceniać siebie negatywnie na każdy kroku. Czyje presję bo skoro otwarcie się powoduje że więcej wynoszę z sesji to trwanie w milczeniu coś mi odbiera. Nadal niestety łatwiej jest mi uciekać w milczenie.

*

– Eczevery –

Z każdym kolejnym dniem,  coraz bardziej czuję, że Terapia zaczyna przynosić skutki, poznaje siebie z nowej strony i zaczynam rozumieć swoje problemy. Dzięki analizie mojej przeszłości dowiedziałem się, że odrzucenie złości w dzieciństwie było błędem, zamknąłem się na uczucia próbując zbytnio je kontrolować. Być może to wieczne tłumienie emocji zabiera mi sile do działania sprawiając, że nie radze sobie z życiem, a być może problem leży gdzie indziej. Niezależnie od tego jestem zadowolony z terapii, mam wrażenie, że w końcu, po wielu latach zrobiłem tak potrzebny krok, krok w głąb siebie pozwalający zrozumieć machinę mojego jestestwa i choć wiem, że droga do tego daleka, uwierzyłem, ze jestem wstanie ją naprawić.

Refleksje po trzecim tygodniu terapii

-R-

W zeszłym tygodniu i dziś byliśmy słuchaczami czterech głęboko poruszających historii. W czasie słuchania ogarniało mnie, z jednej strony przygnębienie ze względu na ogrom bólu związany z tymi historiami, ale z drugiej strony nadzieja, że można sobie z tym jakoś poradzić. Na razie może nie wiadomo jak, ale czas i wielość perspektyw w grupie może w tym pomóc. Naprawdę chcę wierzyć, że tak można i że tak się stanie. „Wiara czyni cuda” i ja wierzę w cuda i chcę zarazić tą wiarą. Może to brzmi  naiwnie, ale nie boje się krytyki z tego powodu.

*

-Y-

To był dla mnie bardzo ciężki i trudny tydzień. Zacząłem się otwierać…

PS. Drugi raz w życiu dostałem książkę, poczułem się wyjątkowy ☺

*

-J-

Refleksja moja jest taka, że czuję pustkę i depresję. Dużo przede mną i nie wiem jak dalej. Chyba czas na leki. Cieszę się jednak, że koleżanka z naprzeciwka się odezwała i opowiedziała o sobie, a tym samym widzę, że jej lepiej. Ja czuję, że stoję w miejscu, a może powinnam już zacząć żegnać się ze stratą jakąś w sobie. Chcę być kobietą!

*

-A-

Od zeszłego tygodnia nic się nie zmieniło. Cieszę się tylko, że coraz więcej  osób ma odwagę mówić o swoich przeżyciach i emocjach. Mam nadzieję, że jako grupa zdołamy im pomóc.

*

-Lusia Fusia-

Jestem dumna z Siebie, że wytrzymałam cały tydzień bez nieobecności. Ciężko mi uwierzyć w to, że ja naprawdę dałam sobie radę. To  mój jakiś mały sukces.. Chyba jedyny ostatnimi czasy. Atmosfera w grupie była raczej okey, poza małymi konfliktami. Czuje, że pod względem otwierania się stanęłam w miejscu, bo to o czym mówię na grupie nie przynosi mi ani ulgi ani ukojenia tej gonitwy myśli w głowie. Wciąż czuję się niezrozumiana ze swoim lękiem, który skutecznie uśmierca we mnie tą fajna osobę, którą kiedyś byłam, a dziś już nie umiem być. Płacz na psychoterapii również nie pomógł, poczułam też brak wsparcia ze strony terapeutów w chwili kiedy bardzo potrzebowałam od nich jakiejś pomocy. Czasem czuję, że grupa więcej wynosi z terapii niż ja, że dla nich jeszcze jest jakieś światełko, że ja już nigdy się nie naprawię. Czuję, że leki przestają działać, znów wraca ból, niepokój, panika, lęk, gonitwy myśli i problemy ze snem, ale także poczucie bycia bezwartościową, zepsutą, beznadziejną i bardzo problematyczną i trudną w relacjach osobą. Pojawiły się myśli o śmierci w chwilach zdenerwowania, większa płaczliwość, drażliwość, czuje że wraca autoagresja. Nigdzie nie czuję się bezpiecznie, nie wiem już kim jestem i czego ja właściwie chce i czy w ogóle czegokolwiek jeszcze chce. Chwytam się resztek nadziei na cokolwiek, na chociaż małą poprawę i ukojenie tego pokruszonego szkła jakie czuję w głowie codziennie i bez przerwy. Tego okropnego uczucia nie da się opisać to trzeba poczuć, tak bardzo się boję…

*

-Kitty-

Z jednej strony czuje olbrzymi spokój, który przeważnie zwiastował prawdziwą burzę emocji-leku, strachu, wstydu, jednak mam nadzieję, że tym razem jest on początkiem czegoś dobrego. Z drugiej strony nie mogę czuć nic innego od złości do wszystkich bestii, które krzywdzą mnie i ludzi wokół mnie. Dlaczego niektórzy szerzą zło, a inni słabsi je przyjmują? Jak ustrzec się przed tym atakiem, lękiem, strachem, odrzuceniem? Znalezienie odpowiedzi na to pytanie da ukojenie nie tylko mnie ale z pewnością także każdemu w grupie, która coraz bardziej się otwiera na przyjmowanie pomocy od siebie nawzajem.

*

-Eczevery-

Kolejny tydzień pozwolił grupie zgrać się jeszcze lepiej, zaczynamy znać swoje wady i zalety, wiemy w jaki sposób zwracać się do poszczególnych osób. Zapanował spokój, pozorna stagnacja, jednak mylą się ci, którzy myślą, że nic ona nie wnosi, to dzięki niej bardziej nieśmiałe osoby zaczynają się otwierać. Jest coś magicznego w słuchaniu o problemach, przeżyciach i utrapieniach innych. Zaczyna się od zwykłej ciekawości, a kończymy zastanawiając się nad sobą… Być może to tu leży siła terapii.

Tydzień drugi

-R.-

„Członkowie grupy powoli przyzwyczajają się do siebie. Uczą się wzajemnych odmienności, reagowania na nie i redukowania stresu z tym związanego. Grupa ma bardzo duży potencjał, by jak najwięcej osób biorących w niej udział mogło poprawić na stałe swoje samopoczucie. Różnorodność grupy, w sensie brak jej homogeniczności, która na początku postrzegana była jako przeszkoda we współpracy, jest dużą szansą na spojrzenie na omawiane tematy z wielu perspektyw. W grupie rośnie przekonanie, że proces uzdrawiania, mimo trudności w czasie jego trwania, może okazać się bardzo owocny.”

*

-Kitty-

„Kolejny tydzień terapii za nami, jednak nie jest tak kolorowo jak na początku. Mam dużo wątpliwości i codziennie walczę  jednak nie wiem, jak długo zdołam się przed nimi bronić.”

*

-LusiaFusia-

„Zeszły tydzień był pełen emocji. Przez zamieszanie w grupie, przez dojście nowych osób czułam się nieswojo. Cieszy mnie to, że z kilkoma osobami w grupie czuję silniejszą relację. Przez moją nieobecność grupa bardzo martwiła się o mnie i bardzo mile zaskoczyła mnie reakcja trzech osób na mój powrót. Poczułam się dla nich ważna i, że odczuli mój brak, przez co wyciągnęłam wniosek, że jestem im potrzebna.

Przez kilka dni panowała w grupie bardzo spięta atmosfera przez dominującą osobę odstającą wg mnie od grupy.

Przez reakcję dwóch osób, jaką był krzyk, płacz i atak lęku czułam się źle i niekomfortowo. Czułam złość wobec tej osoby oraz złość i rozczarowanie w stosunku do tych osób za brak reakcji i opieki terapeutycznej.

Kiedy ktoś w grupie płakał, miałam ochotę przytulić tę osobę i w jakiś sposób jej pomóc, bo sama będąc w takim stanie właśnie tego bym oczekiwała. Po historiach jakie usłyszałam, poczułam się z jednej strony lepiej, że nie tylko ja doświadczyłam takich smutnych i trudnych przeżyć. Z drugiej strony przez to, że sama mam skrajne emocje łatwo mi nawet nieświadomie wchłaniać problemy grupy, co zauważyłam odzwierciedla mi się w snach oraz odbija się na zdrowiu Cały czas mam chwilę zwątpień, głównie przez brak wskazówek od terapeutów oraz przez moje nasilone w ostatnim czasie lęki.

Mam nadzieję, że to wszystko ma jednak jakiś głębszy sens i, że ten tydzień będzie lepszy.”

*

-A-

„Rozpiera mnie złość na siebie, ludzi na świat…

Co z tym zrobić, jak wyrazić?

Czy nadal będą ludzie wokół mnie?

Czy znowu zostanę sama?”

*

-A.-

„Drugi tydzień.

Więcej ludzi, więcej emocji, więcej problemów, więcej wszystkiego, a u mnie wciąż mało i narastające pytanie- czy to się kiedyś zmieni?”

*

-Y-

„To był dla mnie bardzo ciężki tydzień…

PS. Pierwszy raz w życiu dostałem książkę :)”

*

-Cholito-

„Na oddziale tak wiele rzeczy się dzieje, że mam problem, żeby to wszystko ogarnąć rozumem i sercem. Staram się w miarę na bieżąco mówić na grupie o moich uczuciach i spostrzeżeniach, które często są inne niż większości uczestników. Czuję się inna , zbuntowana, niepokorna, roszczeniowa, drobiazgowa i nieprzystosowana do bycia w grupie. Mam duże wątpliwości,  czy to co mówię ma znaczenie, czy jest prawdziwe. Zastanawiam się, czy nie przesadzam z oczekiwaniami, czy nie upieram się za bardzo przy tworzeniu „idealnej przestrzeni terapeutycznej” – pełnej empatii, wsparcia, porozumienia duchowego, ale też konstruktywnej krytyki. Wiem, że nie ma ideałów, jednak czy naszym zadaniem nie jest dążenie do nich?

W kwestii oddziału myślę, że jest to tym bardziej ważne, by działać i starać się stworzyć najbardziej optymalną i bezpieczną przestrzeń do leczenia swoich zranień i budowania poczucia własnej wartości.

Na ten moment nie czuję się bezpiecznie na oddziale. Są rzeczy i osoby które skrajnie mnie przerażają i irytują. Po głowie chodzi myśl, żeby dać sobie spokój i odejść. Zostawić terapię i poszukać dla siebie innej drogi. Na razie to są myśli bez konkretnego zamiaru ich realizacji. Dałam sobie i grupie czas, by zobaczyć co będzie, czy uda mi się znaleźć miejsce dla całej siebie tzn. swoich zranień, wartości, nastrojów, emocji, traum, pasji, energii i silnej osobowości.

Pozostaje nadzieja, że nie wszystko jest stracone.”

*

-Eczevery-

„Pozytywnie nastawiony przyszedłem w poniedziałek, jak zapowiadano wcześniej doszły do nas jeszcze 3 nowe osoby. Wizja z pierwszego dnia była oczywiście zbyt piękna aby mogła być w pełni prawdziwa. Jedna z nowych twarzy od razu wzbudziła moje obawy, „osoba S”, nazwana tak przeze mnie z powodu częstego wspominania o strachu jaki jest jej problemem, przewróciła cala grupę do góry nogami. Nie przypuszczałem, że spokój panujący w sali da się tak łatwo i definitywnie zburzyć. Rozmowy przybrały bardziej agresywny ton, napięcia i leki uwydatniły się. Sytuacja ta utrzymała się aż do środy, sam w tym czasie niejednokrotnie dałem się ponieść swojemu największemu wrogowi: ZŁOŚCI. Wałczyłem z nią dzielnie, by nie wybuchnąć, nie krzyczeć. Znam ja zbyt dobrze, wiem ile krzywdy mogłaby wyrządzić, co wrażliwszym współgrupowiczom. Jednak mimo starań parę razy pozwoliłem sobie na komentarz nie na miejscu, co gorsza owa tłumiona złość przeniknęła do mojego życia poza terapia powodując tam nieco zamieszania. Z tego powodu między czwartkiem a piątkiem przeżyłem mały kryzys, jednak ostatecznie wróciłem do siebie i mojego optymizmu, a grupa? Grupa podobnie do mnie uspokaja się i stabilizuje w swoim stanie równowagi, widać że uczestnicy łącznie ze mną odzyskują wiarę w terapie, co więcej wiele osób dzięki wspólnym rozważaniom przedefiniowała swoją wizję terapii. W moim przypadku pomimo tego, co podpowiadała mi złość, chcę wierzyć, że nawet tak wywrotowe elementy jak osoba S znajdą tu swoje miejsce, a my nauczymy się współpracować z nimi. Warto jednak zaznaczyć, że mimo pogorszenia atmosfery udało mi się choć trochę otworzyć i znaleźć zrozumienie dla swoich problemów.”

*

Początek nowego turnusu terapeutycznego

-A-

„Minął pierwszy tydzień oddziału. Od 4 września przychodziłam codziennie i starałam się znaleźć dla siebie miejsce w grupie. Do tego celu jeszcze daleka droga, ale myślę, że z dnia na dzień będę się tu lepiej odnajdywać. Na razie łatwiej mi rozmawiać z członkami grupy przed zajęciami lub w przerwie niż zabrać głos na psychoterapii, ale mam nadzieję, że i na to przyjdzie czas.”

*

-Y-

„Nie sądziłem, że spotkam tyle sympatycznych osób. Jest miła, przyjacielska atmosfera.

Mam nadzieję ze terapia pomoże mi w życiu.”

*

-KITTY-

„Pierwszy tydzień za nami. Pierwszy lęk, niepewność, strach zostały przełamane. Jeszcze za wcześnie, by pozbyć się tych negatywnych emocji całkowicie, jednak mam wrażenie, że z każdym dniem stają się one o wiele mniej istotne, przestaję nadmiernie zwracać na nie uwagę i niepotrzebnie tracić na nie energię.

Nadal muszę zmierzyć się z wieloma ciężkimi przeżyciami i doświadczeniami, jednak nie mogę doczekać się ulgi, którą poczuję po zderzeniu się z nimi.”

*

-CHOLITO-

„Jestem na oddziale tydzień i mam dość mówienia. Nie mam chęci pisać, co się działo na grupie, jakie myśli i emocje mi towarzyszyły. To co ważne zostało wypowiedziane i przeżyte na terapii. To wystarczy.”

*

-A-

„Napięcie, stres, strach, ból głowy, karku, brzucha.. wszystko powoli wraca… Ale jest inaczej…  Już nie jestem sama!”

*

-RAFAŁ-

„Pierwszego dnia czułem się zagubiony i przytłoczony. Powodem zagubienia było dołączenie do grupy tydzień po rozpoczęciu turnusu. W związku z tym musiałem nadrobić zaległości z tym związane. Drugim powodem zagubienia jest słaba organizacja administracyjna, brak jest sformalizowanych, zapisanych reguł i zasad, które należy przestrzegać, co budzi podejrzenie o swobodną interpretację i arbitralność personelu ośrodka – panuje zbyt duża improwizacja w tym zakresie. Zwiększa to niepokój, czyli coś, co powinno być zmniejszone w czasie trwania terapii. W pewnym sensie pierwszy dzień to krok w tył w kierunku uzdrowienia. Mam nadzieję, że to jest pierwszy i ostatni krok w tył w czasie trwania terapii związany z bałaganem, który może zdarzyć się w początkowym okresie każdego rodzaju zajęć. Przytłoczenie wynika z energii innych członków grupy i dużej ilości informacji organizacyjnej.”

*

-I-

„ Od 4 września jestem na grupie terapeutycznej z kilkoma młodymi osobami. Po tygodniu terapii zaczęłam zastanawiać się nad sobą. Niesie to trochę napięć i, czego się nie spodziewałam, grupa składa się z obecnie 12 osób, gdzie każdy z nich jest zupełnie inny. Myślę, że czas ten uczy mnie przyglądania się sobie, relacji z ludźmi i cierpliwości i tolerancji. Póki co lubię tu przychodzić. Jestem bardzo ciekawa siebie z każdym tygodniem.”

*

-Eczevery-

„Pierwszy dzień był dla mnie pozytywnym zaskoczeniem, nastraszony przez psychologów spodziewałem się grupy złożonej z osób opóźnionych intelektualnie lub dotkniętych nerwicą natręctw. Jakże wielką ulgę poczułem, rozmawiając z inteligentnymi, wrażliwymi (choć czasem aż nazbyt) ludźmi, których mniej lub bardziej zwyczajnie przytłoczyło życie, którzy przeszli wiele, ale zamiast załamać się kompletnie, postanowili doprowadzić się do ładu. Bylem tu nowy, gdyż zacząłem od piątku, dlatego też postanowiłem przed wszystkim słuchać i nie wtrącać się w sprawy, o których nie mam pojęcia. Panująca w niewielkiej salce numer 107 atmosfera delikatności i zrozumienia powoli mi się udzieliła, sprawiając, że nabrałem ochoty, aby podzielić się moimi problemami z poznanymi tu osobami. Wcześniej bałem się, że będę zmuszał się do wyznań, bo tak trzeba, jednak to ciepłe poczucie, że ci ludzie zrozumieją moje rozterki, że mnie nie potępia i nie wyśmieją, uwolniło mnie od owego strachu. Rozmowa biegła jednak takim torem, że nie starczyło mi na to czasu. Po zakończonej terapii udaliśmy się na stołówkę, gdzie przy smacznej a przede wszystkim darmowej zupie, pochłonęły mnie rozmowy na zwykle, luźne tematy. Jak mawiała moja babcia, ciasto nie może być za słodkie i trzeba je doprawić odrobina goryczy, którą dla mnie były zajęcia z nordic walking.”

Ostatnie wpisy – podsumowanie XXIII turnusu terapeutycznego

Aleksandra

Ostatni tydzień terapii… Z każdą chwilą jesteśmy coraz bliżej końca, który budzi we mnie odrobinę niepokoju, smutku i podekscytowania zarazem.

Czuję, że te trzy miesiące dużo wniosły w moje życie – przede wszystkim świadomość siebie. Bywały dni, kiedy wyłączałam się z rozmowy i zatapiałam w swoim świecie wyobrażeń niezwiązanych z grupą, bywały dni, kiedy prowadziłam ożywione dyskusje bywały dni gdy mi się chciało i takie, gdzie prawie zasypiałam. Wszystkie jednak uznaję za wartościowe.

Jeżeli czytając tego bloga, stoisz przed wyborem – zgłosić się czy nie – zrób to. Możesz tylko zyskać. :) (bądź stracić zafałszowany obraz siebie i świata).

*

BLACK

ostatni tydzień, ostatni wpis na blogu. zamiast różowego długopisu, mam klasyczny, czarny. cały weekend zastanawiałam się, co zawrzeć w dzisiejszym wpisie. spisywałam myśli, analizowałam całe 3 miesiące mojej pracy, denerwowałam się, gubiłam wątki, stresowałam się, dochodziłam do dziwnych wniosków… i nadal nie wiem co napisać, by miało to ręce i nogi.

czego się nauczyłam? tego, że lepiej jest nigdy nie zaznać prawdziwego szczęścia, niż poznać jego cudowny, słodki smak, by potem zalać go goryczą tej obrzydliwej, czarnej rzeczywistości i tkwić w tej beznadziei, czując ogromną stratę w sercu.

wciąż czuję ogromny strach. tak jak bałam się ludzi, tak nadal się ich boję. tak jak bałam się przyszłości, tak nadal się jej boję. boję się wszystkiego. ciągle czuję ogromny niepokój, ciągłą niepewność. czuję się jak mała, bezbronna, zlękniona dziewczynka, siedząca w rogu ciemnego pokoju, chowająca głowę w swoich kolanach. sama mam ochotę się schować. zamknąć się w pokoju, wleźć do wyra, zakryć się kołdrą z kotem i powetować tak dni, tygodnie… tam nikt mnie nie skrzywdzi, tam nikt mnie nie znajdzie, tam nikt nie zwróci na mnie uwagi.

w trakcie terapii zatraciłam jeszcze bardziej grunt pod nogami, nie wiem gdzie jestem, co mm robić, na co było to wszystko… miałam nadzieję, że przez te prawie 3 miesiące, choć trochę uporządkuję sobie głowę, coś stanie się dla mnie bardziej jasne, zrozumiałe. ale zastaję tam jeszcze większy bałagan niż przed terapią.

odtworzyły się moje doświadczenia z przeszłości. bardzo bolesne. i znowu nie potrafię sobie poradzić z tą sytuacją. nie potrafię się z tym wszystkim pogodzić, nie potrafię znaleźć rozwiązania, mm tak ogromne wrażenie, że wszystkie problemy leżą w mojej osobie. że to ja muszę się zmienić, by móc funkcjonować z innymi. muszę zmienić siebie, moje myślenie, moje postrzeganie świata. moje skrajności zmienić w coś bardziej wypośrodkowanego. muszę nauczyć się akceptować innych takimi, jakimi są.

udało mi się odkryć to, co sprawi, że będę szczęśliwa. mimo, że zawsze upierałam się przy tym, że życie samemu jest spoko, że nie potrzebuję nikogo, że wszystko zniosę sama, że sama sobie ze wszystkim poradzę… dowiedziałam się, że do bycia szczęśliwą potrzebuję bliskości drugiej osoby. poczucia bezpieczeństwa, przytulenia, spokoju…

myślę, że wcześniej nie zaznawałam szczęścia dlatego, że żyłam samotnie, odgrodzona wielkim murem od ludzi. bez miłości.

zostały nam tylko 4 dni. dzisiaj nie mam jeszcze prawa wszystkiego przekreślać. czasem wystarczy tylko chwila, aby wszystko się odmieniło. nadzieja, nadzieja, nadzieja. jeszcze wszystko może się ułożyć, jeszcze wszystko może być dobrze, prawda? nie mogę się poddać. muszę być silna, tak?

„Człowiek, tak jak nie może sam siebie stworzyć, 

tak nie może sam siebie uszczęśliwić.”

~ św. Augustyn

*

–  ja –

Dziś ostatni wpis i krótkie podsumowanie. Dla mnie były to trzy miesiące ciężkiej pracy, która pomału zaczyna przynosić efekty. Pierwszego dnia terapii nie wiedziałam właściwie, po co się na nią zgłosiłam. Może dlatego, że nie miałam siły oddychać, jeść, nie mogłam spać i wszystko mnie przerażało? Dziś usłyszałam od swojego psychiatry: „świecą się pani oczy”. Jestem teraz pewna, że po to właśnie przyszłam, aby znowu oczy były pełne blasku. Optymistycznie patrzę w przyszłość, snuję plany (skrojone na własne siły), uśmiecham się do siebie i ludzi wokół.

Zajęcia terapeutyczne czasami przypominały poligon, a czasami spokojną, słoneczną i zieloną łąkę. Ani razu nie przyszło mi jednak na myśl, aby z nich zrezygnować. Oczywiście mam obawy, jak teraz potoczą się moje losy i czy sobie poradzę z trudnościami, które niewątpliwie przyjdą. Mój główny wniosek z odbytej terapii: czasami mam prawo się zatrzymać, aby móc pójść dalej. Polecam – terapia działa!

*

MATI

Przed terapią:

Od kiedy pamięta, zawsze siedział w cieniu

On to osoba wyklęta, nie wiedział czemu

Tonął w sentymentach, tracił przedział tlenu

Ludzie to zwierzęta, na ból szukał serum

Po terapii:

Inny człowiek, zmieniony wewnętrznie.

*

TEMET NOSCE

Jak rozpoczynałem terapię, trzy miesiące wydawały się być dosyć krótkim okresem. Teraz, gdy się już prawie kończy, widzę jak bardzo się myliłem. 3 miesiące – to roczny kwartał! Pięć dni w tygodniu po pięć godzin. Czas spędzony tu – był dla mnie bardzo ważny przede wszystkim dlatego, że był dla mnie. Codziennie miałem dla siebie co najmniej pięć godzin. Jak spędziłem ten czas? Dokładnie tak jak chciałem. Czy terapia zadziałała na mnie? Nie miała szans. To ja działam: analizuję, weryfikuję, powtórnie analizuję… Aż przychodzą do głowy małe odkrycia. Czy terapia się skończy dla mnie w tym tygodniu? No nie, dalej będę analizować, weryfikować i podejmować decyzje…

Bycie wśród ludzi w grupie terapeutycznej pokazało mi, że ja – ze swoimi poglądami i sposobem bycia – jestem w zdecydowanej mniejszości. We wcześniejszym moim życiu często tak się czułem i było mi bardzo źle. Teraz w pełni świadomie akceptuję moją odmienność i inność. Zrozumiałem co miał na myśli Mark Twain mówiąc:

„Jeśli zauważasz, że znajdujesz się po stronie większości, 

czas byś się zatrzymał i zastanowił nad sobą.”

*

Voucher

„To już jest koniec, nie ma już nic…” w taki oto sposób można by zacytować ten ostatni, kończący tydzień. Jest jednak małe „ale” – słowa „nie ma już nic” zastąpmy czymś pozytywnym, bo to początek ku lepszemu. Czego się tu nauczyłem? Trudno tak jednoznacznie określić. Na pewno tego, by bardziej przejmować się sobą i nie zapominać o własnym dobru. Nauczyłem się też chyba w miarę wyciszać w stresujących chwilach oraz spoglądać na to, co wywołuje u mnie negatywne emocje. Ale co z lękiem? Siedzi gdzieś tam z tyłu głowy, ale staram się stawiać go w centrum uwagi. Będzie brakowało tych wspólnie spędzonych chwil i „litrów” zjedzonych zupek, ale jedno się kończy, a zaczyna drugie – LEPSZE, SPOKOJNIEJSZE ŻYCIE!!! Kod-recepta na wrota do tego świata? T-M-N-A-P-O-J-M-K-B.

Bracie, mamo, tato, dziadkowie, rodzino, znajomi, a przede wszystkim stary, pogodny, bez żadnych obaw Marcinie – I’M COMING HOME!!!

Zmierzając ku końcowi – przedostatni tydzień terapii

Aleksandra

Przedostatni tydzień. Czuję, że terapia działa :) A raczej czuję, że grupa terapeutyczna, panie terapeutki i psychiatrzy stwarzali przez ostatnie 2,5 miesiąca warunki niezbędne do tego, abym JA mogła działać. Jestem zadowolona i pewna, że grupa przyczyniła się do mojego samorozwoju. W życiu prywatnym też jest dobrze. I’m happy.

*

BLACK

to było zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. wszystko co dobre musi się skończyć.

i tak właśnie po ponad dwóch miesiącach ciężkiej pracy, wracam do punktu wyjścia. moje zepsucie nigdy nie pozwoli mi normalnie funkcjonować w tym świecie. moje pragnienie bycia idealną w idealnym świecie nigdy nie zostanie zaspokojone. jestem skazana na dostosowywanie się do innych, bo nikt nigdy nie spełni moich oczekiwań. niczego nie chcę. bo chcieć to ja sobie mogę. od tylu lat marzę o tym, by nie istnieć. ale marzenia nie spełniają się nawet w snach.

przeżywam wszystko jak mrówka okres. jestem niedostosowana społecznie. nie mam prawa nawiązywać z kimkolwiek jakichkolwiek relacji, bo wszystko psuję, jestem tylko przeszkodą. muszę powrócić do stylu życia sprzed terapii. ja sama, nieufna, rezygnująca ze wszelkich kontaktów z ludźmi. dla dobra innych i dla własnego dobra… mając nadzieję, że przeżyję to życie jak najszybciej.

*

-ja-

Dwa tygodnie do końca terapii. Pustka w głowie, nie wiem co pisać. Nastrój nie najgorszy, w rodzinie pogodnie, życie zawodowe zaczyna się układać. Czego chcieć więcej? Zrozumieć, że porażki istnieją i są częścią mojego życia. Ale tylko częścią. Trudne – ale nie niemożliwe.

*

MATI

Skoro to mój przedostatni wpis, pomyślałem, że warto się zastanowić nad tym, co do tej pory dała mi terapia, a czego nie dała. Podążając tą myślą wypiszę korzyści oraz rozczarowania co do terapii.

A więc korzyści:

•Terapia w pewien sposób zmieniła moje myślenie. Chodzi o to, że zacząłem się bardziej zastanawiać nad tym, co jest zgodne z prawdą, a co jest tylko moim wyobrażeniem.

•Staram się weryfikować rzeczywistość, choć nie zawsze mi to wychodzi. Jednak czuję, że idę w dobrym kierunku.

•Zacząłem zauważać, że da się utrzymać kontakt z jakąś czynnością, bądź będąc w środowisku, nie czując coraz większej chęci rezygnacji.

•Opór, który odczuwałem wobec różnych czynności stał się mało istotny, ponieważ zdałem sobie sprawę, że wszystko zależy od mojego nastawienia.

•Jestem bardziej otwarty na tworzenie relacji międzyludzkich oraz na wykonywanie nowych czynności jak i tych obecnie wykonywanych.

•Z większą chęcią powracam do działania, z którym coś mi nie wychodziło, ponieważ nie czuję winy za nieodpowiednie działanie albo jego brak.

•Nauczyłem się tłumaczyć niesprzyjające dla mnie zjawiska w relacjach międzyludzkich.

Co do rozczarowań:

•Terapia nie zmieniła mojej codzienności, tak jakbym tego oczekiwał.

•Często miałem gorszy odbiór sytuacji niż pierwotnie.

Innymi słowy:

7 : 2 Terapia działa!

*

TEMET NOSCE

Podsumowuję bogaty w wydarzenia zeszły tydzień aforyzmem Juliana Tuwima:

“Egoista to ten, kto bardziej dba o siebie, a nie o mnie.”

*

VOUCHER

Igrzyska śmierci – tak bym nazwał miniony tydzień. Niby wyglądało na jakieś sojusze, ale koniec końców każdy sam dbał o przetrwanie. Jedna osoba odpadła z rywalizacji, reszta dalej w grze. Jak każdy uczestnik tej gry miewałem gorsze i lepsze dni. Raz byłem na fali wznoszącej, by zaraz z niej zboczyć.

Przede mną ostatnie dni rozróby. Co będzie po nich? Nie wiem. Jestem jednak dobrej myśli. W końcu po to tu przyszedłem…

Podsumowanie dziewiątego tygodnia

Aleksandra

Poprzedni tydzień był dla mnie przełomowy. Dzięki terapii – jej uczestnikom – doszłam do wniosku, że mój największy problem, problem który mnie męczył i ograniczał od paru lat, tak naprawdę nie jest problemem. Męczyły mnie objawy czegoś, co tkwi nadal gdzieś głęboko we mnie. Przełomem było uświadomienie sobie, że problem, to coś, leży w tych objawach.

Pewnie jeszcze sporo czasu i pracy będzie mnie kosztowało “dogrzebanie” się do źródła napięć, lęków,  konfliktów w mojej psychice. Na razie jednak cieszę się, że to, z czym przyszłam na terapię, zostało naprawione. Podczas tych dwóch minionych miesięcy uświadomiłam sobie wiele spraw, o których wcześniej nie myślałam.

Myślę sobie, że jestem bogatsza o tę świadomość i w sumie nie musiałabym tu już przychodzić… Ale przychodzę i będę przychodziła, bo kto wie, co jeszcze w sobie odkryję przez pozostałe nam 3 tygodnie? :)

*

BLACK

zbliżamy się ku końcowi. z tygodnia na tydzień jestem coraz bardziej zmęczona, odczuwam to, jak ta terapia jest wyczerpująca. poprzedni tydzień był dla mnie przełomowy, wyssał ze mnie wszystkie pokłady moich sił. poczułam, jakbym pozbyła się wielkiego ciężaru. czuję się lżejsza.

uwierzyłam w to, że nie jestem już sama na tym świecie. że są osoby, którym zależy na moim szczęściu, które nie przymykają oczu na mój ból.

*

Janina

Terapia działa! W każdym razie na kilku osobach z grupy. Jest mi przyjemnie gdy to słyszę. I wierzę, że i to ma terapeutyczny wpływ na mnie. Motywuje, by maksymalnie skoncentrować się na ostatnich tygodniach. Czy terapia działa na mnie? Chyba jeszcze boję się podsumowań i szukania wad i zalet dobiegającej do końca terapii. Łączyłem z nią pewne oczekiwania, tak jak każdy. Przekonałem się jednak, że to co ważne jest dzisiaj, jutro zupełnie traci na znaczeniu. Najważniejszy jest wybór. Wierzę, że samo podjęcie decyzji, otwiera wiele ścieżek możliwości.

Zaskoczyła mnie wiadomość o stracie jednej z uczestniczek grupy. Była mi bliska i jej odpadnięcie jest dla mnie bolesne. KONIEC

*

MATI

Dostrzegam pozytywne efekty terapii. Mniej skupiam się na własnych analizach, które często mnie ściągają w dół. Na ich podstawie wyciągałem często fałszywe wnioski. Staram się weryfikować rzeczywistość. Czuję się lepiej, gdyż mam świadomość faktu, że większość moich przemyśleń, zwłaszcza negatywnych – to wytwór mojej wyobraźni. Dotyczą one w głównej mierze życia i stosunku do mnie. Poza tym ostatni i dzisiejszy dzień, to był dla mnie okres ciężki do przejścia, ponieważ poruszane były luźne tematy związane z codziennością. W tej kwestii widzę, że odstaję od wizji optymalnej dla mnie sytuacji. Z drugiej strony wiem, że takie tematy terapeutycznie niewiele dają i może dlatego tak jest.

Innymi słowy: BRAK WENY TWÓRCZEJ :)

*

TEMET NOSCE

Główny temat tygodnia – nasi winowajcy i krzywdy, które nam wyrządzili. Co czułem słuchając tragicznych i poruszających historii? Przypomniała mi się opowieść pewnej znanej osoby, którą zapytano: co mamy zrobić z tym przestępcą – uwolnić czy ukamienować? Nie, nie chciało mi się powiedzieć: niech pierwszy rzuci kamień ten, kto jest bez winy…

Współczułem osobom pokrzywdzonym, które zostały ciężko doświadczone; współczułem też oprawcom, widząc jak na dłoni ich zagubienie i skrzywdzenie.

Nie jestem w stanie zatrzymać błędnego koła i przemocy: przemoc rodzącą przemoc, nienawiść rodzącą nienawiść. Mogę jedynie wybaczać: innym ale też i sobie.

*

VOUCHER

Trzy tygodnie – tyle mi zostało. Czuję, że w 50 – 75% terapia zdała rezultat.

Mam nadzieję, że pozostały czas przyniesie jeszcze jakieś korzyści. Jestem outsiderem, ale mimo to twardo tu jestem i się nie poddam. Miniony tydzień to rozpoczęcie dla mnie okresu dwóch tygodni próby z samym sobą, ale także pozytywnych emocji. Jestem (w moich oczach) dzielny niczym mały powstaniec – nie do końca jeszcze z takim zapasem sił, by było idealnie, ale twardo walczący o swoje!

Lęku – bój się! Będę walczył niczym Gladiator!

Refleksje po kolejnym tygodniu terapii

BLACK

Te tygodnie pędzą jak oszalałe. Jeszcze chwilę temu tworzyłam pierwszy post na bloga. Cieszę się, że mogę zauważyć różnicę między tym, jaka byłam pierwszy raz przychodząc na terapię, a tym jaka jestem teraz. Mimo tego, że nie wszyscy to zauważają, ja uważam, że zrobiłam postępy. Czuję się, jakbym znalazła powód, dla którego znalazłam się akurat w tym miejscu i o tym czasie. Myślę, że znalazłam lek na problem, z którym przyszłam na terapię. Doświadczam wielu pozytywnych, nieznanych mi wcześniej emocji. Nie uciekam przed nimi. Nie chcę już uciekać. Chcę czuć. Chcę być szczęśliwa.

*

„Ja”

Po dwóch miesiącach terapii nadal trudno mi pisać i mówić na temat tego, co czuję. Na zewnątrz widać spokój, równowagę, a wewnątrz burza i złość, rozczarowanie, radość, smutek, żal, bezsilność i pewnie jeszcze wiele innych emocji toczy ze sobą walkę. Uczę się, jak to wszystko w sobie mieścić i w odpowiednim czasie okazywać na zewnątrz. To moje ostatnie odkrycie – mów, co czujesz, zanim stracisz kontrolę nad sobą. Moje ostatnie spostrzeżenie – nie jesteś jedyną osobą w grupie, która ma taki problem. Ja chcę i będę nadal nad nim pracować na terapii i jeszcze długo później.

*

Janina

Ostatni tydzień przyniósł masę emocji, które brały nade mną górę. I mimo, że było mi ciężko, to dowiedziałem się, że nawet negatywną emocję można przekuć w coś sensownego. Złość jest świetnym trenerem i motywatorem. Zostaje nam co raz mniej czasu, ale jestem dobrej myśli. Do następnego wpisu!

*

MATI 

Dostrzegam drobne, pozytywne zmiany po zeszłym tygodniu. Zauważam powoli, że nie warto analizować sytuacji w zbytnio rozbudowany sposób. Oprócz tego zdarza się, że moja interpretacja sytuacji jest błędna, ponieważ nie weryfikuję rzeczywistości. Staram się nad tym pracować. Póki co trzymam się dzielnie jeśli chodzi o uczestnictwo w terapii.

Innymi słowy:

Czasem jestem na dnie

Moje życie blednie

Nie wiem co mam robić, ale idę na terapię

Tam dostaję znów wykładnie

Na mnie czeka nowe życie

Wiem, że będzie bardzo fajnie

*

TEMET NOSCE

Kolejny tydzień za mną. Już ich nie liczę i czuję, że terapia dobiega powoli końca. Zastanawiam się jak powrócić do „socium” – do relacji z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi? Jaką pracę mam podjąć? Jestem bardzo głęboko w sobie samym: czuję każdą emocję praktycznie po samym jej narodzeniu – kiedy jest delikatna i podatna na mój wpływ. Obserwuję myśli – skąd przychodzą, w jakie ciągi logiczne (i mniej logiczne) się układają. Jest mi dobrze ze sobą – kocham siebie. Najlepiej się czuję nic nie robiąc – leniuchując. Jestem w tej chwili „leniem śmierdzącym” i nie jest mi z tym źle, tak jak było wcześniej. Nie mam obaw co będzie jutro ani pojutrze – żyję chwilą teraźniejszą. Nie martwię się tym co mnie czeka po terapii… Trochę się jeszcze martwię, czy będę w stanie zachować dystans i pozytywne podejście do nadchodzących wydarzeń. Myśli samobójcze odeszły. Powstało na mnie mocne przekonanie, że śmierć nic nie zmieni – pozbędę się tylko ciała. W zeszłym tygodniu osoba lecząca się psychiatrycznie powiedziała mi, że jestem nienormalny. Tak też się czuję, że jestem najbardziej nienormalny w całej naszej grupie, a jednocześnie najbardziej zdrowy.

*

Voucher

No i co? No i jajco! Przyszedł okres, którego się bałem – choroba. Musiałem przez to opuścić zajęcia. Została mi jedna nieobecność. Nie wiem czy dotrwam do 12 tygodnia, ale jednego jestem pewien – będę walczył do samego końca!

Tydzień siódmy

Aleksandra

Kolejny tydzień terapii minął i zostawił po sobie uczucia: dumy, zrozumienia, współczucia, radości i irytacji. Wizyta u dra Octopusa potwierdziła słuszność mojej obecności i pracy na terapii. Doktor zauważył, że „dobrze pracuję”, co odebrałam jako pochwałę i motywację do dalszej analizy i prób zrozumienia siebie i innych. W grupie nieco się pozmieniało… Nastał konflikt pomiędzy dwiema uczestniczkami, odbijający się na mnie i prawdopodobnie na reszcie członków. Czuję irytację na A., który uporczywie stara się nie dopuścić do rozwiązania konfliktu i współczuję P., która jest w nim drugą stroną, bezsilną wobec uporu A. Radość, ale też lekki niepokój wywołała u mnie informacja, o zakochaniu się w sobie dwóch uczestników terapii. Z jednej strony cieszę się, że znaleźli w sobie „bratnie dusze”, z drugiej strony zastanawiam się, nad wpływem ich relacji na terapię, a raczej nad tym, czy terapia będzie dla nich tak skuteczna, jak mogłaby być, gdyby nie chcieli być razem. I tu pojawia się niepokój, że w tej sytuacji zyskując siebie, mogą też siebie stracić. O siebie jestem spokojna. Czuję się dobrze i ochoczo wchodzę w nowy tydzień.

*

BLACK

W poprzednim wpisie użalałam się, że nie mogę płakać, że nie potrafię się cieszyć, że nie mogę spać, itd… Już po poniedziałkowych zajęciach emocje brały górę, uwalniały się z zamknięcia, jak oszalałe. Byłam wściekła, pojawiła się rozpacz, żal, nienawiść do samej siebie, niezrozumienie danej sytuacji. Następnego dnia była powtórka z rozrywki, tylko z podwojoną siłą. Przeryczałam całe popołudnie. Nadmiar łez i emocji powodował, że zaczynałam wpadać w histerię. Dzięki lekom uspokajającym i nasennym udało mi się dożyć dnia następnego. Chyba potrzebowałam takich dwóch dni na wyrzucenie tego brudu z mojego serca. Od połowy tygodnia, z dnia na dzień czuję się coraz lepiej i potrafię być szczęśliwa, tak jak nigdy wcześniej. Boję się, że to znowu będzie tylko chwilowe, że lada dzień zdarzy się coś złego, że wszystko wróci do pierwotnego stanu. Mam nadzieję, że to tylko wymysł mojego mózgu i że wszystko będzie dobrze.

*

Ja

Tydzień minął – dotarło do mnie, nad czym muszę pracować. Grupa uzmysłowiła mi, że mogę przestać być osobą wybuchową!!! Wystarczy nie tłumić swoich emocji do czasu, aż osiągną maksymalny poziom, a mówić o nich, jak tylko zaczną się pojawiać. Takie proste i zarazem takie trudne. Chcę zrozumieć, dlaczego nie mogę dogadać się z A. Zamierzam tego dociec. Duże wyzwanie, nie wiem czy wystarczy mi chęci, odwagi i zapału. Liczę na Waszą pomoc koledzy i koleżanki grupowicze :).

*

Janina

Został nam ostatni miesiąc. O ile na początku byłem aż nadto zmotywowany, tak teraz presja ustąpiła. Akceptuję ten stan rzeczy i z ciekawością obserwuję siebie. Być może już nastąpiły we mnie zmiany, których jeszcze nie zauważyłem.

*

raskova

Krótka piłka – chcę zmiany, to ją czynię. Nie chcę – pozostaję tam gdzie jestem i taką jaką jestem. Są we mnie rzeczy, które zaczynają mnie nudzić lub irytować. Poczekam, poobserwuję i sprawdzę, czy naprawdę chcę je zmieniać.

Mogę wziąć życie w swoje ręce. Pytanie brzmi, czy naprawdę tego chcę?

*

TEMET NOSCE

Siódmy tydzień – dużo wewnętrznej pogody ducha, spokoju i akceptacji. Akceptacji dla innych, którzy nierzadko okazywali agresję wobec mnie. Akceptacji dla siebie, bo nie zwalczam w sobie drobnych reakcji fizjologicznych, w odpowiedzi na stres, wywołany agresywnymi wypowiedziami w moim kierunku. Dość często komentuję wypowiedzi innych. Zastanawiam się dlaczego? Bo cieszy mnie, że coraz to więcej osób w grupie powiększa samoświadomość. Cieszą mnie ich „eureki” i odkrycia mniejsze. Ale tak naprawdę, mówiąc do innych zwracam się za każdym razem do samego siebie (jakkolwiek paradoksalnie to nie zabrzmiało)

*

Voucher

„… Zastanów się zanim powiesz cokolwiek o mnie ziomek, bo nie wiesz kim jestem, co myślę, nie wiesz też, co mogę!

Jakim prawem oceniasz mnie? Stul ryj! Mam już po prostu taki charakter – TRUDNY! Gadaj sobie i podbijaj mi fejm. I tak nie wiesz kim jestem.”